PAP: Po wyborach do Parlamentu Europejskiego Partia Razem zmieniła nazwę. Nazywacie się teraz tak jak wasz koalicyjny komitet wyborczy. Skąd ta zmiana?

Adrian Zandberg: Zmiany w naszym statucie umożliwiają start wyborczy pod nazwą Lewica Razem. Kongres (nadzwyczajny partii -PAP) postanowił o pozostawieniu dotychczasowego skrótu: Razem. Dzięki temu na jesieni będziemy mieli swobodę wyboru, pod jakim szyldem wystartować.

PAP: Czyli partia Lewica Razem wystartuje w wyborach parlamentarnych - będzie to start samodzielny, czy w koalicji?

A.Z.: Chcemy, żeby w jesiennych wyborach wystartowała wspólna lista lewicy. My wyciągamy dłoń i proponujemy budowę takiej listy. Wybory europejskie przyniosły porażkę wszystkim poza Prawem i Sprawiedliwością. Koalicja Europejska zawiodła - jest już oczywiste, że nie pokona PiS. Ale w tych wyborach porażkę poniosła także Wiosna i Lewica Razem.

Teraz jest czas, żeby się przegrupować. My jesteśmy otwarci na rozmowy, także z tymi politykami, którzy dotąd nie chcieli się na to zdecydować. Ostateczną decyzję w sprawie formuły startu wyborczego naszej partii podejmie Rada Krajowa. W najbliższy weekend odbędzie się pierwsza Rada po wyborach. Będziemy na niej podejmować decyzje o najbliższych działaniach.

PAP: Czy po wyborach, w których - jak sam Pan przyznaje - ponieśliście porażkę, będą zmiany we władzach partii?

A.Z.: Kongres nadzwyczajny nie miał charakteru wyborczego. Został zwołany w celu przyjęcia zmian w deklaracji programowej i w statucie partii. Kongres, na którym będziemy wybierać nowe władze, ma się odbyć planowo w przyszłym roku.

PAP: Poza zmianą statutu i nazwy, jakie zmiany wprowadziliście w deklaracji programowej?

A.Z.: Deklaracja programowa została uaktualniona. Zmieniamy m.in. nasz program podatkowy. Ten, z którym startowaliśmy w 2015 roku, jest już nieaktualny. Na jesień przygotowujemy nowe propozycje podatkowe. Usunęliśmy z nich zapis o stawce 75 proc. Chcemy wprowadzić skuteczniejsze rozwiązania, które pozwolą naprawić polski system podatkowy.

Proponujemy podatki progresywne - tak, żeby system stał się wreszcie uczciwy i sprawiedliwy. Dziś państwo utrzymują przede wszystkim pracownicy i samozatrudnieni. Milionerzy płacą taką samą stawkę podatkową co sprzątaczki. Chcemy to zmienić. Dlatego proponujemy obniżenie podatków dla pracowników. Ciężar utrzymania państwa chcemy przenieść na duży biznes, korporacje i posiadaczy majątków o wielomilionowej wartości.

PAP: To podatki, a praca?

A.Z.: Dokonaliśmy zmian w części programu dotyczącej pracy. W 2015 roku zaproponowaliśmy wprowadzenie stawki godzinowej. Rząd PiS przyjął ten element z naszego programu, co poprawiło sytuację dużej grupy pracowników. Stawka godzinowa to jednak rozwiązanie doraźne. Teraz proponujemy kolejny krok - likwidację umów śmieciowych. Czas usunąć je z polskiego rynku pracy. Każdy pracownik powinien być w pełni chroniony przez prawo.

W deklaracji znalazły się także nowe propozycje dotyczące odpoczynku. Chcemy, żeby wszystkim pracownikom, niezależnie od branży, przysługiwała wolna niedziela co najmniej raz na dwa tygodnie. Za pracę w niedziele powinna obowiązywać podwyższona stawka godzinowa - 250 proc. normalnej płacy. Proponujemy też powrót do zasady, że zasiłek chorobowy wynosi 100 proc. płacy. Obecny system zachęca pracowników do tego, żeby chodzili chorzy do pracy i zarażali współpracowników - inaczej tracą część wynagrodzenia. Chorzy nie powinni być finansowo karani za to, że się leczą.

Mamy też nową ofertę dla osób samozatrudnionych. Proponujemy wprowadzenie proporcjonalnych składek ubezpieczeniowych. Obecny system uderza po kieszeni mikroprzedsiębiorców, którzy mają skromne dochody, a jednocześnie premiuje milionerów. Chcemy to zmienić, wprowadzając proporcjonalność składek i likwidując uprzywilejowanie wysokich dochodów.

PAP: Wprowadzacie jakieś zupełnie nowe punkty do programu?

A.Z. Tak. Kongres przyjął także nowy punkt programu, dotyczący zagrożenia katastrofą klimatyczną. Opowiadamy się za odpowiedzialną transformacją energetyczną, z uwzględnieniem interesów osób obecnie pracujących w górnictwie i energetyce oraz potrzeb energetycznych kraju. Miejsce paliw kopalnych powinien docelowo zastąpić miks energetyczny oparty na energii ze źródeł odnawialnych oraz energii jądrowej.

PAP: Jak Pan widzi przyszłość partii? W jakim kierunku będzie zmierzać teraz Pańska formacja polityczna?

A.Z. Jesteśmy i będziemy prospołeczną lewicą. To się nie zmieni. Ostatnie lata nauczyły nas jednak sporo pokory. Słuchamy naszych wyborców i sympatyków. Dlatego wysyłamy sygnał do innych środowisk: współpracujmy. Potrzebujemy wszystkich rąk na pokładzie. Lewica powinna trzymać się razem, nie dać się rozgrywać ani Platformie, ani PiS-owi.

Po wyborach organizujemy serię dużych, otwartych spotkań, na których rozmawiamy o tym, co dalej. Pierwsze takie spotkanie odbyło się już w Warszawie i było bardzo budujące. Kolejne odbędą się w najbliższych dniach w innych miastach. Po wyborach mamy falę zgłoszeń - dołączają do nas dziesiątki nowych działaczek i działaczy. Ludzie są świadomi, że lewica sama się nie zrobi.