DGP: 15 tys. podpisanych umów w ciągu dziewięciu miesięcy – dla sceptyków to świadectwo niewydolności systemu. Resort przekonuje zaś, że „Czyste powietrze” cieszy się dużą popularnością. Skąd taka rozbieżność w ocenach?

Henryk Kowalczyk, minister środowiska: Łatwo pokusić się o wniosek, że tempo jest zbyt wolne, jeżeli zatrzymamy się na powierzchownej analizie statystyk. Nie możemy jednak tylko podzielić liczby domów wymagających wsparcia (ok. 3–4 mln – red.) przez 10-letni okres trwania programu. To zbytnie uproszczenie. O dofinansowanie wystąpiło blisko 60 tys. osób, a zarządy wojewódzkich funduszy ochrony środowiska wydały już prawie 22 tys. decyzji o przyznaniu wsparcia. Tylko w ciągu ostatnich dwóch tygodni liczba podjętych przez fundusze uchwał o udzieleniu finansowania (3,8 tys.) przewyższyła znacznie liczbę złożonych w tym czasie wniosków. Spodziewamy się bardziej lawinowych skoków zainteresowania. Wypłaty dofinasowania będą postępować w tempie wykładniczym, nie liniowym.

Zwykle Polacy nie są przekonani co do nowych instrumentów pomocowych, dopóki nie zobaczą na własne oczy jak one działają, bo na przykład ich sąsiad dostanie wsparcie. Takim przykładem mogą być rolnicy, którzy - jak wchodziliśmy do UE - nie wierzyli w dopłaty bezpośrednie. Dziś pula dotacji wyczerpuje się po kilku dniach. Proszę o cierpliwość. Tak samo będzie z Czystym Powietrzem.

Często pojawiają się jednak głosy, że 16 wojewódzkich funduszy nie jest gotowych organizacyjnie i kadrowo, by sprostać wyczekiwanej lawinie wniosków.

To nie program „500 plus”, gdzie dystrybucja środków jest prosta i odbywa się na podstawie numerów PESEL. Tu od pewnej biurokracji nie uciekniemy. Musimy sprawdzać dochody mieszkańców, bo program różnicuje wysokość dofinansowania w zależności od zamożności właścicieli domów. Sprawdzamy też, czy podawane i wyliczane przez mieszkańców koszty kwalifikowane są zgodne z programem. Bo jeżeli ktoś korzysta ze wsparcia, ale np. kupuje materiały do termomodernizacji sam, to pracownicy funduszu muszą potem pojechać i sprawdzić, czy pieniądze publiczne zostały dobrze wydatkowane.

Przy 1 milionie wniosków w pierwszym roku mielibyśmy boom cenowy na materiały i roboty budowlane. Rozkręcanie się programu w umiarkowany sposób jest z tej perspektywy korzystne.

Komisja Europejska stawia jednak zarzut, że niepotrzebnie wykluczyliśmy z systemu dystrybucji gminy. O tym, żeby je włączyć mówi się od dawna. Czy resort planuje uwzględnić je w programie?

Tak, w lipcu uruchamiamy pilotaż wśród gmin. Przyspieszy to prace, a także pozwoli oszacować koszty obsługi tego programu po stronie samorządów. Pilotaż jest fakultatywny.  Gminy same zgłaszają się do współuczestnictwa, póki co bez dodatkowego zastrzyku funduszy dla pracowników, czy poszerzenie kadr. Jednak to się może zmienić , jeżeli efekty tej współpracy będą zadowalające. Ocenimy to po paru miesiącach. W tej chwili zgłosiło się ponad 500 gmin, a liczymy, że ostatecznie będzie ich 700-800. Oczywiście mieszkańcy tych samorządów, które nie zaangażują się w program, dalej będą mogli ubiegać się o wsparcie na dotychczasowych zasadach.

Drugim głośnym postulatem KE jest rozszerzenie systemu dystrybucji o banki komercyjne. Resort jest wobec tego pomysłu sceptyczny. Dlaczego?

Na takie włączenie banków nie pozwalają nam polskie przepisy, a szczególnie prawo zamówień publicznych. Rozważaliśmy, by zaangażować w dystrybucję Bank Ochrony Środowiska, ale opinie prawne w tej sprawie są jednoznaczne. Nie możemy przekazać prywatnym podmiotom żadnych publicznych pieniędzy na realizację zadań bez przetargu. Byłoby to złamanie prawa. Chyba, że banki chciałyby zaangażować się w pomoc za darmo, w co jednak trudno mi uwierzyć. Podkreślaliśmy to w rozmowach z Komisją Europejską. Na najbliższym spotkaniu 4 lipca zamierzamy ponownie wyjaśnić jak wyglądają nasze uwarunkowania prawne i przedstawić zmiany w programie, właśnie te włączające w system pomocy gminy.

Jakich jeszcze zmian możemy się spodziewać? Krytycy podnoszą, że należałoby odejść od dotowania kotłów węglowych, zwłaszcza w nowo budowanych budynkach, oraz postawić na odnawialne źródła energii.

Dopłacając do nowych kotłów w nowo stawianych budynkach, chcieliśmy powstrzymać zakusy, by obchodzić przepisy poprzez montowanie starego kotła tylko po to, by później wymienić go za rządowe pieniądze. Bardzo chętnie wspieramy też fotowoltaikę. Być może udałoby się wynegocjować więcej środków na OZE w przyszłej perspektywie finansowej, zwłaszcza że KE jest niechętna piecom węglowym. W tej chwili jest jednak za wcześnie, by o tym mówić. W ciągu roku skończy się też dotowanie kotłów węglowych w nowych budynkach, co wymusiły nowe normy jakościowe, które wkrótce zaczną obowiązywać.