Państwo dobrobytu to jedna z idei, dzięki którym lewica dochodziła do władzy, przekonując – siebie i wyborców – że ma normalny program dla normalnych ludzi. Nie program rewolucji socjalistycznej, likwidacji własności prywatnej oraz anihilacji całych klas społecznych. "Państwo dobrobytu” brzmi sympatyczniej niż "dyktatura proletariatu” i stawia przed wygranymi akceptowalne cele do realizacji.
Kiedy PiS przejął to hasło, dyżurni publicyści rzucili się do atakowania tej partii, po pierwsze – za wszystko, a po drugie – za podszywanie się. Byłoby rozsądniej, gdyby ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego poszukało własnej idei. Ale jakiej?
Aż się prosi, aby było to "wielkie społeczeństwo”, idea, która na długo zdominowała USA wraz z prezydentem Lyndonem Johnsonem. Zmianę zapoczątkował J.F. Kennedy. Co prawda, kiedy powiedział: "Nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie; zapytaj, co ty możesz zrobić dla kraju”, nie myślał o reformach społecznych. To wezwanie było ogólnopatriotyczne i miało mobilizować rodaków do działania wobec rosnącej potęgi Związku Radzieckiego.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna