"Nie martwcie się zatem o jutro, bo jutro samo zatroszczy się o siebie. Starczy dniowi jego własnej biedy". Taki przekaz z Ewangelii według św. Mateusza kiepsko nadaje się na podstawę polityki gospodarczo-społecznej. Dlatego nawet przywiązany do chrześcijańskich wartości rząd PiS planuje. Perspektywa planowania? Trzy kolejne kadencje. W tym czasie ma powstać – jak przekonuje spiritus movens partii Jarosław Kaczyński – państwo dobrobytu. Dobry plan?

Istniejące modele państw dobrobytu duszą gospodarczy silnik. 1,44 proc., 1,52 proc., 1,48 proc. – to średni wzrost PKB z ostatnich pięciu lat odpowiednio Francji, Belgii i Finlandii. Według statystyk OECD – najbardziej szczodrych na świecie państw opiekuńczych. To niezbyt imponujące wyniki, biorąc pod uwagę, że polska gospodarka rozwijała się w tym czasie w tempie ponad dwukrotnie wyższym – średnio 4,02 proc. PKB. Ale prezes Kaczyński ma chyba w zanadrzu pomysł, jak pogodzić ogień z wodą, czyli wzrost gospodarczy z wysokim socjalem, skoro podkreśla, że nasze państwo dobrobytu będzie "nową jakością".

Wiedza a władza

Czy państwo opiekuńcze w Polsce, która ściga jeszcze zachód Europy, to w ogóle dobry pomysł?

Zazwyczaj w takim przypadku udziela się dwóch motywowanych ideologicznie odpowiedzi: absolutnie tak i absolutnie nie. Ci na „tak” chcą importować rozwiązania szwedzkie. Ci na "nie" twierdzą, że istnieje wyłącznie wybór między socjalizmem a kapitalizmem i próba pogodzenia tych dwóch systemów w ramach jakiejś trzeciej drogi spycha nas ku stagnacji, a w końcu – na straszliwą hayekowską "drogę do zniewolenia". Obie grupy tkwią w błędzie.

Pierwsza niesłusznie utożsamia państwo dobrobytu wyłącznie z wysokimi podatkami i rozbuchanymi świadczeniami społecznymi, rozdzielanymi w sprawiedliwy społecznie sposób. Druga nie zdaje sobie sprawy, że przed zejściem na drogę do zniewolenia przy budowie państwa socjalnego może uchronić nas ten sam wolnorynkowiec Friedrich Hayek, którego tak chętnie cytują.

Od razu zastrzegam, że sam wcale nie jestem zwolennikiem idei państwa dobrobytu, a wręcz przeciwnie. Ale skoro ktoś już chce je budować, to lepiej, żeby robił to mądrzej, a nie głupio.

Mądrzej (co nie znaczy, że mądrze) robią to wspomniani Szwedzi. Mają hojny socjal i wysokie podatki, a przy tym niskie zadłużenie i przyzwoity wzrost gospodarczy (w ciągu ostatnich pięciu lat średnio 2,86 proc. PKB). Jednocześnie zachowują wysoki poziom wolności gospodarczej. Wydaje się więc, że znaleźli magiczny sposób, jak mieć ciastko i zjeść ciastko jednocześnie.