Wystarczy posłuchać języka elit. Polskie piekło jest w nim nieszczęściem mogącym się równać tylko z dziurą ozonową, jest powodem do hańby większym niż wszystkie łupiestwa i grabieże, jakich dokonaliśmy. Szmalcownictwo, nacjonalizm, polskie piekło - jakoś tak leci ta wyliczanka narodowego wstydu, prawda? Najdobitniejszym wykwitem polskiego piekła była wojna na górze. Obliczona na zniszczenie wszystkich autorytetów, ta taplanina w błocie mocno nadwyrężyła cierpliwość salonu do społeczeństwa. Ileśmy się o tym nasłuchali! Spróbujcie jednak wytłumaczyć dzisiejszym dwudziestolatkom, na czym polegała wyjątkowa obrzydliwość i niegodziwość wojny na górze. Ot, jedni popierali Mazowieckiego, inni Wałęsę, i się poprztykali - zrozumie taki młodzian. I, co gorsza, będzie miał rację.

Salon w głębi swej duszy nienawidzi sporu, co zresztą logiczne, bo nie ma różnych opinii: są opinie salonu, czyli obiektywna prawda, oraz opinie błędne. A z ludźmi, którzy uważają, że tydzień ma osiem dni (chyba że przestępny - to jedenaście) albo że lustracja ma swoje dobre strony, się nie dyskutuje i z nimi się nie spiera.

Awantur nie znosi też (a przynajmniej czasem tak mu się wydaje) lud. To może być nawet szczere, bo ucziwie mówiąc, na co dzień kłótnie potrzebne są głównie politykom. Niezbędne są im z powodów taktycznych, bo przecież gdyby nie czekający nas przez najbliższe trzy lata spór Donald Tusk - Lech Kaczyński, naród mógłby uwierzyć, że istnieje Ten Trzeci kandydat do prezydentury, a to obu panom nie w smak. Podgrzewając atmosferę, koncentrują uwagę Polaków wokół siebie i swoich partii, a o to chodzi. Przyzwyczajmy się więc do tej wojenki, bo będzie ona naszym chlebem powszednim.

To dzięki sporom politycy mogą zamanifestować swą odrębność, wyjątkowość, ten niepowtarzalny indywidualizm. Ot, proszę, dwa obiekty: Dorn i Niesiołowski. Porównaj obrazki i znajdź dziesięć różnic. Lustracja? Obaj za. Aborcja - przeciw. Mundurki w szkołach - raczej za. Podatki - niskie, ale się nie da. To, co naprawdę różni dwa obrazki, to to, że Niesiołowski nienawidzi Kaczyńskiego, a Dorn - dla odmiany - Kaczyńskiego. I Tuska. Jak mieliby rywalizować o głosy, przekonywać do siebie wyborców, gdyby nie byli w sporze urastającym do rozmiarów konfliktu cywilizacji Dżihad (Dorn) kontra McŚwiat (Niesiołowski)?