Okoliczności pozostają nie całkiem jasne. Trójka zdjęła cotygodniową listę przebojów, w której wygrywała piosenka Kazika Staszewskiego „Twój ból jest większy niż mój”. Tekst dotyczy zachowania Jarosława Kaczyńskiego 10 kwietnia, kiedy to uzyskał wstęp na kilka cmentarzy, zamkniętych z powodu pandemii. Reagując na zarzut cenzury, kierownictwo anteny zarzuciło Markowi Niedźwieckiemu najpierw, że dopuścił piosenkę spoza listy, potem, że nagrodził utwór, który nie miał największej liczby głosów.

Reklama

Niezależnie od faktów, uderzający jest efekt. Piosenka wprowadziła etyczny spór z obecną władzą do sfery popkultury, co zawsze dla rządzących jest niebezpieczne. Zwłaszcza że sam artysta był dotąd uznawany za symetrystę. Gdyby szefowie Trójki przymknęli na ruch Niedźwieckiego oko, straty byłyby niewielkie. Ale nie przymknęli. W efekcie utwór Kazika staje się orężem – symbolem walki z pisowską władzą, wzgardy wobec jej stylu i metod.

Głos zabrali politycy, nie tylko opozycji. Od decyzji radia odcięła się wicepremier z Porozumienia Jadwiga Emilewicz. Krytykowali ją także Joachim Brudziński, reprezentant twardego jądra PiS, oraz wicepremier i minister kultury Piotr Gliński. Wypowiedział się premier, choć on akurat po to, aby bronić Kaczyńskiego. Popłynęły głosy, że to w gruncie rzeczy cios zadany obozowi władzy, swoista prowokacja. Próżne to narzekania: to władza stworzyła mechanizm rewolucyjno-inkwizycyjny. A on właśnie tak działa.

Decyzji nie firmują pisowscy ideolodzy. Obecny dyrektor Trójki Tomasz Kowalczewski to radiowiec pracujący tam od lat. Także prezes Polskiego Radia Agnieszka Kamińska to dziennikarka bez politycznych konotacji. Ale działali zgodnie z mechanizmem wykazywania się lub raczej niepodpadania. Komu? Nadzorującej radio Radzie Mediów Narodowych, jej przewodniczącemu. Krzysztof Czabański nie ma realnego wpływu na TVP. Tym gorliwiej zajmuje się więc radiem, któremu prezesował w latach 2006–2009. I to on kierował akcją ze zdejmowaniem listy.

Radio, które zdążyło mieć pod rządami PiS czworo prezesów, było mniej podporządkowane celom propagandowym niż telewizja Jacka Kurskiego. Trójka buzowała konfliktami, ale wiele z nich miało naturę pracowniczą, personalną. Potem czyniono z nich spory polityczne. W mediach społecznościowych już zaczęły się widowiskowe obrachunki między tymi, którzy odeszli z radia na początku, pięć lat temu, i tymi, którzy odchodzą teraz, więc „za późno”.

Zarazem kontrola nad znanymi dziennikarzami, także nad tym, co mówią na zewnątrz, nie była tak szczelna jak w TVP. Kiedy Czabański zażądał usunięcia Wojciecha Manna, prezes Radia Jacek Sobala odpowiedział: „To sam go zwolnij”. Ale ostatnie miesiące przyniosły zaostrzenie kursu. W Trójce dziennikarza z pozaradiowym dorobkiem Wiktora Świetlika zastąpił Kowalczewski, który nie wyobraża sobie pracy poza radiem i wykonuje polecenia. Nie przedłużono umowy z Dariuszem Rosiakiem, prowadzącym od lat świetną audycję na tematy międzynarodowe. Radio mogło się chwalić kimś niezwiązanym z prawicą, ale wolało się go pozbyć, podobno za wypowiedzi w innych mediach.

Równocześnie niemający innych zajęć (nie wybrano go do Sejmu), a kiedyś nawet pozujący na „liberała” w sporach z Kurskim Czabański zaczął się zajmować radiem coraz intensywniej. Nie wiadomo, dlaczego pozbył się poprzedniego prezesa Andrzeja Rogoyskiego. Ten, prawnik bez wiedzy o radiu, uprzykrzający podwładnym życie nieustannymi zebraniami, też wykonywał polecenia. To samo da się powiedzieć o jego następczyni. Prezes Kamińska słyszy od Czabańskiego nieustannie, że ma się wykazać wynikami, bo słuchalność publicznego radia spada. Więc wykonuje ruchy na oślep. Często sprzeczne z celem, jaki jej się stawia. Tak było ze zwolnieniem Anny Gacek prowadzącej audycję muzyczną. Prezes twierdziła, że Gacek ma wadę wymowy. Nawet jeśli to prawda, miała jeden z najpopularniejszych programów. Jej odejście skłoniło do podobnego ruchu Wojciecha Manna. Nieustające napięcie doprowadziło do obecnej serii odejść, niczym w dominie.

Trójka sprzed PiS, ta kierowana przez Magdalenę Jethon, nie była apolityczna. A buntujący się dziś, często wiekowi i nie zawsze z czystą kartą z czasów PRL dziennikarze muzyczni niekoniecznie poradzą sobie na zmieniającym się rynku mediów. Tyle że na tym polu politycy PiS oddają jeden strzał we własną stopę za drugim. Zgodnie z duchem własnego środowiska (Rosiak miał paść ofiarą donosu wpływowej pisowskiej posłanki). Sporo tu atmosfery zwycięskiej rewolucji, choć także poetyki dworu: nie wykażę się, to doniosą na mnie na Nowogrodzką. Więc delikatną presję, zawsze obecną w mediach publicznych, zastępuje łamanie kręgosłupów. I niszczenie narzędzia, którego nie potrafi się nawet zręcznie użyć.