Wygwizdano premiera Mateusza Morawieckiego na niedawnym koncercie solidarności z Białorusią.

Reklama

Słyszałam.

Gwizdali Białorusini czy Polacy?

Nie wiem. Poza tym Biełsat, polski kanał TVP po białorusku, tego nie pokazał.

Cenzura?

...

Nie odzywa się pani.

Biełsat robi dobrą robotę dla Białorusi. Ale w telewizji w czasie koncertu było tylko o tym, ilu białoruskich dziennikarzy straciła telewizja Biełsat. Zraniło mnie to, bo ani słowa o innych. Ani słowa o tym, ilu innym dziennikarzom z białoruskich mediów połamano ręce, ilu pobito, ilu przeszukano mieszkania. Widziała pani, tu przed chwilą weszła dziewczyna z portalu KuKu.org. Taki, można powiedzieć hipsterski, ale odważny portal polityczny. Część redakcji jest już w Warszawie, a właściciel siedzi w więzieniu w Mińsku. Ta dziewczyna miała rewizję w domu. Dlatego jest tu, w Warszawie. Nie wiadomo, czego szukali. Ale chodziło o to, żeby nas przerazić, złamać, żebyśmy mordy zamknęli po prostu. A ogólnie to chodzi o to, żebyśmy wszyscy bali się o siebie, o zdrowie, o życie, żebyśmy nie pisali i nie mówili o tym, co się dzieje na Białorusi już drugi miesiąc. Strachem nas nie wezmą.

To wezmą biciem i torturami.

Nie wezmą. Ci koledzy, którzy byli bici czy torturowani, już w większości pracują, z różnych miejsc, ale pracują. Pani przecież wie, że dziennikarze są na pierwszej linii frontu, są w robocie, więc łatwiej ich aresztować, oskarżyć, pobić, represjonować, torturować. Biją przy zatrzymaniu, bili w areszcie. Teraz biją mniej. Najgorzej było przez pierwsze dni po wyborach prezydenckich: 10, 11 i 12 sierpnia. Teraz władza postawiła na zastraszanie, byśmy trzymali się jak najdalej od wydarzeń i uważali na to, co piszemy. Pokazali, jak skutecznie przestraszyć. Przecież trzech dziennikarzy zostało rannych. Zostali postrzeleni podczas relacjonowania protestów. Wiem, że jak się tak mówi, to po ludziach spływa. Ale jak powiem, że od momentu wyborów przeciwko 52 dziennikarzom użyto przemocy, to już robi to większe wrażenie, prawda? A jak dodam, że nawet ci, którzy dostali gumowymi kulami, mają straszne problemy zdrowotne, to... Albo nie, powiem tak, że któregoś dnia w czasie protestów grupa kolegów stała razem. Wszyscy w kamizelkach z napisem "Prasa". I nagle omonowiec odwrócił się w ich stronę i strzelił. Natalia Łubniewska, dziennikarka "Naszej Niwy", dostała w nogę. Niby nic, guma. Ale rana się nie zrasta, do tego się paprze, gnije, została dziura po kuli. Są ludzie, którzy zostali ranni w brzuch. Rany nie zrastają się od tygodni. Teraz rozumie pani, co się u nas dzieje? Albo podchodzi ktoś w kominiarce do nas i bije pałą. Niszczy aparaty fotograficzne, telefony, dyktafony, kamery, oświetlenie. Na przykład aresztowali redaktora naczelnego „Naszej Niwy” za to, że opublikował tekst z opowieściami torturowanych. Mówili o tym, że jednym ze znęcających się nad nimi był wiceszef MSW Alaksandr Barsukou. Że bił osobiście. Naczelnego wypuścili po trzech dniach, ale śledztwo dalej jest prowadzone. W sierpniu było tak, że dziennikarzy zatrzymywali i wypuszczali. Pobitych, pokopanych, w różnym stanie. We wrześniu Alaksandr Łukaszenka zmienił taktykę. Teraz wsadzają na 10 czy 15 dni do aresztu, co jest poważnym uderzeniem w redakcje, bo są one niewielkie. Czasami zamknięcie jednego czy dwóch dziennikarzy powoduje paraliż. Proszę spojrzeć na to zdjęcie, to Rusłan, młody dziennikarz z Grodna.

CZYTAJ WIĘCEJ W NAJNOWSZYM WYDANIU DGP>>>