Dziennik.pl logo

Polski efekt obcości. Całkiem zwyczajny kraj, czyli historia Polski bez martyrologii

3 maja 2021, 11:09
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Polska mapa Warszawa
Shutterstock
Gdybym był nauczycielem historii w liceum, moi uczniowie czytaliby „Całkiem zwyczajny kraj”. Trochę braku zaufania do zastanych pojęć nigdy nie szkodzi

Wybitny rosyjski literaturoznawca Wiktor Szkłowski przed ponad stuleciem wprowadził do teorii literatury pojęcie „ostranienia” – w Polsce tłumaczy się to jako „udziwnienie”, ale niezupełnie (choć również) o dziwność tu chodzi, raczej o chwyt literacki wywołujący u odbiorcy nagłe poczucie obcości. Ów zabieg, dzięki zakłóceniu stereotypowych wzorców myślenia i postrzegania, pozwala ujrzeć to, co znane, w nowym świetle. Efekt ostranienia da się uzyskać na różne sposoby: odwracając przyczyny i skutki w znanych schematach sytuacyjnych, wprowadzając w oswojoną rzeczywistość całkiem do niej niepasujący element, nadając inne znaczenia typowym zwrotom i popularnym słowom, zakłócając standardowy wizerunek ról społecznych. Ostranienie – rzecz jasna – musi przemawiać czytelnym kodem danej kultury i najmocniej działa tam, gdzie siła naszych przyzwyczajeń jest największa. Atomową moc uzyskuje zaś, gdy do przyzwyczajeń dochodzą konwencjonalne wartości, zwłaszcza te związane z moralnością, tożsamością i grupową (na przykład klasową albo narodową) autodefinicją.

Ostranienie przynależy do obszaru szeroko pojętych tekstów kultury (literatury, filmu, teatru, malarstwa), lubi z niego korzystać – w celach prowokacyjno-transgresywnych – awangarda artystyczna, ale nigdzie nie jest powiedziane, że z podobnych narzędzi nie może skorzystać historyk. W istocie historia danej społeczności (czy też raczej: zbiorowe, skonwencjonalizowane wyobrażenie tej historii) to sfera tak wrażliwa, najeżona wartościami i przywiązana do jednowymiarowych wykładni, że efekt defamiliaryzacji osiąga się na jej terytorium względnie łatwo, delikatnie tylko przesuwając akcenty i redefiniując pojęcia. Naturalnie historyk postępuje inaczej niż pisarz bądź filmowiec – musi trzymać się źródeł i faktów zgodnie z regułami historiografii.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Piotr Kofta
Piotr Kofta

Pisarz, krytyk literacki, publicysta

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj