Dziennik Gazeta Prawana logo

Radziejowska: Dobre relacje między Polakami a Niemcami trzeba budować, nie zaś o nie walczyć

29 października 2021, 08:27
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Berlin
<p>Berlin</p>/Shutterstock
"Dobre relacje między Polakami a Niemcami trzeba budować, nie zaś o nie walczyć" - mówi z rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" Hanna Radziejowska, szefowa Instytutu Pileckiego w Berlinie.

DGP: Rozmawiając o polityce historycznej, będziemy się z pewnością różnić, ale podobnie jesteśmy zdumione tym, co powiedział Peter Oliver Loew, szef Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich w Darmstadt („Polska nie kojarzy się Niemcom z wojną”, Magazyn DGP z 1 października 2021 r.).

Hanna Radziejowska: A mnie ten wywiad nie zaskoczył. Brałam udział w wielu konsultacjach na temat mającego powstać w Berlinie pomnika polskich ofiar niemieckiej okupacji i ten sposób myślenia był zawsze ważnym punktem odniesienia dla kształtu i programu planowanego miejsca pamięci. Wypowiedzi Loewa wpisałabym w istniejące od dawna problemy w polsko-niemieckich relacjach. Bo to, co Zbigniew Parafianowicz w redakcyjnym komentarzu nazwał pluszowym symetryzmem („Pluszowy symetryzm i negacjonizm”, Magazyn DGP z 15 października 2021 r.), obserwowałam już kilkanaście lat temu, gdy pracowałam w Muzeum Powstania Warszawskiego. Od niemieckich badaczy czy dziennikarzy zawsze słyszałam, że to niebezpieczne miejsce, bo buduje nasz nacjonalizm, a powinniśmy się uczyć od nich, czym to grozi, że to miejsce jest bezkrytyczne wobec naszej historii, że gloryfikuje przemoc, że w Sali Małego Powstańca uczy się dzieci strzelać. W rozmowie z Loewem najbardziej uderza mnie zrównanie polskich i niemieckich ofiar w kontekście redukcji historii wyłącznie do indywidualnych emocji i osobistego cierpienia. Uważam, że właśnie ten mechanizm redukcji dotyka bardzo ważnego elementu polsko-niemieckiego sporu o historię: pomieszania etnicznych oraz polityczno-obywatelskich kategorii ofiar.

Ale z drugiej strony doświadczenie zgwałconych przez czerwonoarmistę na Ziemiach Odzyskanych Polki i Niemki przecież niczym się nie różni.

Każde cierpienie jest przejmujące. Ale rozumienie historii to nie tylko rejestrowanie indywidualnych przeżyć i emocji. I pomijam niepoważny zarzut Loewa, że w Polsce nie ma podejścia krytycznego do własnej historii - badania nad Ziemiami Odzyskanymi i wypędzeniami zaczęły się już w latach 90., a ich prekursorem był prof. Włodzimierz Borodziej. Chodzi mi o coś innego: nie da się opowiedzieć historii wojny i okupacji bez kategorii politycznych, a więc szerszych niż indywidualne, poddające się reporterskiemu opisowi doświadczenia. W prowadzonej od kilku lat narracji ucieka to, na co wskazywali Hannah Arendt czy Timothy Snyder.

Czyli?

Że wojna na Wschodzie oznaczała zniszczenie państwowości. I polskie doświadczenie powinno być postrzegane przede wszystkim z perspektywy wspólnoty politycznej, którą wyrażały struktury Państwa Podziemnego i rządu na emigracji. Nie byliśmy etniczną sumą jednostek, lecz polityczną wspólnotą walczącą o demokratyczne państwo zarówno z totalitarną III Rzeszą, jak i sowiecką Rosją. „Pierwszym, podstawowym krokiem na drodze do totalnego panowania jest zabicie w człowieku osoby prawnej” - pisała Arendt. A więc odebrania mu wszystkiego, co wiąże się z państwowymi strukturami, administracją, tożsamością i przysługującymi prawami. Nasze doświadczenie II wojny zaczyna się właśnie od anihilacji państwowych struktur, administracji i wymordowania elit. Współcześnie znika problem odpowiedzialności politycznej, która jest czymś innym niż odpowiedzialność kryminalna. W porządku odpowiedzialności kryminalnej mieszczą się również polscy sprawcy zbrodni w Jedwabnem albo kolaboranci, zdrajcy, szmalcownicy, po wojnie karani przed sądami na podstawie dekretu sierpniowego. W przypadku Niemiec społeczeństwo wyraziło w wyborach masowe poparcie dla NSDAP, a potem budowało i popierało działalność totalitarnego państwa. I dlatego Niemcy ponoszą z tego tytułu - jako wspólnota - odpowiedzialność polityczną za zbrodnie III Rzeszy. Ponoszą też odpowiedzialność kryminalną za popełnione zbrodnie oraz - i tu także można mieć wiele im do zarzucenia - za powojenną zmowę milczenia niemieckich prokuratorów i brak karania zbrodniarzy. Niemcy o tym zresztą ze sobą od lat dyskutują, bo przecież wina polityczna i wina kryminalna to rozróżnienie wprowadzone przez niemieckiego filozofa Karla Jaspersa. A prof. Samuel Salzborn z Uniwersytetu Justusa Liebiga w Gießen napisał dwa lata temu znakomity esej, któremu dał tytuł „Kolektywna niewinność”: o wypieraniu przez Niemców odpowiedzialności za dokonane zbrodnie - zarówno po wojnie, jak i dziś.

CZYTAJ WIĘCEJ W ELEKTRONICZNYM WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj