Kryzys finansowy jest wynikiem faktu, że rynek - zwłaszcza rynek finansowy - nie jest przez nikogo kontrolowany. Jedynym celem tych, którzy dokonują
inwestycji, był zysk. Tymczasem zgodnie z zasadami Katolickiej Nauki Społecznej, które zostały szeroko zaprezentowane w Kompendium Nauki Społecznej Kościoła, rynek wymaga kontroli, i to nie
tylko ze strony państwa, ale także ze strony wszystkich jego uczestników - także konsumentów, nabywców i innych, bo to oni są "producentami" zysku. A zatem kontrolę nad
rynkiem powinni mieć nie tylko inwestorzy i przedsiębiorcy, ale także ich współpracownicy, robotnicy.
Kościół nie daje gotowych rozwiązań, my dokonujemy oceny zjawiska z punktu widzenia moralnego, etycznego. Znalezienie rozwiązań praktycznych jest zadaniem rządów, polityków, ekonomistów i
innych.
Absolutnie nie, ponieważ im bardziej kraje bogate pomagają krajom rozwijającym się, w tym większym stopniu te same kraje bogate na tym skorzystają. Zostawiając nawet na boku solidarność
wynikającą z czystych pobudek, wszyscy doskonale wiedzą, że kraj ubogi, który się rozwija, będzie rynkiem zbytu dla produktów z kraju bogatego.
Taka cyniczna postawa jest wynikiem panującej w świecie kultury indywidualizmu i relatywizmu. Zgodnie z jej zasadami to, co jest dobre dla mnie, jest prawem absolutnym. Kościół o tym mówi,
zwraca uwagę na negatywne skutki takiej postawy, ale do jej zmiany potrzeba nawrócenia. Nie mamy tutaj recepty matematycznej, zgodnie z którą wystarczy zaaplikować jedno rozwiązanie, aby
uzyskać pożądany efekt. Mamy do czynienia z autonomiczną osobą ludzką. Jeżeli ktoś nie jest do czegoś przekonany, trudno jest go zmienić. Na tym polega prawdziwa trudność.
Nie chcę wydawać ocen w sprawie nowego prezydenta i jego zapowiedzi przedwyborczych. Trzeba poczekać, aż zacznie je realizować. Wszyscy dobrze wiemy, że przed wyborami politycy składają
różne deklaracje, później jednak trzeba zobaczyć, w jakim stopniu je faktycznie realizują. Barack Obama od momentu swojego zwycięstwa w wyborach powiedział wiele rzeczy, ale ja ich nie
komentowałem. Trzeba zobaczyć, czy i jakich obietnic przedwyborczych dotrzyma.
Nie, nie jestem aż tak wielkim pesymistą. Absolutnie nie, dlatego że przez szesnaście lat byłem stałym przedstawicielem Stolicy Apostolskiej przy Organizacji Narodów Zjednoczonych i w kilku
przypadkach także sam byłem mediatorem czy pomagałem w rozwiązywaniu konfliktów. Jestem zatem przekonany, że jeśli zostawi się mniej przestrzeni dla rozwiązań militarnych, a więcej dla
dyplomacji, negocjacji i dialogu, to można rozwiązać konflikty na drodze pokojowej.
Przykładem może być niedawna historia z Wybrzeża Kości Słoniowej, gdzie przez trzynaście lat toczyła się wojna domowa. W marcu 2007 r. w stolicy tego kraju, Ouagadougou, m.in. przy udziale
Kościoła i wspólnoty międzynarodowej, udało się podpisać porozumienie między dwoma stronami konfliktu. W wyniku jego postanowień prezydent Laurent Gbagbo mianował premierem wieloletniego
przywódcę opozycji Guillaume Soro. W tym delikatnym momencie Ojciec Święty Benedykt XVI, poprosił mnie, abym tam pojechał.
Kiedy przybyłem do Wybrzeża Kości Słoniowej, poszedłem złożyć wizytę prezydentowi Gbagbo, którego zaprosiłem, aby przyszedł na mszę w katedrze w Abidżanie, to było 20 maja 2007 r. Następnie udałem się do premiera Soro, młodego człowieka, który nie miał jeszcze czterdziestu lat. Jego również zaprosiłem na tę samą mszę. Obydwaj przybyli, zajmując miejsca w pierwszym rzędzie. Kiedy nadszedł moment przekazania sobie znaku pokoju zaprosiłem obydwu, aby podeszli do ołtarza. Najpierw przekazałem znak pokoju premierowi, potem prezydentowi, a następnie poprosiłem, aby wzajemnie przekazali sobie znak pokoju na ołtarzu. Powiedzieli wówczas wobec siedmiu tysięcy ludzi obecnych w katedrze: "pokój będzie trwać". Był to wspaniały gest, transmitowany przez lokalną telewizję na całe Wybrzeże Kości Słoniowej. Media przypominają go do dziś. Na zakończenie mszy zwróciłem się ponownie do prezydenta Gbagbo i do premiera Soro, mówiąc im, że dokonali historycznego gestu. Powiedziałem im wówczas: "to, co zrobiliście tutaj przejdzie do historii, ponieważ jeżeli pewnego dnia pojawią się chmury między wami, to pamiętajcie, że tutaj na ołtarzu przekazaliście sobie znak pokoju". Oto konkretny przykład pokojowego rozwiązywania konfliktu.
Kościół zachęcał do pokoju, ale nie był jedynym podmiotem, dzięki któremu udało się znaleźć rozwiązanie tego konfliktu na drodze pokojowej. W istocie w czasie mszy świętej w katedrze w
Abidżanie, o której mówiłem przed chwilą, był obecny cały episkopat Wybrzeża Kości Słoniowej.
Najczęściej słyszymy o ONZ, gdy docierają do nas najgorsze wiadomości. Rada Bezpieczeństwa tej organizacji musi na przykład podjąć decyzję w związku z jakimś kryzysem militarnym czy
politycznym. Tymczasem ONZ robi ogromnie wiele innych pożytecznych rzeczy. Mało kto wie, że 80 proc. dzieci na świecie zostało zaszczepionych właśnie dzięki ONZ.
W czasie mojej pracy w Nowym Jorku często upominałem przedstawicieli środków masowego przekazu, że za mało informują na temat tego, co robią Narody Zjednoczone. Obecnie wystarczy przeczytać, co na ten temat powiedział Benedykt XVI w czasie swojego wystąpienia przed Zgromadzeniem Narodowym w czasie wizyty w USA, 18 kwietnia 2008 r. Papieże ubiegłego stulecia, Paweł VI i Jan Paweł II mówili, że propozycje Narodów Zjednoczonych są odpowiedzią na wszystkie problemy współczesności.
Stolica Apostolska zgadza się oczywiście, że trzeba zreformować ONZ, bo musi ona odpowiadać na nowe wyzwania i wymagania. Przecież przez 60 lat, jakie minęły od jej założenia, niemal wszystko się zmieniło. Na początku było 56 państw członkowskich, obecnie jest ich 192. Stolica Apostolska nie wypowiada się na temat tego, jak powinna wyglądać reforma ONZ, ale sugeruje, że należy jej dokonać.
Stolica Apostolska nie jest obojętna wobec tej kwestii i w ramach swoich możliwości wspiera wszystkie działania mające na celu ograniczenie gazów cieplarnianych i zapobieżenie dalszemu
postępowaniu zmian klimatycznych. Przejawem tego zaangażowania było oddanie w listopadzie br. instalacji solarnej na dachu Auli Pawła VI, który jest pierwszym z serii projektów, mających na
celu ograniczenie emisji gazów cieplarnianych przez Państwo-Miasto Watykańskie zgodnie ze celami wyznaczonymi przez Unię Europejską. Niedawno zorganizowaliśmy w Papieskiej Radzie
"Iustitia et Pax" konferencję na ten temat, do udziału w której zaprosiliśmy zarówno zwolenników tezy, że ziemi grozi poważna katastrofa wywołana zmianami klimatycznymi,
jak i ludzi uważających, że katastroficzne przewidywania są absolutnie nieuzasadnione, bowiem wpływ człowieka na klimat jest minimalny.
Chcę przypomnieć rozdział 10 Kompendium Nauki Społecznej Kościoła, który jest w całości poświęcony kwestii środowiska. Chrześcijanie, co więcej wszyscy ludzie, mają sobie powierzoną odpowiedzialność za środowisko. O ekologii nauczanie społeczne Kościoła mówi w kategoriach stworzenia. Możemy to stworzenie modyfikować. Trzeba jednak mieć cały czas na uwadze, że musimy przekazać je przyszłym pokoleniom w możliwie najlepszym stanie.
Pamiętam dobrze, że Jan Paweł II wiele razy powtarzał z wielkim uporem, naciskiem i zdecydowaniem o wspólnej Europie: "korzenie chrześcijańskie, korzenie chrześcijańskie".
Ale Jan Paweł II nie mówił tego tylko z punktu widzenia chrześcijańskiego, katolickiego czy wiary religijnej, ale także z punktu widzenia kultury, ponieważ Europa zrodziła się z tych
korzeni, z tego ziarna. Mówię tu o całej kulturze europejskiej. Jeśli pojedziemy, także w Polsce, zwłaszcza do wsi czy małych miejscowości, to co napotkamy? Najpierw kościół i domy wokół
niego. Niedawno byłem w Hiszpanii i widziałem dokładnie to samo. Co to pokazuje? Że odniesienie do korzeni chrześcijańskich ma oczywiście charakter religijny, ale także kulturowy. Jan Paweł
II, mówiąc o tym, miał na myśli zawsze to właśnie podwójne znaczenie: religijne i kulturowe.
Ależ oczywiście, dlatego też powiedziałem, że jest mi przykro, że w projektach konstytucji i traktatu lizbońskiego nie znalazło się odniesienie do chrześcijańskich korzeni. Mam takie samo
zdanie jak Jan Paweł II.
Jeżeli Europa chce być spójna, nie może zrobić inaczej. Obecna opozycja wobec religii wynika z indywidualizmu, relatywizmu, które wykluczają jakąkolwiek obecność religii. Wszyscy ci
zwolennicy laicyzmu, którzy mają na ustach hasła o wolności słowa dla wszystkich, którzy mówią, że każdy musi mieć swobodę zabierania głosu, w przypadku, kiedy ten głos chce zabrać
Kościół, natychmiast reagują zakazem. Według nich Kościół nie może się publicznie odzywać. Tu nie ma spójności. Zasadę zdrowego laicyzmu wymyślił Jezus Chrystus: "Oddajcie
Cezarowi to, co należy do Cezara, oddajcie Bogu, to, co do niego należy". Nie oznacza to absolutnej separacji, pośrodku której stoi mur berliński. Nie. Oznacza to, że każdy w zakresie
swoich kompetencji jest niezależny, ale że te obydwa światy mają ze sobą współpracować, bo przecież obywatele państwa są jednocześnie wiernymi Kościoła. Są to te same osoby, których
nie można podzielić na dwie połowy, z których jedna jest obywatelem, a druga wiernym.
Nowa encyklika ukazuje się w czterdziestą rocznicę opublikowania encykliki Pawła VI "Populorum progressio" i ma ją upamiętnić. Podejmuje ona te problemy, które pojawiły
się w kwestiach społecznych od czasu opublikowania ostatniej encykliki społecznej, jaką była encyklika "Centesimus annus" Jana Pawła II z 1991 r.
Tak, ale więcej nie mogę powiedzieć.
Każdy dokument papieski odwołuje się do nauczania poprzedników, ale jednocześnie zawsze niesie ze sobą coś nowego, inaczej nie miałaby sensu jego publikacja.
Na początku 2009 r. Mam nadzieję, że jeszcze w styczniu.
*Kardynał Renato Raffaele Martino jest przewodniczącym Papieskiej Rady "Iustitia et Pax" (Sprawiedliwość i Pokój), która zajmuje się sprawami społecznymi. Przez kilkanaście lat pełnił funkcję stałego przedstawiciela Stolicy Apostolskiej przy Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku.