Dziennik Gazeta Prawana logo

Tusk nie wiedział, a powiedział?

8 października 2010, 12:34
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Mira Suchodolska
Mira Suchodolska/Inne
Znaczy, to ma być zrobione porządnie - mawiał kapitan Mamert Stankiewicz, a jego zaciśnięta szczęka jednoznacznie dawała do zrozumienia, co czeka tych, którzy ze wszystkich sił - fizycznych i intelektualnych - nie przyłożą się do pracy.

Obserwując publiczne wystąpienia premiera Donalda Tuska a propos zwalczania dopalaczy, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że kapitan Stankiewicz – legenda polskiej marynistyki i wielki państwowiec, którego postać opisał Karol Olgierd Burchardt w kultowej książce „Znaczy kapitan” (właśnie wznowionej) – przypatruje się z chmurki premierowi i jego szczęka niebezpiecznie wysuwa się do przodu. Jakby chciał zapytać: Znaczy pan, panie Tusk, wiedział i powiedział, czy pan nie wiedział, a powiedział? I jeszcze: Dlaczego nie zrobił pan tego porządnie?

Zdrowie i życie polskiej młodzież – ważna rzecz. Premier Tusk tę powszechną troskę wykorzystuje dla wzmacniania swojego wizerunku i pozycji politycznej, a jestem ostatnią osobą, która by mu z tego tytułu czyniła zarzut. Jednak jako premier powinien zdawać sobie sprawę z tego, co mówi i robi. Oraz kontrolować, co robią jego urzędnicy. A powinni stać na straży demokratycznego państwa prawa.

Tymczasem nasz premier najpierw oznajmia publicznie, że będzie działał na granicy prawa, a potem cała Polska z zapartym tchem obserwuje, jak prawo – w imię prawa – jest łamane. Funkcjonariusze państwowi robią naloty na sklepy zaopatrzeni w zeskanowane niechlujnie postanowienia i zajmują towar, którego sprzedaż jest wciąż dozwolona.

Tymczasem nowe prawo właśnie się pisze – na kolanie. I już widać, jest dziurawe. Spójrzmy na definicję „środki zastępcze” – czyli każdy syntetyk czy środek naturalny, który służyć może ludziom do oszałamiania się. Przewiduję, że jeszcze będzie z tym sformułowaniem sporo kłopotów i niewykluczone, że trzeba będzie wycofać ze sklepów trochę towarów – od klejów i rozpuszczalników rozmaitych poczynając, skończywszy na gałce muszkatołowej.

Kolejny problem w tym, kto i w jaki sposób będzie decydował, że nowy, pojawiający się na rynku produkt jest potencjalnym dopalaczem, który trzeba na 18 miesięcy wsadzić do prawnej zamrażarki i wszechstronnie badać. Minister zdrowia „na oko”? Szef MSWiA „na nos”? Jakoś dziwnie pewna jestem, że to nie handlarze dopalaczy dostaną popalić, a prędzej producenci chemii użytkowej.

Żeby zamknąć ten wywód pointą, wrócę do osoby kapitana Stankiewicza, legalisty i wybitnego wychowawcy młodzieży. Powiedziałby, że – znaczy – nie da się nauczyć nikogo szacunku do prawa, samemu je łamiąc czy „tylko” nadwyrężając.

Walcząc ze złem, trzeba mieć dobre narzędzia prawne. Zamiast więc ulegać pokusie, by samemu zachować się jak gangster, napiszmy to nowe prawo. Znaczy, porządnie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj