Tragedia nie podważyła jego struktur, nie zakłóciła działania administracji i służb zewnętrznych, nie zniszczyła życia politycznego. To także zasługa świętej pamięci prezydenta i innych, którzy wraz z nim odeszli w Smoleńsku z tego świata.

Reklama

Wczorajsze uroczystości rocznicowe pokazały, iż w przestrzeni publicznej funkcjonuje trzech prezydentów Kaczyńskich. Pierwszy to zmarła głowa państwa, drugi – ikona ruchu politycznego, trzeci – ojciec, brat. Wszyscy mają swoje miejsce, ale dla Polski najważniejszy jest ten pierwszy. Rzeczpospolita straciła prezydenta, państwo ma więc obowiązek przekazać opinii publicznej całą prawdę o katastrofie, uczcić zabitych i rozliczyć winnych, jeśli są wśród żywych. Pokazaliśmy już, że mamy sprawne struktury, teraz trzeba udowodnić, iż potrafimy także wyciągnąć konsekwencje z katastrofy, choć nie do końca. Na bok emocje, podejrzenia i pomówienia, rok temu zginęła głowa państwa, żądamy odpowiedzi na najprostsze pytanie: dlaczego?

Nie można pozwolić na zmonopolizowanie katastrofy przez jedną frakcję polityczną. To nie była tragedia PiS, ale Polski. Nie wolno jednak także rozmywać winy, przeciągać procedur, zamęczać opinii publicznej spekulacjami, przeciekami zamiast przedstawienia jej jak najszybciej jak najpełniejszego raportu na ten temat. Chłodnego, rzeczowego, wskazującego wszelkie uchybienia, jakie doprowadziły do katastrofy, ktokolwiek by się ich dopuścił. Nawet jeśli byłby to zmarły lub urzędujący prezydent. Raportu, w którym znajdą się także wnioski, czego unikać, co zmienić, by już nigdy nie doszło do podobnej tragedii.

Wciąż go nie ma. Nie ma też winnych. Narasta za to rozżalenie krewnych zabitych. Im dłużej trwa wyjaśnianie sprawy, tym bardziej rośnie frustracja zatruwająca życie polityczne. A to już nie przejaw zdrowia struktur, ale ich choroby.