Tak jak zawsze z chłodnym okiem podchodzę do sondaży dobrych czy bardzo dobrych, podobnie do tego. Oczywiście z dużą pokorą trzeba podchodzić do decyzji opinii
publicznej, decyzji wyborców. Choć to jeszcze nie decyzja, tylko sondaż.
Oczywiście zły, to jest poza dyskusją. To jest sygnał ostrzegawczy, ale nie można ulegać nagle emocjom czy histerii. Nic złego się jeszcze nie wydarzyło. Musimy opinii publicznej
wytłumaczyć wszystkie aspekty ostatnich decyzji. Mam nadzieję, że uda się to zrobić i odbudujemy zaufanie.
Bez przesady. Bez wątpienia PiS jest najpoważniejszą partią opozycyjną i ten sondaż pokazuje, że w dalszym ciągu to istotny gracz na scenie politycznej, a także istotne zagrożenie dla
Platformy. To nie jest tak, że Platforma zdobyła monopol na bycie pierwszą w sondażach. I opinia publiczna, także zwolennicy PO, muszą to wiedzieć. Wcale nie jest tak, że zagrożenie
dojściem chaosu, czyli PiS do władzy minęło.
Nie, bezalternatywność nie jest żadnym pomysłem politycznym. My jesteśmy formacją, która poświęciła się rządzeniu od dwóch lat i, jak uważam, z powodzeniem. Musimy skuteczniej docierać
do opinii publicznej z własnym przekazem. Musimy wrócić do komunikowania się z nią bez pośrednictwa mediów, do kontaktów z ludźmi. Krótko mówiąc - chodzi nie o zajmowanie się sobą, a
sprawami publicznymi.
Nie, mamy do czynienia z efektem synergii negatywnych wydarzeń. Błąd w NFZ w sprawie chemioterapii, zamieszanie w komisji śledczej i parę innych pomniejszych rzeczy sprawia, że media
koncentrują się na wyłapywaniu naszych potknięć czy błędów. I wtedy one stają się bardziej widoczne, a nie zwraca się uwagi na pozytywne elementy: wygrywanie w walce z kryzysem, postęp w
przygotowaniach do Euro 2012 czy budowie dróg i autostrad, czy nawet ośmiokrotny wzrost nakładów na chemioterapię podczas naszych rządów w porównaniu z czasami PiS.
Nie zgadzam się. Wydaje nam się, że po dwóch latach rządzenia nie uderza nam do głowy woda sodowa i nie popadamy w brawurę. Jesteśmy w trakcie rozpoczynania dyskusji konstytucyjnej czy tak
poważnych zmian, jak Plan konsolidacji i rozwoju finansów publicznych.
Niech pan nie będzie malkontentem. W najbliższych dniach, czy tygodniach konkretne zapisy zostaną przekazane marszałkowi Sejmu. Więc spokojnie. Myślę, że do końca stycznia uporamy się z
propozycjami zmian w konstytucji. Początkowe pomysły wymagały korekty.
Premier inicjując debatę celowo wyostrzył pewne tezy, by debata się zaczęła. I tylko malkontentów i ludzi źle usposobionych stać na narzekanie w tej sprawie.
Mogę krytykować konkurencję polityczną czy niektórych komentatorów, ale nigdy opinii publicznej i wyborców, bo oni wiedzą najlepiej.
Wiem, że ilekroć ludzie PO zaprzeczają, to tym chętniej dziennikarze wracają do tezy, że są jakieś niesnaski miedzy liderami. Ale nie mogę się zgodzić na pańską tezę. Nie ma sytuacji, w
której dochodzi od istotnych spięć, różnic czy pęknięć.
Posłowie w komisji działają autonomicznie. A jeśli chodzi o sprawę wykluczenia posłów PiS, to nasi przedstawiciele na gruncie prawa nie mogli podjąć innej decyzji. Ale inną sprawą jest
opinia polityczna. Parlament i premier wypowiedzieli własne opinie.
Nie. Premier jest liderem PO, ale ona nie jest partią autorytarną i totalitarną. Tu można mieć własne poglądy i je wygłaszać. To wynik wewnętrznego bogactwa PO i recepta na sukces.
Ale ja mówię jedno, a pan drugie. Ja mówię, że w Platformie można mieć poglądy i je wygłaszać bez szkody dla dobra wspólnego. Gdybyśmy się zaczęli krytykować wzajemnie w mediach, to
byłoby źle. Choć czasami, przyznaję, niektórym puszczają nerwy i to się zdarza. Ale PO potrafi sobie z takimi sytuacjami radzić i kryzysu zaufania na pewno nie ma.
p
- wiceszef klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej