Decyzję podjęto błyskawicznie. W ten sposób PO potwierdziła, że choć ma zastrzeżenia do stylu pracy organów ścigania, m.in. CBA, które nieraz ostro krytykowała, to jednocześnie respektuje zarzuty postawione politykom. Nawet swoim. Ktoś może powiedzieć - a co mogli innego zrobić liderzy Platformy, skoro ich posłanka została złapana - jeśli wierzyć komunikatom CBA - na gorącym uczynku?
Gdyby chcieli, znaleźliby sposoby, aby grać na zwłokę. Mogliby np. podważać wiarygodność operacji CBA, powołując się na inne przykłady chybionych zarzutów lub formułowanych na wyrost. A jednak PO zawierzyła na tę chwilę wiadomości podanej przez CBA. Zastrzegając jednocześnie, że jeśli ich posłanka wyjdzie ze sprawy oczyszczona, to nie zamykają jej powrotu do polityki w swoich szeregach.
Dla ludzi podejrzewanych o przestępstwa nie może być miejsca w polityce. Ta reguła powinna obowiązywać na co dzień. Dzisiejsza pochwała pod adresem PO wynika stąd, że od tej, zdawałoby, się oczywistej zasady stosowano w Polsce zbyt częste odstępstwa. Z dawnych czasów przypomnę sprawę Zbigniewa Sobotki stojącego pod ciężarem zarzutu o wiele większego kalibru niż posłanka Beata Sawicka.
Sobotko, będąc wiceministrem spraw wewnętrznych, uprzedził swoich partyjnych kolegów ze Starachowic o tajnej operacji CBŚ przeciwko gangsterom związanym z lokalnymi działaczami samorządowymi. Wystawił tym samym na niebezpieczeństwo policjantów, których był najwyższym przełożonym. I choć były przeciwko niemu mocne dowody, co potwierdził później wyrok sądowy, to liderzy SLD bronili go zaciekle i wytrwale przez wiele miesięcy.
Nikt też, jeśli chodzi o sprawę dziś jeszcze ciepłą, nie kwapił się, aby decyzją władz Samoobrony pozbawić członkostwa w partii Stanisława Łyżwińskiego. A przecież od początku zarzuty, jaki stawiała mu prokuratura, nie były błahe - molestowanie seksualne, nakłanianie do porwania i znęcania się nad dawnym wspólnikiem w biznesie, i najważniejszy: gwałt.
Przypadek Beaty Sawickiej każe jednak współczuć sekretarzowi generalnemu PO - Grzegorzowi Schetynie. Ma pecha do swoich protegowanych. Bo oto przez prokuraturę od ponad pół roku nękany jest jego niedawny polityczny pupil - Marcin Rosół - podejrzewany o nielegalne wyciąganie pieniędzy z kasy PO.
A teraz jeszcze ta nieszczęsna Sawicka. Kiedy rozmawiałem z nią pół roku temu w Sejmie, chwaliła mi się, jak to wspaniały Grzegorz Schetyna odkrył ją, skromną nauczycielkę, i pomógł wejść na szeroki trakt krajowej polityki.