Milion złotych za Dochnala, 400 tysięcy za Pęczaka. Kaucja 300 tysięcy złotych wpłynęła też za asystenta lobbysty, Krzysztofa P. Żaden z panów, zamieszanych w sprawę potężnej korupcji, nie może się jednak cieszyć. To, że pieniądze są już na koncie sądu, wcale nie znaczy, że podejrzani od razu zaczerpną świeżego powietrza.
W ubiegłym tygodniu sąd przedłużył im areszt do 11 lutego przyszłego roku. Jednocześnie sędziowie orzekli, że wszyscy będą mieli szansę wyjść na wolność, jeśli do 20 grudnia wpłacą kaucję. Ale jest warunek - musi się na to zgodzić prokuratura. A ta protestuje i teraz sąd musi rozpatrzyć jej wątpliwości. Prokuratorzy cały czas podkreślają, że obrońcy Dochnala robią wszystko, żeby przeciągnąć postępowanie. I to przez nich w sądzie nadal nie ma aktu oskarżenia.
Według prokuratorów, Dochnal płacił Pęczakowi za informacje o szczegółach polskich prywatyzacji. Poseł SLD miał wziąć ponad 800 tysięcy złotych łapówek. Ale to nie wszystko. Dzięki hojności Dochnala jeździł też luksusowym mercedesem.
O wiele więcej przeskrobał sam Dochnal. Jego nazwisko pojawia się w co najmniej kilku śledztwach. Oprócz sprawy Pęczaka, chodzi też o pranie brudnych pieniędzy i próby korumpowania urzędników państwowych. Z jego nazwiskiem łączy się też sprawa darczyńców fundacji Jolanty Kwaśniewskiej "Porozumienie bez barier". I to postępowanie także prowadzi katowicka prokuratura.
Lobbyście grozi 12 lat więzienia, jego asystentowi - 10 lat. Pęczak może trafić za kraty na osiem lat.