"Obywatelska" postawa Mariusza Kamińskiego nie spotkała się z powszechnym zrozumieniem i akceptacją - wręcz przeciwnie. I trudno się temu dziwić. Kamiński zamienił - apolityczne w teorii - Centralne Biuro Antykorupcyjne w propisowskie Centralne Biuro Agitacyjne.
Szef CBA, rzekomo broniący dobrego imienia funkcjonariuszy i instytucji, którą kieruje, wyrządził im olbrzymią krzywdę. Uwikłał Biuro Antykorupcyjne w kampanię wyborczą, czyniąc z niego zbrojne ramię PiS. Tego można było się spodziewać, ale nie przypuszczałem, że służby specjalne zostaną wykorzystane tak jawnie, bez zahamowań, w walce politycznej, że to jacyś tajniacy będą mieli przesądzić o wyborczym wyniku.
Być może świadczy to o mojej naiwności. Chciałem jednak wierzyć słowom sekretarza generalnego PiS Joachima Brudzińskiego, który po zatrzymaniu posłanki Sawickiej mówił: "PiS w najbliższych tygodniach czy godzinach kampanii na pewno nie będzie chciało wykorzystywać faktu zatrzymania pani posłanki z PO". Brudziński zapewniał, że jego ugrupowanie nie ma zamiaru atakować Platformy w tej sprawie. Tak było 2 października.
Sytuacja się jednak zmieniła, gdy widmo wyborczej porażki zajrzało w oczy politykom PiS. Dziś ten sam Joachim Brudziński mówi o "grupie trzymającej władzę" w Platformie i o "kręceniu lodów", jego partyjni koledzy chcą zaś powołania komisji śledczej. Jak się okazuje, akurat w sprawie Sawickiej komisja śledcza nie przeszkodzi w śledztwie i działaniach prokuratury.
Gdy ponad dwa tygodnie temu zatrzymano posłankę PO, premier Kaczyński twierdził, że akcja CBA nie ma nic wspólnego z kampanią wyborczą, jest jedynie "przykrym zbiegiem okoliczności". Politycy PiS zaklinali się, że nie będą tej sprawy specjalnie nagłaśniać. Szef rządu przypomniał sobie o niej w poniedziałek, gdy był gościem Andrzeja Morozowskiego i moim w programie "TERAZ MY". Poproszony o złożenie zapewnienia, że służby specjalne i prokuratura nie szykują żadnej bomby na finisz wyborczej kampanii, Jarosław Kaczyński powiedział: "Panowie, żadnych bomb nie ma. Służby specjalne nie przygotowują żadnych bomb". Premier zaraz jednak dodał, że jest pewna sprawa pani poseł, która "chyba" się nazywa Sawicka. "Ta sprawa się rzeczywiście toczy, niewiele o tej sprawie jakoś się mówi. Tyle mogę panom w tej chwili powiedzieć" - mówił tajemniczo Jarosław Kaczyński. To był dla nas sygnał, że coś się święci.
Nie wiedzieliśmy co, ale nie musieliśmy długo żyć w niepewności. Kilka godzin po występie premiera w "TERAZ MY" Mariusz Kamiński zwołuje konferencję prasową i ujawnia materiał zebrany w sprawie, o której "jakoś niewiele się mówi". Wśród nagrań potwierdzających korupcyjną działalność byłej posłanki PO znalazły się fragmenty dotyczące prywatyzacji szpitali. Dziennikarze, a za ich pośrednictwem wyborcy słyszą, że "biznes na służbie zdrowia będzie robiony". Ktoś, kto twierdzi, że ujawnienie tych materiałów nie ma nic wspólnego z kampanią PiS, które w swoich spotach straszy prywatyzacją służby zdrowia - obraża inteligencję Polaków.
To, jak zachowywała się posłanka Sawicka, i to, co mówiła, jest skandalem, wymaga wyjaśnienia. Należałoby ustalić, czy jest ona mitomanką, czy może jednak działała w porozumieniu z innymi posłami. Kto chciał "kręcić lody" i "robić biznes na służbie zdrowie"? CBA nie odpowiedziało na te pytania, zamiast prowadzić dalej tajne śledztwo w tej sprawie, ujawniło posiadane dowody. W mediach pojawiły się zaraz nieoficjalne informacje i nazwiska polityków Platformy, którzy mieli współpracować z Sawicką, albo na których się powoływała. Czy to, co się stało, nie jest przypadkiem działaniem na szkodę śledztwa? Interes partyjny okazał się ważniejszy niż skuteczna walka z korupcją. Wykorzystano państwowy urząd, by uderzyć w polityczną opozycję. Zaraz po konferencji CBA dostałem SMS: "Szpital PO okazyjnej cenie sprzedam, PO wyborach… Beata". Centralne Biuro Agitacyjne odniosło wielki sukces.
W trosce o Polskę i Polaków, by każdy z nas wiedział, jak głosować w nadchodzących wyborach, szef CBA zwołał we wtorek specjalną konferencję prasową. Przedstawiono na niej instrukcję wyborczą w postaci podsłuchów i nagrań ze sprawy posłanki Sawickiej - pisze w DZIENNIKU Tomasz Sekielski, publicysta TVN.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Powiązane
Reklama
Reklama
Reklama