Sam premier życzy nam, abyśmy przez najbliższych dwanaście miesięcy czuli się jak w sylwestra i przekonuje, że to może być dobry rok. Recepta jest prosta, trzeba tylko przez cały czas "mieć w sobie wiarę”. Po prostu mamy wierzyć, że będzie dobrze, lepiej. Wiadomo - wiara czyni cuda. W polityce to może być jednak za mało. By zdarzył się cud, który obiecywali politycy Platformy, potrzebne są zdecydowane, szybkie działania. Druga Irlandia sama się nie zbuduje. Zamiast dwunastu miesięcy karnawałowego balu, Polsce potrzebny jest rok ciężkiej pracy oraz ważnych, czasami trudnych decyzji. Już Hipokrates przestrzegał, że "bezczynność i lenistwo prowadzą do zguby”.

Co prawda szef rządu zapewnia, że jego ekipa "pracuje w ruchu ciągłym”, można jednak odnieść wrażenie, że jak na razie są to głównie działania w sferze politycznego PR. Premier i jego ludzie robią przede wszystkim to, co podoba się Polakom i co może przynieść polityczną popularność. Tak jest z nielataniem rządowymi samolotami albo wycofaniem polskich wojsk z Iraku, czemu przyklasnęła większość społeczeństwa. Trudne, ryzykowne, kontrowersyjne decyzje odkładane są raczej na później. Jak na partię, która od dawna przygotowywała się do rządzenia, a po władzę szła podobno z pomysłami i gotowymi rozwiązaniami, Platforma nie zachwyca.

Wciąż padają głównie deklaracje, obietnice i zapewnienia. PO miała uwolnić energię Polaków, na razie jednak wygląda na to, że politycy tej partii mają problem z uwolnieniem własnej energii. Są oczywiście wyjątki, np. Janusz Palikot. Ten filozof milioner ma stanąć na czele sejmowej komisji Przyjazne Państwo. Ma to być ciało, które zlikwiduje największe absurdy polskiej biurokracji. Rzecz jasna po to, by żyło się lepiej, wszystkim. Cytując samego Palikota - "życie ma być mniej upierdliwe”. Problem polega jednak na tym, że komisja wciąż nie powstała. Zaś człowiek, który ma kierować jej pracami, zamiast walczyć z durnymi przepisami, głupim prawem i leniwymi urzędnikami, całą energię poświęca obecnie walce z ojcem Rydzykiem i twórczości pisarskiej w internecie.

Jak mawiał Winston Churchill - "Sukces nigdy nie jest ostateczny. Porażka nigdy nie jest totalna. Liczy się tylko odwaga”. Polskiego premiera z legendarnym brytyjskim politykiem bez wątpienia łączy zamiłowanie do cygar. Co do odwagi, to do tej pory Donald Tusk jako szef rządu odważnie co najwyżej walczy z prezydentem Kaczyńskim. Na tym polu nowa ekipa rządowa potrafi działać szybko, sprawnie i skutecznie. Na tyle sprawnie i skutecznie, że niektórzy widzą już premiera Tuska w prezydenckim fotelu.

To jednak nie potyczki z Lechem Kaczyńskim przesądza o tym, czy tak się stanie. O prezydenckich szansach lidera PO zdecyduje głównie to, czy uda mu się zrealizować przedwyborcze obietnice, którymi rozbudził nadzieje i oczekiwania Polaków. Poprzeczka została ustawiona naprawdę wysoko. By ją pokonać, potrzeba wiele determinacji. A tej nie widać, jeśli chodzi o realizację wyborczego programu. Karta Praw Podstawowych, in vitro, obniżanie podatków lub likwidacja ich części, wprowadzenie podatku liniowego, zmiany w finansowaniu partii politycznych, zmiana ordynacji wyborczej, zniesienie mundurków, likwidacja abonamentu RTV. Lista spraw, z których politycy Platformy się wycofują lub odkładają na później, jest z dnia na dzień coraz dłuższa i z każdym upływającym dniem realizacja wielu pomysłów będzie coraz trudniejsza.

Można odnieść wrażenie, że Platforma nie chce nikomu podpaść. Tyle tylko, że takie "miłe rządzenie” na dłuższa metę nie jest możliwe. Prędzej czy później premier będzie musiał podjąć trudne decyzje czy to w sprawie służby zdrowia, czy górników. Na reformę czekają finanse publiczne, w tym system ubezpieczeń rolniczych. Likwidowane miały być przynajmniej niektóre rządowe agencje. Trzeba będzie zdecydować, co z tarczą antyrakietową. Co dalej z CBA i jego szefem. Spraw, z których Donald Tusk będzie już wkrótce rozliczany, jest dużo więcej. Słuchając samego premiera wydaje się, iż zdaje sobie on sprawę z tego, że "rządzenie to nie jest sposób na budowę popularności”.

Z drugiej jednak strony kuszący może być dla niego przykład Kazimierza Marcinkiewicza, który dzięki skutecznemu PR cieszył się olbrzymim zaufaniem. Socjotechniczne sztuczki nie wybudują jednak w Polsce autostrad i stadionów na Euro 2012. Magicy od kreowania wizerunku i ich hasła to za mało, by emigranci zaczęli wracać do kraju. Swego czasu Aleksander Kwaśniewski przestrzegał swoich politycznych przyjaciół z SLD - "więcej wizji, mniej telewizji”!

Te słowa do serca powinni wziąć sobie wszyscy politycy, nie tylko ci z lewa. Siedem tygodni, które minęły od otrzymania przez rząd Tuska sejmowego wotum zaufania, to za krótki okres, by cokolwiek ostatecznie przesądzać. Jest jeszcze czas na podjęcie ważnych, potrzebnych decyzji. Bez wątpienia ten rok będzie kluczowy, szczególnie jeśli premier poważnie myśli o prezydenturze, i to on przesądzi o sukcesie lub porażce obecnej ekipy.