"Mamy durnia za prezydenta", "Prezydent to mały, zakompleksiony człowiek", czy "prezydent to s...syn" - żadne z tych określeń nie obraża Lecha Kaczyńskiego. Tak uznała prokuratura, która umorzyła śledztwo w sprawie znieważenia prezydenta przez Lecha Wałęsę i posła PO Stefana Niesiołowskiego.
W obu przypadkach prokuratura nie znalazła żadnych dowodów, że popełniono przestępstwo. "Stwierdzenia Wałęsy i Niesiołowskiego nie noszą znamion czynu zabronionego" - oświadczyli śledczy.
Czy to oznacza, że każdy może nazwać prezydenta durniem lub s...synem? Tak jak Lech Wałęsa, który w zeszłym roku najpierw mówił w telewizji, że "durnia mamy za prezydenta", a potem napisał na blogu, że to s...syn.
Po kilku miesiącach śledztwa prokuratorzy stwierdzili, że wypowiedzi Wałęsy nikogo nie obrażają. Podobnie jak słowa Stefana Niesiołowskiego. On prezydenta nazwał małym zakompleksionym człowiekiem.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane