Barbara Kudrycka: Nie, ale reaguję również na przykłady naruszeń ujawniane w mediach. To właśnie na ich podstawie podjęłam decyzję o skierowaniu wniosku do Państwowej Komisji
Akredytacyjnej.
Ja nie zleciłam kontroli, tylko wysłałam list do przewodniczącego PKA o rozważenie możliwości przeprowadzenia oceny. To była moja osobista decyzja. Pan premier dowiedział się dopiero po jej
podjęciu.
Najpierw, zgodnie z procedurą, spotka się prezydium Państwowej Komisji Akredytacyjnej. Jeśli podejmie taką decyzję, to zwróci się do dziekana Wydziału Historycznego UJ z prośbą o
przygotowanie raportu samooceny. Powinien on dotyczyć tego, jak rada wydziału ocenia swoją jakość nauczania. Ten raport będzie podstawą do tego, czy kontrola PKA w ogóle przyjedzie. To
będzie autonomiczna ocena PKA, czy na podstawie raportu samooceny przygotowanej przez UJ konieczna będzie wizyta komisji na uczelni.
Bo jeżeli rada wydziału powiedzmy, przyjmie jakieś rozstrzygnięcia, np. stwierdzi, że należy podjąć środki zaradcze, że metodologia i rzetelność przygotowywania prac w jakiejś części
została naruszona, to być może wówczas nie będzie konieczności, by zespół oceniający przyjeżdżał.
Moja intencja i obowiązek są takie, by rada wydziału podjęła działania i przygotowując raport samooceny, stwierdziła, czy istnieje jakiś problem dotyczący rzetelności naukowej na wydziale
historii UJ, czy nie.
Nie. UJ jest jedną z najbardziej prestiżowych i najlepszych uczelni w Polsce. W tym roku została zakwalifikowana w rankingach jako najlepsza polska uczelnia. Jeśli doszło do jakiejś wpadki przy
pracy promotorskiej, to jestem przekonana, że UJ, który promieniuje na inne uczelnie swoją wysoką jakością, sam podejmie takie kroki, które pozwolą, by także inne uczelnie takie podejście
do rzetelności naukowej realizowały. Zresztą przyznam, że chcielibyśmy, by historycy o znakomitym dorobku spotkali się i przedyskutowali problem warsztatu, metodologii nauk historycznych,
szczególnie przy pisaniu prac magisterskich, dyplomowych.
PKA powstała właśnie po to, by dbać o jakość dydaktyki. Nam zależy na tym, żeby studenci, którzy studiują na różnych uczelniach mieli usługę edukacyjną najwyższej jakości. Za to
odpowiada minister poprzez swój organ - PKA.
Każda praca, niezależnie od tego, z jakiej jest dziedziny, czy to jest biologia, matematyka, historia czy prawo, podlega weryfikacji m.in. przez PKA. I PKA nie może kwestionować tematu pracy,
natomiast może oceniać jakość opieki promotorskiej, m.in. to, czy metodologia przygotowania tej pracy była odpowiednia. Zastrzeżenia jakie stawiali inni historycy - to wiem z materiałów
prasowych - dotyczyły głównie anonimowych źródeł, na których opierał się autor. Sama objętość pracy nie może wyznacznikiem jej jakości.
Nie. Tutaj nie ma żadnych możliwości, żeby minister czy PKA pociągali kogokolwiek do odpowiedzialności. Nikt nie ma takich intencji.
Absolutnie nie! Nie stracą tytułów ani profesor, ani autor pracy. PKA może wydać zalecenia dotyczące jakości kształcenia, czyli wskazać, co trzeba zrobić, aby nie było problemów
następnym razem.
Nie, ja myślę, że się zapiszę jako osoba, która bardzo dba o standardy dydaktyki. O takie standardy, które są realizowane zgodnie z najlepszą wiedzą przez pracowników dydaktycznych. Taki
cel nam przyświeca także przy reformach, które przygotowujemy.
Natomiast ta sytuacja jest o tyle ważna, bo nam bardzo zależy na tym, aby przyszli nauczyciele historii, obecnie studenci, tacy jak pan Zyzak, uczyli dzieci i młodzież metodami, które są
sprawdzone już w nauce. Nie bez powodu jest określona metodologia pisania prac naukowych. Naukowcy są od tego, by dbać o tę metodologię, jeśli opiekują się studentami czy doktorantami.
Ja nie wytyczam żadnej linii! Nie można też mówić tutaj o żadnej autocenzurze, nie mówimy tutaj o żadnym ograniczeniu tematów czy tematyki prac. Nie mówimy również o ograniczaniu
wniosków czy opinii, które są budowane na faktach. Mówimy tylko o tym, co jest istotne przy tego typu pracach, czyli tylko o metodologii i warsztacie naukowym, którym każdy z profesorów
posługuje się zapewne znakomicie i musi tego wymagać również od swoich podopiecznych.
Tak, oczywiście, wywiady to jedna z metod jakościowych. Ja wierzę, że samo środowisko historyków, autorytetów zaangażuje się w debatę o jakości i rzetelności pisania prac magisterskich.
Chodzi o to, żeby też nie narażać studentów, autorów tych prac na ewentualną odpowiedzialność za naruszenie dóbr osobistych i godności, chodzi o to, by autorzy prac, którzy są jeszcze na
początkowym etapie rozwoju naukowego, nie narażali się na odpowiedzialność cywilną czy karną. To jest moim zdaniem też rola promotora, który powinien tak prowadzić studentów. Metodologia
jest rzeczywiście bardzo ważna. Nade wszystko zaś chodzi właśnie o rzetelność naukową.
Nie. Jako naukowiec nie akceptuję takiej metody. W przypadku prac historycznych nie mogę się jednak wypowiedzieć, ponieważ nie jestem historykiem. Muszą na ten temat wypowiedzieć się
historycy - w jakim procencie mogą być anonimowe oświadczenia, a w jakim procencie oparte na twardych dowodach czy materiałach archiwalnych.