Budżet państwa przeżywa ciężkie chwile, trwają cięcia i oszczędności, również w wojsku. Ale resort obrony ma miliony na kontrowersyjne reorganizacje.

Reklama

W kwietniu szef MON Bogdan Klich zdecydował, że Dowództwo Wojsk Lądowych, kierujące największą częścią armii, przeprowadzi się z warszawskiej cytadeli do centrum Wrocławia. "W infrastrukturę na cytadeli wpakowano 600 milionów złotych. W sprzęt informatyczny, zabezpieczenia, tajne kancelarie. Wszystko pójdzie w piach" - denerwuje się wysoki rangą oficer.

Bogdan Klich upiera się, że przeprowadzka będzie tania. "Głównie niewielkie koszty odświeżenia pomieszczeń" - zapewnia nas. Jest inaczej. Poniemieckie budynki, w których mają pracować dowódcy od przyszłego roku, są w kiepskim stanie. Nie spełniają wymogów nowoczesnego kierowania wojskiem.

>>>Szykuje się wojna o generałów?

"Przystosowanie siedziby to 300 milionów. Nie mówiąc, że trzeba znaleźć nowe lokalizacje dla instytucji, które są tam teraz" - mówi doświadczony wojskowy.

Kolejne problem - mieszkania. W dowództwie pracuje blisko siedmiuset żołnierzy i cywili. Do tego dochodzą rodziny. Jedna z koncepcji zakłada, że w ramach oszczędności można ich umieścić we wrocławskich internatach!

Reklama

Pomysł dziwi z jeszcze jednego powodu. "W armii panują stosunki feudalne. Aby coś załatwić, trzeba jechać do Warszawy. Radek Sikorski, gdy był szefem MON, przeniósł Inspektorat Wsparcia do rodzinnej Bydgoszczy. Teraz oficerowie pracują w systemie trzy na dwa. Trzy dni zajmują im delegacje i dojazdy do stolicy. Dwa dni zostaje na pracę w Bydgoszczy" - opisuje żołnierz współpracujący z inspektoratem.

Skąd pomysł na przeprowadzkę do Wrocławia? To idee fixe wywodzącego się z Dolnego Śląska generała Czesława Piątasa, zastępcy Klicha. Sam minister podaje przykłady Norwegii i Finlandii, które wynoszą dowództwa ze stolic. "Najważniejsze jednostki lądowe są na zachodzie Polski. Poza tym Wrocław znajduje się poza zasięgiem pewnego rodzaju broni" - przekonuje. Chodzi o rakiety Iskander, których ustawieniem w Kaliningradzie straszą Rosjanie. Ten argument śmieszy specjalistów. "Z okrętów na Bałtyku Rosjanie mogą razić rakietami o zasięgu ponad tysiąca kilometrów" - mówi Tomasz Hypki ze "Skrzydlatej Polski".

Aleksander Szczygło, szef prezydenckiego BBN: "To lekkomyślność".

Janusz Zemke, poseł SLD: "Mamy złą sytuację budżetową. To niedobra decyzja."

Generał Stanisław Koziej: "Szkodliwe posunięcie. Na świecie dowództwa rodzajów wojsk są integrowane, bo połączone działają skuteczniej."

Grzegorz Hołdanowicz, naczelny pisma "Raport": "Robienie zamieszania. Priorytetem powinno być szkolenie, a nie przenosiny."

W opuszczonej przez dowódców cytadeli będą muzea wojska i katyńskie oraz siedziba zespołu artystycznego armii. "Nawet pan nie wie, jaki wspaniały mają program. Jestem ich wielkim fanem" - zachwala minister Klich.