"Uciekał od siebie przez całe życie; od chłopca-murzynka z wystającymi kośćmi policzkowymi i grubymi ustami, syna despotycznego i bijącego ojca. Uciekał do maski króla jednej chwili, zatracenia się w tańcu, brzmieniu, urodzie i zmysłach. I na końcu spotkał tylko siebie - zaćpanego i zlęknionego lekomana z odstającą twarzą" - pisze Janusz Palikot na swoim blogu na Onet.pl.

Reklama

Michael Jackson zmarł w nocy z czwartku na piątek. Miał 50 lat. Najprawdopodobniej przyczyną zgonu był atak serca.

>>> Poseł PiS: Tańczyłem jak jackson

"Wzruszające były próby Michaela Jacksona, by pokonać czas i granice własnego urodzenia - uczynić się pięknym i nieśmiertelnym, i ponad-rasowym. To odwieczne pragnienie ludzi wyniesionych przez władzę, sławę i pieniądze. Szukał tej nieśmiertelności w ideale urody skomponowanym z kawałków różnych twarzy: nos Elizabeth Taylor, podbródek Kirka Douglasa, i poddawał się kolejnym operacjom plastycznym coraz bardziej jednak potworniejąc"

Tymczasem już był nieśmiertelny przez legendę króla popu – tak jak Elvis przez legendę króla rock and rolla. Jego marzenie przetrwało jego samego.