Podczas sobotnich obrad Jan Rokita siedział za stołem prezydialnym w jednym rzędzie z najbliższymi współpracownikami Donalda Tuska. Tłumaczył wtedy, że po prostu zaprosił go tam szef Platformy. To niewiele, ale w sytuacji głośnego i wciąż podgrzewanego konfliktu czołowych polityków PO i tak można było mówić o tym, że lody między panami zaczynają pękać.
Ale jeszcze w piątek Rokity zabrakło na posiedzeniu klubu PO. A tam - pod jego nieobecność - omawiano jego nieuzgodnione z nikim wystąpienie w sprawie dorobku gabinetu cieni, któremu przewodzi. Niektórzy z członków partii domagali się nawet usunięcia Rokity, ale ostatecznie władze się na to nie zgodziły.
Sam Rokita zaś dolał jeszcze oliwy do ognia wywiadem dla tygodnika "Wprost". Zapowiedział, że w maju okaże się, czy mieści się jeszcze programowo w szeregach PO. W maju, bo wtedy odbędzie się kongres programowy partii. Wtedy też miałby zdecydować o swojej politycznej przyszłości.
Jednak informacje o wspólnym obiedzie Tuska z Rokitą mogą świadczyć o końcu konfliktu.