"Nigdy nie zamierzałem udać się do IPN, aby zapoznać się z aktami SB, a tym bardziej z własną teczką. Uważałem, że po 1989 r. definitywnie zakończył się czas zmagania z systemem komunistycznym, a rozpoczął czas służenia Kościołowi i Ojczyźnie w całkiem inny sposób. Jednak akta te przyszły do mnie same" - pisze ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski we wstępie do swojej książki.
I dalej tłumaczy: "Dnia 8 października 2005 r., kiedy po raz pierwszy przekroczyłem próg archiwum IPN w Wieliczce, długo nie zapomnę. (…)
Najgorsze było odkrycie, że wśród wielu wspaniałych i gorliwych kapłanów archidiecezji krakowskiej, w tym osób, które znałem i ceniłem, znaleźli się w czasach PRL-u także tajni
współpracownicy SB".
Szwagier metropolity donosicielem
Agentem bezpieki - ujawnia ks. Zaleski - był stalinowski sędzia Julian Polan-Haraschin. Przez lata donosił na Kościół, co ułatwiał mu fakt, że był szwagrem ówczesnego metropolity krakowskiego kard. Franciszka Macharskiego. Jako sędzia stalinowski wydał ponad 60 wyroków śmierci. "Odbywając karę w więzieniu na Mokotowie w Warszawie, został zwerbowany przez SB jako tajny współpracownik o pseudonimie Leon. Następnie kontakt z nim nawiązał płk Konrad Straszewski z Departamentu IV SB MSW; to właśnie jemu Polan-Haraschin złożył ofertę współpracy w zamian za wolność".
W archiwum IPN zachowało się 12 tomów akt TW Leona liczących w sumie aż 4 tys. stron! Za denuncjacje dostawał nawet do 5 tys. zł kwartalnie. Donosił głównie na ks. Macharskiego; przekazał m.in. 62-stronicową charakterystykę księdza i jego rodziny. Donosił też na kard. Karola Wojtyłę, ks. Stanisława Dziwisza i ks. Józefa Tischnera.
Agentki uwodziły księży
SB, by zwerbować księży, nie wahała się użyć haków obyczajowych i korzystać z pomocy kobiet. Taki przypadek opisuje ks. Zaleski.
"Natalia była urodziwą i energiczną kobietą, przyciągającą uwagę mężczyzn. Jednak pracowników SB zainteresowała nie tyle jej uroda, ile to, że od pewnego czasu była związana w sposób intymny z księdzem B., jednym z wikarych tamtejszej parafii, mającym za sobą zaledwie kilka lat kapłaństwa. Ksiądz B. po licznych osobistych perturbacjach ostatecznie porzucił kapłaństwo. Nie zawarł jednak cywilnego związku z Natalią, ale z całkiem inną osobą, z którą, jak się okazało, też był od pewnego czasu związany. Dla młodej dziewczyny był to ogromny szok i bolesny zawód miłosny. I właśnie ten zawód miłosny SB postanowiła wykorzystać do werbunku".
"Bezpieka wytypowała księży, których miała uwodzić agentka TW Nunek . Wybór padł na księdza L. Agentka z księdzem, który przeżywał kryzys powołania kapłańskiego, szybko nawiązała intymny kontakt. Stała się powierniczką jego wątpliwości i tajemnic. Z każdego spotkania dziewczyna pisała odręczne raporty, dzięki którym esbecy wiedzieli wszystko o sytuacji duchownego".
Ksiądz L. nie zrzucił sutanny. Nie został agentem SB. W 1972 r. TW Nunek została wyrejestrowana z sieci agenturalnej, bo wyszła za mąż i urodziła dzieci.
Nieudany werbunek brata kardynała Dziwisza
SB usiłowała w 1979 r. zwerbować brata ks. Stanisława Dziwisza, Antoniego. W aktach SB zachował się wniosek o opracowanie go jako kandydata na TW o pseudonimie Daniel.
"Przystępując do werbunku, funkcjonariusz usiłował wykorzystać fakt udziału Antoniego Dziwisza w strajku na Akademii Górniczo-Hutniczej, której był pracownikiem. Spotkał się jednak ze stanowczą odmową" - pisze ks. Zaleski.
Ksiądz donosił na parafian
Ks. Zaleski opisuje przypadek ks. Mieczysława Łukaszczyka, proboszcza w parafii Gilowice na Żywiecczyźnie.
"W 1977 r. ks. Łukaszczyk został mianowany jej proboszczem. W tym samym roku - właśnie ze względu na obecność grobu Stanisława Pyjasa na miejscowym cmentarzu - funkcjonariusz SB nawiązał kontakt z ks. Łukaszczykiem, a także zaczął zbierać na jego temat informacje, które mogłyby być przydatne podczas ewentualnego werbunku. Z początku duchownego traktowano jako kontakt operacyjny. Dzięki tzw. luźnym pogawędkom uzyskano jednak wiele cennych informacji".
Ks. Łukaszczyk zgodził się na współpracę z SB jako TW Turysta w 1979 r. Dokumenty z IPN mówią o ułatwieniach paszportowych dla księdza oraz drobnych upominkach typu koniak, album, pióro Pelikan na 25-lecie kapłaństwa. Od czerwca 1979 r. do stycznia 1984 r. odbyły się 22 spotkania. Kontakty zakończyły się w 1989 r.
"Nie donosiłem nigdy na nikogo. Moje rozmowy z tymi ludźmi - przede wszystkim przy odbieraniu paszportu - nie mogły szkodzić nikomu, także Kościołowi" - napisał ks. Łukaszczyk w liście do ks. Zaleskiego. W 2007 r. zrezygnował z pełnionych funkcji, a krakowska kuria metropolitalna przyjęła jego rezygnację.
Szwagier metropolity donosicielem
Agentem bezpieki - ujawnia ks. Zaleski - był stalinowski sędzia Julian Polan-Haraschin. Przez lata donosił na Kościół, co ułatwiał mu fakt, że był szwagrem ówczesnego metropolity krakowskiego kard. Franciszka Macharskiego. Jako sędzia stalinowski wydał ponad 60 wyroków śmierci. "Odbywając karę w więzieniu na Mokotowie w Warszawie, został zwerbowany przez SB jako tajny współpracownik o pseudonimie Leon. Następnie kontakt z nim nawiązał płk Konrad Straszewski z Departamentu IV SB MSW; to właśnie jemu Polan-Haraschin złożył ofertę współpracy w zamian za wolność".
W archiwum IPN zachowało się 12 tomów akt TW Leona liczących w sumie aż 4 tys. stron! Za denuncjacje dostawał nawet do 5 tys. zł kwartalnie. Donosił głównie na ks. Macharskiego; przekazał m.in. 62-stronicową charakterystykę księdza i jego rodziny. Donosił też na kard. Karola Wojtyłę, ks. Stanisława Dziwisza i ks. Józefa Tischnera.
Agentki uwodziły księży
SB, by zwerbować księży, nie wahała się użyć haków obyczajowych i korzystać z pomocy kobiet. Taki przypadek opisuje ks. Zaleski.
"Natalia była urodziwą i energiczną kobietą, przyciągającą uwagę mężczyzn. Jednak pracowników SB zainteresowała nie tyle jej uroda, ile to, że od pewnego czasu była związana w sposób intymny z księdzem B., jednym z wikarych tamtejszej parafii, mającym za sobą zaledwie kilka lat kapłaństwa. Ksiądz B. po licznych osobistych perturbacjach ostatecznie porzucił kapłaństwo. Nie zawarł jednak cywilnego związku z Natalią, ale z całkiem inną osobą, z którą, jak się okazało, też był od pewnego czasu związany. Dla młodej dziewczyny był to ogromny szok i bolesny zawód miłosny. I właśnie ten zawód miłosny SB postanowiła wykorzystać do werbunku".
"Bezpieka wytypowała księży, których miała uwodzić agentka TW Nunek . Wybór padł na księdza L. Agentka z księdzem, który przeżywał kryzys powołania kapłańskiego, szybko nawiązała intymny kontakt. Stała się powierniczką jego wątpliwości i tajemnic. Z każdego spotkania dziewczyna pisała odręczne raporty, dzięki którym esbecy wiedzieli wszystko o sytuacji duchownego".
Ksiądz L. nie zrzucił sutanny. Nie został agentem SB. W 1972 r. TW Nunek została wyrejestrowana z sieci agenturalnej, bo wyszła za mąż i urodziła dzieci.
Nieudany werbunek brata kardynała Dziwisza
SB usiłowała w 1979 r. zwerbować brata ks. Stanisława Dziwisza, Antoniego. W aktach SB zachował się wniosek o opracowanie go jako kandydata na TW o pseudonimie Daniel.
"Przystępując do werbunku, funkcjonariusz usiłował wykorzystać fakt udziału Antoniego Dziwisza w strajku na Akademii Górniczo-Hutniczej, której był pracownikiem. Spotkał się jednak ze stanowczą odmową" - pisze ks. Zaleski.
Ksiądz donosił na parafian
Ks. Zaleski opisuje przypadek ks. Mieczysława Łukaszczyka, proboszcza w parafii Gilowice na Żywiecczyźnie.
"W 1977 r. ks. Łukaszczyk został mianowany jej proboszczem. W tym samym roku - właśnie ze względu na obecność grobu Stanisława Pyjasa na miejscowym cmentarzu - funkcjonariusz SB nawiązał kontakt z ks. Łukaszczykiem, a także zaczął zbierać na jego temat informacje, które mogłyby być przydatne podczas ewentualnego werbunku. Z początku duchownego traktowano jako kontakt operacyjny. Dzięki tzw. luźnym pogawędkom uzyskano jednak wiele cennych informacji".
Ks. Łukaszczyk zgodził się na współpracę z SB jako TW Turysta w 1979 r. Dokumenty z IPN mówią o ułatwieniach paszportowych dla księdza oraz drobnych upominkach typu koniak, album, pióro Pelikan na 25-lecie kapłaństwa. Od czerwca 1979 r. do stycznia 1984 r. odbyły się 22 spotkania. Kontakty zakończyły się w 1989 r.
"Nie donosiłem nigdy na nikogo. Moje rozmowy z tymi ludźmi - przede wszystkim przy odbieraniu paszportu - nie mogły szkodzić nikomu, także Kościołowi" - napisał ks. Łukaszczyk w liście do ks. Zaleskiego. W 2007 r. zrezygnował z pełnionych funkcji, a krakowska kuria metropolitalna przyjęła jego rezygnację.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl