"Nie mam wątpliwości co do wniosków płynących z lektury tych dokumentów" - twierdzi redaktor naczelny "Gazety Polskiej" Tomasz Sakiewicz. I dodaje, że Solorz przynajmniej na początku swojej współpracy był cennym agentem bezpieki.
A mówi o tym 88 stron dokumentów, które zachowały się w archiwach IPN. Wszystkie powstały w latach 1983-1985, gdy właściciel Polsatu mieszkał za granicą. Posługiwał się w tym czasie kilkoma nazwiskami: Solorz, Krok i Żak, a przyjął pseudonim "Zegarek". SB chciała, by szpiegował Polaków pracujących w Radiu Wolna Europa i działaczy Solidarności w Niemczech.
Solorz twierdzi jednak, że owszem, zobowiązanie do współpracy podpisał, ale na tym się skończyło. I nikogo nie skrzywdził. "Nie byłem agentem" - podkreśla właściciel Polsatu.
Opowiada, że spotkań z oficerami służb miał tylko kilka, a na jednym z nich coś mu podsunięto do podpisu. A został zwerbowany, bo wyjechał za czasów PRL-u z Polski nielegalnie, a kiedy chciał wrócić, złożono mu propozycję nie do odrzucenia