Unijny komisarz energii Dan Joergensen postawił sprawę jasno w wywiadzie dla "Financial Times". Ceny energii utrzymają się na wysokim poziomie przez bardzo długi czas. Europa mierzy się z trwałym szokiem, którego nie da się rozwiązać w kilka miesięcy.
Główną przyczyną problemów jest wojna na Bliskim Wschodzie. Zamknięcie cieśniny Ormuz przez Iran oraz ataki na infrastrukturę w Zatoce Perskiej zdestabilizowały rynek. Inwestorzy i rządy boją się o bezpieczeństwo dostaw, co natychmiast podbija ceny.
Czarne scenariusze
Chociaż Unia Europejska nie ogłosiła jeszcze kryzysu bezpieczeństwa dostaw, Bruksela już działa. Komisarz Joergensen podkreśla: Lepiej być przygotowanym niż potem żałować. Urzędnicy opracowują plany na najgorszy wypadek. Unia rozważa następujące kroki:
- Racjonowanie paliwa: Ograniczenia mogą dotyczyć głównie oleju napędowego (diesla) oraz paliwa lotniczego.
- Uwolnienie rezerw: Bruksela może nakazać wypuszczenie na rynek większej ilości ropy z zapasów awaryjnych.
- Zmiany w prawie: Jeśli sytuacja się pogorszy, UE użyje nowych narzędzi legislacyjnych, by kontrolować rynek.
W najbliższych tygodniach będzie gorzej
Komisarz ostrzega, że w przypadku kluczowych produktów sytuacja pogorszy się w najbliższym czasie. Analizy unijne wskazują na przedłużający się charakter kryzysu. Kraje członkowskie muszą upewnić się, że posiadają odpowiednie zapasy, by przetrwać nadchodzące miesiące.
Deregulacja i import z USA
Bruksela szuka sposobów na zwiększenie ilości paliwa na rynku. Jednym z pomysłów jest poluzowanie przepisów. Mogłoby to pozwolić na większy import paliwa lotniczego z USA lub dodawanie większej ilości etanolu do benzyny samochodowej.
Tu jednak pojawia się problem techniczny. Europejskie i amerykańskie normy różnią się od siebie. Przykładowo, paliwo lotnicze w UE musi wytrzymać temperaturę -47°C, podczas gdy amerykański standard dopuszcza zamarzanie już przy -40°C. Na razie Unia nie zmienia tych zasad, ale komisarz przyznaje, że "rozważane są wszystkie możliwości".