"Stanowczo stwierdzam, że minister skarbu Wojciech Jasiński, podczas sobotniego posiedzenia Komitetu Politycznego PiS, nie wypowiedział do mnie słów, które przytacza w poniedziałkowym wydaniu <Super Express>" - napisał w oświadczeniu Marek Jurek.

Gazeta napisała, że feralne słowa miały paść tuż przed posiedzeniem Rady Krajowej PiS. Jurek chciał, by włączono do porządku spotkania dyskusji o przebiegu piątkowych głosowań - w Sejmie przepadły wszystkie poprawki, które miały wprowadzać do konstytucji ochronę życia od poczęcia. Rozmowy nie chciał premier Jarosław Kaczyński, który chciał uniknąć wybuchu gorących jeszcze emocji. Jurek jednak wciąż stawiał na swoim - tłumaczył, że ochrona życia to sprawa sumienia. Wtedy głos zabrał Jasiński, który miał powiedzieć marszałkowi: "Sumienie to zostaw w konfesjonale, w kościele". Słowa te do żywego uraziły Jurka.

Sam Marek Jurek, który chce odejść zarówno ze stanowiska marszałka, jak i z szeregów PiS, nie chce wracać do sprawy. W rozmowie z DZIENNIKIEM wysuwa oskarżenia pod adresem polityków PiS - Przemysława Gosiewskiego i Marka Kuchcińskiego. Ma też żal do premiera, że ten zwolenników realizacji zapisów z papieskiej encykliki o ochronie życia nazywa radykałami.