"Marcin T. od 2003 roku przekazywał informacje, o które poprosił go pracownik rosyjskiego wywiadu" - twierdzi prokurator. Według niego asystent byłego posła co najmniej 11 razy spotkał z sekretarzem rosyjskiej ambasady Semenem Sustowem.
Sustow był jednocześnie agentem rosyjskiego wywiadu. Co więcej, Rosjanin pożyczał Marcinowi T. pieniądze, a raz dał mu butelkę whisky. Według prokuratora, było to wynagrodzenie za informacje, które przekazywał asystent.
Marcin T. utrzymywał, że nigdy nie szpiegował na rzecz Rosji. Przyznaje, że spotykał się z Sustowem, ale nie po to, by mu przekazywać ważne informacje, ale dlatego, że chciał zdobyć materiały potrzebne do napisania pracy magisterskiej. "Dostałem od Sustowa materiały na temat stosunków USA-Rosja. Rosjanin pomagał mi też w tłumaczeniu rosyjskich tekstów na polski" - tłumaczył sądowi Marcin T.
Przyznał się, że raz dał Rosjaninowi materiały o pozyskiwaniu środków UE na Mazowszu. Według niego były to jednak dostępne wszystkim dokumenty.
Sprawa Marcina T. zaczęła się dwa lata temu, gdy pracowała jeszcze komisja śledcza ds. PKN Orlen, a jej przewodniczącym był poseł Gruszka. Jego asystenta aresztowano dzień po tym, jak przed komisją zeznawał Aleksander Kwaśniewski.
Według niektórych członków komisji, w całej sprawie Marcina T. chodziło o odwrócenie uwagi od zeznań byłego prezydenta. "Być może Marcin T. w ogóle nie popełnił przestępstwa" - mówił wówczas członek speckomisji, Zbigniew Wassermann, dziś koordynator służb specjalnych.