Dziś zaczął odsiadywać resztę tego wyroku.
"Czuje się jak bohater <Procesu> Kafki" - powiedział Matusewicz, zanim zamknęły się za nim ciężkie więzienne drzwi. Według niego, wyrok to próba odwrócenia uwagi od prawdziwych przestępców. "Wydawało mi się, że siedem lat temu dokonałem czynu odważnego" - powiedział Matusewicz. Mówi, że zażądał przeprowadzenia kontroli w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska w Łodzi, bo podejrzewał tam korupcję. "Ku zaskoczeniu, sam zostałem oskarżony o to, że brałem pieniądze" - mówi były prezydent.
Matusewicz został skazany za to, że żądał ponad pół miliona złotych łapówki. Zdaniem sądu, pieniądze miały służyć SLD, którego był wtedy działaczem. Były prezydent nie przyznaje się do winy. Chce kasacji wyroku przed Sądem Najwyższym.
To nie koniec sądowych perypetii Matusewicza. W kwietniu zaczął się proces Andrzeja Pęczaka, którego prokuratura oskarżyła m.in. o oszustwa i łapówkarstwo. Obok byłego posła SLD na ławie oskarżonych jest jeszcze dziesięć osób, w tym Matusewicz.