Na Kartę Polaka czekamy od 1998 roku. Będzie ona dowodem naszej narodowej przynależności - mówi DZIENNIKOWI Andżelika Borys, działaczka polonijna na Białorusi.
Izabela Marczak: Czy przyjęty przez rząd projekt ustawy o Karcie Polaka usatysfakcjonuje Polaków na Wschodzie?
Andżelika Borys*: Czekamy na to bodajże od 1998 r. i nie możemy się doczekać. Czy usatysfakcjonuje? Oczywiście. Najważniejsze, żeby powstał. Dla nas to dokument przynależności narodowej. My nie żądamy, nie wiem jak wielu przywilejów. Zależy nam raczej, żeby Polacy na Białorusi mieli łatwiejszy kontakt z Polską.
Mimo to po 10 latach walki, Polacy z terenów byłego ZSRR, mogli oczekiwać przynajmniej praw równych tym, którzy dostają zgodę na osiedlenie?
Oczywiście, gdy Karta wejdzie w życie, zapewne władze Białorusi będą podjudzać: "O, zobaczcie, tak Polska o was dba, co wam właściwie oni oferują?" Ale ja mówię: "Spokojnie, co prawda ustawa nie zastąpi obywatelstwa, ale jej powstanie jest nadrzędne". Życie wprowadza różne poprawki, jak ustawa będzie już istniała zawsze można ją poszerzyć.
Sądzi pani, że wiele osób ucieszy się z wprowadzenia Karty?
Sądzę, że zgłosi się po nią 50 proc. obywateli Białorusi. Co prawda mówi się, że na naszym terenie mieszka około 300 tys. Polaków, ale gdy wejdzie Karta, wielu może się zdziwić, jaki jest faktyczny stan.
Zastanawia mnie jednak, dlaczego Kartę Polaka będzie się wydawać tylko na 10 lat, a nie na zawsze. Przecież pochodzenia się nie traci?
Nie wiem, ale też nie chciałabym się teraz nad tym zastanawiać. Obawiam się bowiem, że jak zaczniemy drążyć każdy szczegół, to znów Karta Polaka nigdy nie powstanie.
A sądzi pani, że teraz się uda?
Bardzo bym chciała.
Andżelika Borys, działaczka polonijna na Białorusi, demokratycznie wybrana przewodnicząca Związku Polaków na Białorusi
Andżelika Borys*: Czekamy na to bodajże od 1998 r. i nie możemy się doczekać. Czy usatysfakcjonuje? Oczywiście. Najważniejsze, żeby powstał. Dla nas to dokument przynależności narodowej. My nie żądamy, nie wiem jak wielu przywilejów. Zależy nam raczej, żeby Polacy na Białorusi mieli łatwiejszy kontakt z Polską.
Mimo to po 10 latach walki, Polacy z terenów byłego ZSRR, mogli oczekiwać przynajmniej praw równych tym, którzy dostają zgodę na osiedlenie?
Oczywiście, gdy Karta wejdzie w życie, zapewne władze Białorusi będą podjudzać: "O, zobaczcie, tak Polska o was dba, co wam właściwie oni oferują?" Ale ja mówię: "Spokojnie, co prawda ustawa nie zastąpi obywatelstwa, ale jej powstanie jest nadrzędne". Życie wprowadza różne poprawki, jak ustawa będzie już istniała zawsze można ją poszerzyć.
Sądzi pani, że wiele osób ucieszy się z wprowadzenia Karty?
Sądzę, że zgłosi się po nią 50 proc. obywateli Białorusi. Co prawda mówi się, że na naszym terenie mieszka około 300 tys. Polaków, ale gdy wejdzie Karta, wielu może się zdziwić, jaki jest faktyczny stan.
Zastanawia mnie jednak, dlaczego Kartę Polaka będzie się wydawać tylko na 10 lat, a nie na zawsze. Przecież pochodzenia się nie traci?
Nie wiem, ale też nie chciałabym się teraz nad tym zastanawiać. Obawiam się bowiem, że jak zaczniemy drążyć każdy szczegół, to znów Karta Polaka nigdy nie powstanie.
A sądzi pani, że teraz się uda?
Bardzo bym chciała.
Andżelika Borys, działaczka polonijna na Białorusi, demokratycznie wybrana przewodnicząca Związku Polaków na Białorusi
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl