Dziś przed warszawskim sądem okręgowym odbędzie się pierwsza rozprawa w głośnym sporze: Polska Agencja Prasowa kontra publicysta Jacek Żakowski. Prezes agencji Piotr Skwieciński pozwał dziennikarza za jego publiczne stwierdzenie, że agencja celowo opóźniła podanie informacji niewygodnej dla obecnych władz - pisze DZIENNIK.
Anna Wojciechowska:Jak pan zareagował na pozew PAP?
Jacek Żakowski: Zaskoczeniem. Przecież od razu wyraziłem ubolewanie, a TOK FM umożliwiło prezesowi PAP odpowiedź i sprostowanie mojego błędu na antenie.
Przyznał pan, że pomylił się co do godzin, ale nie przeprosił pan za opinię, że zwłoka w nadaniu wiadomości wynikała z chęci opóźniania informacji niewygodnej dla władzy.
Tak się nie wyraziłem. Natomiast jest problemem polityczna podległość PAP i innych tzw. mediów publicznych. Ona budzi uzasadnioną podejrzliwość. Agencja potwierdza, że ma wyjątkową pozycję i że w związku z tym musi zachować większą niż inne media ostrożność. Przeprosiłem za pomyłkę, więc po co ten sąd?
Ale kiedy redaktor naczelny "Dziennika" Robert Krasowski nie przeprosił Adama Michnika bo uważał, że ma rację - to uznał pan, że Michnik może iść do z tym do sądu?
Nie jestem zwolennikiem rozwiązywania sporów medialnych przez sądy. Ale kiedy ktoś uporczywie powtarza fałszywe tezy pod czyimś adresem, czasem nie ma innego wyjścia. Pozew PAP przeciw mnie to jednak inna historia. Państwowa instytucja próbuje zastraszyć swojego krytyka groźbą ruiny. Michnik chce przeprosin, których Krasowski odmawia i 10 tys. zł. Ja przeprosiłem publicznie, a mimo to Skwieciński żąda 100 tys. zł i przepraszających ogłoszeń, za które musiałbym zapłacić kilkaset tysięcy. Łącznie to może być pół miliona, a ja przez wszystkie lata pracy w TOK FM zarobiłem może 20 proc. tej kwoty. Tu nie chodzi o ochronę dobrego imienia, a wyłącznie o zrujnowanie osoby krytykującej zawłaszczenie przez rząd jednego z mediów publicznych, czyli PAP. Formalny przedmiot sporu znikł wraz ze sprostowaniem i przeprosinami.
Czyli redaktor Skwieciński nie ma prawa odwoływać się do sądu a redaktor Michnik ma prawo?
Miałby prawo, gdyby miał powód. A tu jest tylko pretekst i rujnujące roszczenie.
To drogo, ale skoro godzimy się, żeby każdy urażony publicysta szedł do sądu to może wyceniać swoje urazy jak chce.
Prywatne osoby i instytucje mają szersze pole ochrony dóbr osobistych. Instytucje publiczne muszą podlegać szczególnej kontroli i krytyce mediów. Ta krytyka musi być wolna. Pozywanie przez siebie ludzi też mi się nie podoba. Krasowski napisał jednak coś nieprawdziwego. Wystarczy przeprosić, żeby uniknąć procesu. W przeproszeniu nie ma nic złego. Każdy się czasem pomyli albo zagalopuje.
Nie mógł przeprosić, bo uważa napisał prawdę.
Można napisać co się myśli, tak żeby nie obrazić. Wobec odmowy przeprosin czy sprostowania trzeba to obiektywnie rozsądzi. Bo to była teza uwłaczająca.
Tak jak uwłaczające dla Skwiecińskiego jest to, co pan mówił.
Skoro tak to czuje. mógł mnie pozwać za własne pieniądze. Nie krytykowałem PAP, tylko to co z nią robi obecna władza. Jest już wyrok sądu, że zmiana władzy w PAP odbyła się nielegalnie. Zarząd Skwiecińskiego został odwołany. To coś mówi o kontekście politycznym pozwu. Mimo to Skwieciński ma prawo do sądu, podobnie jak Michnik.
A dlaczego nie do arbitrażu czytelników?
Czasem arbitraż czytelników nie starcza. Jak Michnik ma polemizować z tym, że jedną trzecią życia poświęcił obronie ubeków? Ja mogę powiedzieć, że pani poświęciła jedną trzecią życia na obronę Hutu. Jak się pani obroni?
Podejmuję wyzwanie i spokojnie obronię się - na łamach. Nie potrzebuję sądu.
A ja będę powtarzał i powtarzał... Ile razy może pani zaprzeczać i prostować? Sąd to ostateczność, chociaż nie koniec świata.Protestowałbym jednak, gdyby Michnik żądał od Krasowskiego rujnującej sumy, tak jak protestowałem, kiedy Kwaśniewski żądał jej od "Życia". Ale przecież Adamowi chodzi tylko o przeprosiny i odwołanie niesprawiedliwych zarzutów. Nie o to, żeby zniszczyć krytyka i zamknąć mu usta.
Jacek Żakowski: Zaskoczeniem. Przecież od razu wyraziłem ubolewanie, a TOK FM umożliwiło prezesowi PAP odpowiedź i sprostowanie mojego błędu na antenie.
Przyznał pan, że pomylił się co do godzin, ale nie przeprosił pan za opinię, że zwłoka w nadaniu wiadomości wynikała z chęci opóźniania informacji niewygodnej dla władzy.
Tak się nie wyraziłem. Natomiast jest problemem polityczna podległość PAP i innych tzw. mediów publicznych. Ona budzi uzasadnioną podejrzliwość. Agencja potwierdza, że ma wyjątkową pozycję i że w związku z tym musi zachować większą niż inne media ostrożność. Przeprosiłem za pomyłkę, więc po co ten sąd?
Ale kiedy redaktor naczelny "Dziennika" Robert Krasowski nie przeprosił Adama Michnika bo uważał, że ma rację - to uznał pan, że Michnik może iść do z tym do sądu?
Nie jestem zwolennikiem rozwiązywania sporów medialnych przez sądy. Ale kiedy ktoś uporczywie powtarza fałszywe tezy pod czyimś adresem, czasem nie ma innego wyjścia. Pozew PAP przeciw mnie to jednak inna historia. Państwowa instytucja próbuje zastraszyć swojego krytyka groźbą ruiny. Michnik chce przeprosin, których Krasowski odmawia i 10 tys. zł. Ja przeprosiłem publicznie, a mimo to Skwieciński żąda 100 tys. zł i przepraszających ogłoszeń, za które musiałbym zapłacić kilkaset tysięcy. Łącznie to może być pół miliona, a ja przez wszystkie lata pracy w TOK FM zarobiłem może 20 proc. tej kwoty. Tu nie chodzi o ochronę dobrego imienia, a wyłącznie o zrujnowanie osoby krytykującej zawłaszczenie przez rząd jednego z mediów publicznych, czyli PAP. Formalny przedmiot sporu znikł wraz ze sprostowaniem i przeprosinami.
Czyli redaktor Skwieciński nie ma prawa odwoływać się do sądu a redaktor Michnik ma prawo?
Miałby prawo, gdyby miał powód. A tu jest tylko pretekst i rujnujące roszczenie.
To drogo, ale skoro godzimy się, żeby każdy urażony publicysta szedł do sądu to może wyceniać swoje urazy jak chce.
Prywatne osoby i instytucje mają szersze pole ochrony dóbr osobistych. Instytucje publiczne muszą podlegać szczególnej kontroli i krytyce mediów. Ta krytyka musi być wolna. Pozywanie przez siebie ludzi też mi się nie podoba. Krasowski napisał jednak coś nieprawdziwego. Wystarczy przeprosić, żeby uniknąć procesu. W przeproszeniu nie ma nic złego. Każdy się czasem pomyli albo zagalopuje.
Nie mógł przeprosić, bo uważa napisał prawdę.
Można napisać co się myśli, tak żeby nie obrazić. Wobec odmowy przeprosin czy sprostowania trzeba to obiektywnie rozsądzi. Bo to była teza uwłaczająca.
Tak jak uwłaczające dla Skwiecińskiego jest to, co pan mówił.
Skoro tak to czuje. mógł mnie pozwać za własne pieniądze. Nie krytykowałem PAP, tylko to co z nią robi obecna władza. Jest już wyrok sądu, że zmiana władzy w PAP odbyła się nielegalnie. Zarząd Skwiecińskiego został odwołany. To coś mówi o kontekście politycznym pozwu. Mimo to Skwieciński ma prawo do sądu, podobnie jak Michnik.
A dlaczego nie do arbitrażu czytelników?
Czasem arbitraż czytelników nie starcza. Jak Michnik ma polemizować z tym, że jedną trzecią życia poświęcił obronie ubeków? Ja mogę powiedzieć, że pani poświęciła jedną trzecią życia na obronę Hutu. Jak się pani obroni?
Podejmuję wyzwanie i spokojnie obronię się - na łamach. Nie potrzebuję sądu.
A ja będę powtarzał i powtarzał... Ile razy może pani zaprzeczać i prostować? Sąd to ostateczność, chociaż nie koniec świata.Protestowałbym jednak, gdyby Michnik żądał od Krasowskiego rujnującej sumy, tak jak protestowałem, kiedy Kwaśniewski żądał jej od "Życia". Ale przecież Adamowi chodzi tylko o przeprosiny i odwołanie niesprawiedliwych zarzutów. Nie o to, żeby zniszczyć krytyka i zamknąć mu usta.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|