"Poza naszymi plecami agentura dogadała się z częścią <Solidarności>, co zaowocowało obradami <okrągłego stołu> i sejmem kontraktowym" - mówiła Walentynowicz podczas dzisiejszych obchodów 25-lecia "Solidarności Walczącej".

"Próbą kontynuacji ideałów <Solidarności> był rząd Olszewskiego i jego upadek ukazał prawdziwą twarz agenta <Bolka>. Dopiero obecny rząd z wielkim trudem stara się powrócić do naszych ideałów" - zaznaczyła była działaczka. Jej zdaniem, wysiłki te są torpedowane przez postkomunistyczne partie, jak "SLD, LiD oraz Platforma Obywatelska".

Walentynowicz twierdzi, że "siły agenturalne od początku miały w związku swojego człowieka, a był nim Lech Wałęsa". Nie przekonują jej dokumenty, opublikowane przez Wałęsę, z których wynika, że agentem nie był.

Walentynowicz ujawniła, że choć działacze, którzy w latach 80. podejrzewali Wałęsę o agenturalność, mogli już wtedy go usunąć, to jednak w praktyce uniemożliwiały to powiązania Wałęsy. W jej opinii, stan wojenny nic nie zmienił w tej sytuacji.

Wczoraj Lech Wałęsa złożył na swojej stronie internetowej oświadczenie, że nigdy nie był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie Bolek. Pod oświadczeniem umieścił także publikowaną już wcześniej notatkę SB z 1971 r. o odmowie podjęcia przez Wałęsę współpracy z SB i orzeczenie sądu lustracyjnego z 2000 r., że złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne, iż nie był agentem służb specjalnych PRL.

Wałęsa ujawnia dokumenty, jakie otrzymał z IPN, od niedzieli. Łącznie opublikował już ok. 800 stron. W dwóch z nich, sporządzonych przez gdańską SB w 1979 r., pojawiło się zdanie, że "w czasie pracy w stoczni był wykorzystywany operacyjnie przez SB".