Ryszard Czarnecki wyleciał z Samoobrony, bo cały czas bronił koalicyjnego rządu. W rozmowie z DZIENNIKIEM mówi jednak, że nie ma zamiaru wstąpić do PiS.
Bogumił Łoziński: Dlaczego wykluczono pana wczoraj z Samoobrony?
Ryszard Czarnecki: Bo broniłem rządu Jarosława Kaczyńskiego i działałem na rzecz zachowania obecnej koalicji. To był powód główny i tak naprawdę jedyny. Dla Samoobrony moja wina polega na tym, że robiłem to publicznie i wbrew stanowisku kierownictwa partii, które po wykluczeniu Andrzeja Leppera z rządu chciało wyjść z koalicji.
Czy będzie się pan odwoływał od tej decyzji?
Nie, ponieważ nawet nie zostałem poinformowany o zebraniu władz partii w mojej sprawie. To był sąd kapturowy, bez przedstawienia zarzutów i szansy obrony, a o wyroku dowiedziałem się z mediów. Zresztą w naszym kraju wiele osób za głoszenie poglądów spotykały dużo surowsze kary niż wyrzucenie z Samoobrony, więc nie róbmy z tego dramatu.
Czy to oznacza wstąpienie do PiS?
Nie mam zamiaru wstępować do PiS. Obecnie - mówiąc żartobliwie - tworzę jednoosobowy Bezpartyjny Blok Wspierania Rządu. A serio, mam zamiar tak jak dotychczas bronić spraw Polski na arenie międzynarodowej. Będę też wspierał ten rząd w jego działaniach na forum Parlamentu Europejskiego.
Czyli zaprzecza pan informacji portalu TVN24, że już prowadził pan rozmowy z kierownictwem PiS o wejściu do tej partii i startowaniu z jej listy w najbliższych wyborach parlamentarnych?
Żadnych rozmów z PiS na ten temat nie prowadziłem, choć mam szacunek dla ludzi tworzących PiS. To jest spiskowa teoria dziejów. Obecnie skupiam się na mojej pracy w Parlamencie Europejskim, np. dziś będę uczestniczył w Brukseli w posiedzeniu komisji spraw zagranicznych PE. To jest dla mnie punkt odniesienia.
Czy obecna koalicja przetrwa?
Mimo że zostałem usunięty z partii, paradoksalnie „plan Czarnieckiego” - pozostania Samoobrony w koalicji - zostanie zrealizowany. Cieszę się z tego, bo Polsce potrzebny jest silny rząd większościowy, chociażby w kontekście twardych negocjacji, jakie nas czekają w sprawie ostatecznego kształtu traktatu europejskiego.
Jeśli poparcie społeczne dla obecnego rządu dramatycznie spadnie jak np. rządowi Leszka Milera, to myślę, że lepiej, aby były wcześniejsze wybory. Jednak to nie jest jeszcze ten moment. Samoobrona i LPR już jako LiS będą stawiały warunki, prężyły muskuły, ale z rządu nie wyjdą, bo byłby to dla nich krok samobójczy.
Ryszard Czarnecki: Bo broniłem rządu Jarosława Kaczyńskiego i działałem na rzecz zachowania obecnej koalicji. To był powód główny i tak naprawdę jedyny. Dla Samoobrony moja wina polega na tym, że robiłem to publicznie i wbrew stanowisku kierownictwa partii, które po wykluczeniu Andrzeja Leppera z rządu chciało wyjść z koalicji.
Czy będzie się pan odwoływał od tej decyzji?
Nie, ponieważ nawet nie zostałem poinformowany o zebraniu władz partii w mojej sprawie. To był sąd kapturowy, bez przedstawienia zarzutów i szansy obrony, a o wyroku dowiedziałem się z mediów. Zresztą w naszym kraju wiele osób za głoszenie poglądów spotykały dużo surowsze kary niż wyrzucenie z Samoobrony, więc nie róbmy z tego dramatu.
Czy to oznacza wstąpienie do PiS?
Nie mam zamiaru wstępować do PiS. Obecnie - mówiąc żartobliwie - tworzę jednoosobowy Bezpartyjny Blok Wspierania Rządu. A serio, mam zamiar tak jak dotychczas bronić spraw Polski na arenie międzynarodowej. Będę też wspierał ten rząd w jego działaniach na forum Parlamentu Europejskiego.
Czyli zaprzecza pan informacji portalu TVN24, że już prowadził pan rozmowy z kierownictwem PiS o wejściu do tej partii i startowaniu z jej listy w najbliższych wyborach parlamentarnych?
Żadnych rozmów z PiS na ten temat nie prowadziłem, choć mam szacunek dla ludzi tworzących PiS. To jest spiskowa teoria dziejów. Obecnie skupiam się na mojej pracy w Parlamencie Europejskim, np. dziś będę uczestniczył w Brukseli w posiedzeniu komisji spraw zagranicznych PE. To jest dla mnie punkt odniesienia.
Czy obecna koalicja przetrwa?
Mimo że zostałem usunięty z partii, paradoksalnie „plan Czarnieckiego” - pozostania Samoobrony w koalicji - zostanie zrealizowany. Cieszę się z tego, bo Polsce potrzebny jest silny rząd większościowy, chociażby w kontekście twardych negocjacji, jakie nas czekają w sprawie ostatecznego kształtu traktatu europejskiego.
Jeśli poparcie społeczne dla obecnego rządu dramatycznie spadnie jak np. rządowi Leszka Milera, to myślę, że lepiej, aby były wcześniejsze wybory. Jednak to nie jest jeszcze ten moment. Samoobrona i LPR już jako LiS będą stawiały warunki, prężyły muskuły, ale z rządu nie wyjdą, bo byłby to dla nich krok samobójczy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl