Dziennik Gazeta Prawana logo

Rekonstrukcja spotkania Tuska z prezydentem

5 listopada 2007, 23:14
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Rozmowa miała być ostra i trwać kilkanaście minut. Ten scenariusz się nie potwierdził. Spotkanie trwało aż cztery godziny, odbyło się w ciepłej atmosferze, a obaj politycy znowu zaczęli mówić do siebie na "ty”. DZIENNIK zrekonstruował spotkanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego z szefem Platformy Obywatelskiej Donaldem Tuskiem.

"Panie prezydencie" zaczął Tusk. Ale Kaczyński natychmiast skontrował: "Daj spokój, Donald. Znamy się tyle lat, mówmy sobie po imieniu" powiedział. Lider PO przystał na tę propozycję.

Ale, jak ustalił DZIENNIK, kluczem do politycznych uzgodnień była wstępna deklaracja prezydenta, że jest po konsultacjach z bratem premierem i to, co mówi, jest wiążące także dla PiS. Finałem rozmów była decyzja Lech Kaczyński i Donald Tusk ustalili, że 21 października odbędą się przedterminowe wybory.

"To nie jest możliwość, oni się umówili na słowo honoru. Trudno sobie wyobrazić, by prezydent i PiS się z tego wycofali" stwierdza dobrze poinformowany o spotkaniu działacz PO. Odpowiedni mu rangą polityk PiS na pytanie, czy umowa dotyczyła tego, kiedy mogłyby odbyć się wybory, doprecyzowuje: "Nie kiedy <mogłyby>, ale kiedy <będą>". "Naprawdę idziemy na wybory. Przystawki i SLD już wiedzą, dlatego zaczęły nerwową kampanię" mówi. Adam Bielan, rzecznik PiS: "Prezydent po wcześniejszej rozmowie z premierem Jarosławem Kaczyńskim ustalił z szefem PO, że wybory odbędą się 21 października". To samo mówił na briefingu po spotkaniu Donald Tusk.

A zawarty został konkretny i twardy układ. To by tłumaczyło, dlaczego wydarzenia potoczyły się tak błyskawicznie. Zaledwie w środę szef PO zaapelował do prezydenta, który przebywał w swojej rezydencji w Juracie, o przerwanie urlopu i zaangażowanie się w sprawę ewentualnych przedterminowych wyborów parlamentarnych. Tusk podkreślił, że w każdej chwili jest gotów spotkać się z Lechem Kaczyńskim. Prezydent z urlopu wrócił pod pretekstem zdymisjonowania szefa MSWiA Janusza Kaczmarka. I natychmiast się spotkali.

Skąd ten nagły zwrot akcji? Ze słów polityków PiS wyziera przekonanie, że sprawą Kaczmarka naprawdę zostali trafieni. I że trzeba uciekać przed katastrofą, a na większość w Sejmie nie ma szans. Platformie natomiast na jesiennych wyborach zaczęło zależeć od środy. "W tym dniu, około południa, nagle wyszedł Wojciech Olejniczak i powiedział: <Chłopaki, robimy rząd ocalenia narodowego i ja się zgłaszam na premiera>" mówi informator DZIENNIKA.

Dodaje: "I później całe wystąpienie Donalda, jego apel do prezydenta, było następstwem wystąpienia Olejniczaka. Bo istniało zagrożenie, że Olejniczak zabierze sztandar anty-PiS. A to Donald chciał się pokazać się jako propaństwowiec. W ocenie jego współpracownika udało się, ale zyskał też prezydent". "Lider największej partii opozycyjnej i prezydent wspólnie wyciągnęli Polskę z politycznego i moralnego kryzysu. To wielka rzecz" przekonuje.

Czy wcześniej były jakieś uzgodnienia dotyczące spotkania? Przecież wcześniej nie rozmawiali przez rok. Raczej tak, pośrednikami byli ponoć Grzegorz Schetyna z PO i Adam Lipiński z PiS, obaj z Wrocławia, obaj zaufani ludzie swoich liderów do dyskretnych zadań. Ale po apelu Tuska pierwszy odezwał się prezydent.

"To Kancelaria Prezydenta zadzwoniła do Donalda Tuska i zaprosiła go na spotkanie z prezydentem Lechem Kaczyńskim" potwierdza rzecznik PiS, europoseł Adam Bielan. Tusk zaproszenie przyjął. Jednak scenariusz spotkania był inny, niż się spodziewał szef PO.

"Tusk szedł na spotkanie z prezydentem jak na wojnę" mówi informator DZIENNIKA. "Miał wejść, wystrzelać naboje z karabinu, czyli wprost wygarnąć, co o tym całym bałaganie w kraju myśli. Spotkanie miało trwać piętnaście minut" precyzuje. Ale stało się inaczej. Z informacji DZIENNIKA wynika, że tylko początek rozmowy był walką na słowa pomiędzy prezydentem a szefem PO. W spotkaniu jakiś czas brał też udział minister Michał Kamiński, ale większość czasu politycy rozmawiali tylko w cztery oczy.

"Rozmawiali jak starzy znajomi. Śmiali się, wspominali" rysuje bez konkretów Bielan. Europoseł PiS zarzeka się, że nie padły żadne deklaracje co do przyszłości, np. w kwestii ewentualnej koalicji.

Podczas rozmowy wypito cztery butelki czerwonego włoskiego wina Ocra Strozzi z 2005 r. oraz cztery półlitrowe wody mineralne. Nie jedzono.

A natychmiast po spotkaniu w obu partiach, co potwierdziliśmy w kilku źródłach, zaczęto organizować sztaby wyborcze i rozpoczęto rezerwacje miejsc na reklamy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj