Obecny szef MON Aleksander Szczygło nie może powstrzymać emocji, gdy słyszy o stanowisku swojego poprzednika: "To są śmieszne argumenty. Już lepiej, żeby nie mówił nic". Rokowania z Amerykanami zbliżają się do finału. "Będę starał się w ciągu kilku, kilkunastu tygodni ustalić treść wszystkich dokumentów" - mówi DZIENNIKOWI wiceminister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski, pełnomocnik rządu ds. rozmów z Waszyngtonem. Jego zdaniem być może już podczas najbliższej rundy rozmów 6 września uda się przyjąć większość warunków budowy inwestycji.
Sikorski twierdzi jednak, że oferta Amerykanów nie jest dla Polski korzystna. Rząd nie powinien więc jej akceptować, tym bardziej kiedy jego poparcie społeczne jest stosunkowo niewielkie. Zawarcie umowy z Waszyngtonem bez aprobaty większości parlamentarnej jest możliwe, bo jak przyznaje Waszczykowski, premier nie rozstrzygnął jeszcze, czy umowę o budowie tarczy w ogóle poddać pod głosowanie Sejmu. "Przestrzegam przed pominięciem procesu ratyfikacji w tak kluczowej kwestii. To dałoby amunicję przeciwnikom tego projektu" - ostrzega przed takim rozwiązaniem Sikorski.
Już wcześniej liderzy opozycji ostro sprzeciwiali się pominięciu ich zdania w sprawie budowy bazy. Stanowisko Sikorskiego ma jednak szczególne znaczenie: do momentu odwołania z MON w lutym to on, obok MSZ, prowadził rozmowy z Amerykanami, przez co zna doskonale ich tajniki. Dlatego Aleksander Szczygło ostro kontratakuje: "Rząd normalnie funkcjonuje, a porozumienie z Amerykanami całkowicie wchodzi w zakres jego kompetencji. Nie ma powodu wstrzymywać rozmowy" - przekonuje.
"Nie przesadzajmy, że będzie u nas stacjonować obce wojsko. Mówimy o 200 cywilnych i wojskowych specjalistach. To nie baza, z której będzie można panować nad Polską i siać grozę nad Europą, ale symboliczna instalacja wojskowa z 10 rakietami" - bagatelizuje z kolei argumenty Sikorskiego Waszyczkowski. Zdaniem proszących o zachowanie anonimowości członków rządu były szef MON chce przed nadchodzącymi wyborami wykazać prezydentowi, że warto mieć go po swojej stronie i dopuścić do list wyborczych PiS. A liderom PO przypomnieć, że jest jednym z najlepszych polityków specjalizujących się w sprawach zagranicznych i obronnych, którego należy wykorzystać.
Protest Sikorskiego może być jednak spóźniony. Rysuje się już bowiem kompromis z USA w najtrudniejszej sprawie - przekazania przez Waszyngton systemów obrony przeciwlotniczej Patriot bądź THAAD. "W umowie będzie zawarty mechanizm automatycznych konsultacji na wypadek zagrożenia. Amerykanie zobowiążą się, że jeśli takie zagrożenie się pojawi, wówczas przekażą Polsce niezbędne uzbrojenie, w tym Patrioty" - mówi Waszczykowski. "W tej chwili ustalamy z nimi, czy taka potrzeba już istnieje, czy jeszcze nie. My widzimy pewne zagrożenia, oni nieco mniej. Musimy się spotkać w połowie drogi" - dodaje nasz negocjator. Jego zdaniem o tym zdecyduje przede wszystkim reakcja Rosji: czy przejdzie od słownych gróźb do czynów, czyli instalacji wymierzonych w nasz kraj rakiet na Białorusi i w okręgu kaliningradzkim.
Bliska uzgodnienia jest też umowa o współpracy wojskowej, która ma wzmocnić gwarancje bezpieczeństwa udzielone Polsce przez USA w ramach NATO. Będzie wzorowana na podobnych porozumieniach, które Waszyngton zawarł z innymi sojusznikami, w tym Wielką Brytanią, Turcją, Włochami. Do ustalenia pozostają też zasady działania samej bazy, w tym to, jakie Amerykanie będą płacili podatki i czy na terenie jednostki będzie działało pełne biuro polskiego wojska, czy też tylko jego przedstawiciel. To te techniczne ustalenia zajmują najwięcej czasu.