Dziennik Gazeta Prawana logo

Rząd zatrudnia coraz więcej słabych urzędników

3 sierpnia 2010, 12:02
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Od stycznia administracja rządowa ma pełną swobodę zarządzania kadrami - o co walczyła od lat. Ma władzę, ale z niej nie korzysta. Urzędy nie zwalniają słabych, nie nagradzają najlepszych, nie zlecają firmom zewnętrznym zadań.

Pracują, jak pracowały. Każdemu po równo i chronić swoich. W efekcie liczba urzędników przez ostatni rok wzrosła o 11 proc. Nawet dziś, kiedy rząd w desperacji podnosi podatki, żeby ratować budżet, rosną koszty zatrudnienia i maleje efektywność pracy.

Dyrektorzy generalni, z którymi rozmawiał „DGP”, przyznają, że boją się zwalniać. Nie są przyzwyczajeni do różnicowania płac. Zwłaszcza że to może wywołać konflikty i dezaprobatę pracowników. Obawiają się odpowiedzialności – a nuż sądy orzekną odszkodowanie za nieuzasadnione zwolnienie. Nie racjonalizują więc zatrudnienia, a jeśli nie mogą się uporać z zadaniami, po prostu biorą nowych ludzi.

Wysłaliśmy do 16 urzędów wojewódzkich i 17 ministerstw pytania o liczbę pracowników. Okazuje się, że od czerwca 2009 r. zatrudnienie w urzędach wojewódzkich wzrosło o 6 proc., a w ministerstwach o 16 proc. W tych ostatnich pracuje ponad 1,5 tys. urzędników więcej. W większości resortów trwają też nabory. Ministerstwo Finansów szuka 38 osób, choć w ciągu minionego roku zatrudniło już setkę.

Nasze ustalenia potwierdzają zamówione przez „DGP” statystyki Kancelarii Premiera. Wynika z nich, że w korpusie służby cywilnej pracuje obecnie 132 tys. osób – o 20 proc. więcej niż w 2005 roku.

Budżet na ich wynagrodzenia przeznaczy w tym roku 6,6 mld zł – o 1,9 mld zł więcej niż pięć lat temu. To 40-proc. wzrost.

Urzędy wojewódzkie skarżą się, że trudno zatrudnić im geodetów, architektów, inżynierów – ze względu na niskie płace. Eksperci uciekają do firm prywatnych. Dyrektor generalny MSWiA Jan Węgrzyn narzeka, że nie jest w stanie ściągnąć do resortu prawników o określonych specjalizacjach.

Tym trudniej zrozumieć nam ich inercję. W tym roku urzędy mogłyby sporo zaoszczędzić przy likwidacji tzw. zakładów budżetowych i gospodarstw pomocniczych, która zakończy się do grudnia. Zamiast zlecić zewnętrznej firmie sprzątanie, zaopatrzenie, prowadzenie stołówki czy wydawnictw, dyrektorzy generalni większość ich pracowników wzięli na etaty. Ministerstwo Gospodarki zatrudniło prawie wszystkich 30 ludzi. Z 88 pracowników zakładów budżetowych Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego 52 zostało w urzędzie – poinformowała nas wicedyrektor biura organizacyjno-administracyjnego Agnieszka Andrzejewska.

Minister Michał Boni przygotował projekt ustawy o racjonalizacji zatrudnienia. 10 proc. urzędników miało zostać zwolnionych. Już na etapie konsultacji urzędnicy projekt storpedowali, zgłaszając doń 600 uwag. Michał Boni się ugiął. Biurokraci górą.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj