Rusza śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków skutecznego nadzoru właścicielskiego nad spółką Elewarr od stycznia 2011 r. do lipca 2012 r. Wówczas firmę kontrolowali funkcjonariusze publiczni z Agencji Rynku Rolnego oraz Ministerstwa Rolnictwa.

Decyzja została wydana w oparciu o analizę wystąpień pokontrolnych Najwyższej Izby Kontroli z 14 stycznia 2011 r. oraz 2 marca 2011 r. skierowanych do Agencji Rynku Rolnego oraz Ministerstwa Rolnictwa – oświadczył Dariusz Ślepokura, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która wczoraj wszczęła śledztwo.

Ale nie tylko o negatywną ocenę działalności spółki Elewarr toczył zacięty spór z NIK minister rolnictwa i rozwoju wsi Marek Sawicki. Jak się dowiedzieliśmy, identycznie było w przypadku raportu, w którym inspektorzy prześwietlali, jak resort realizuje program UE dotyczący "zrównoważonego rozwoju sektora rybołówstwa".

Wszystkie nasze wnioski z raportu minister rolnictwa zakwestionował. Kolegium odwoławcze odrzuciło większość tych uwag – usłyszeliśmy w biurze prasowym NIK.

Ostatecznie ocena pracy resortu została podzielona na dwie części: część programów była "pozytywna z nieprawidłowościami", a kolejna "negatywna". Jednoznacznie negatywnie została oceniona praca specjalnej Fundacji Programów Pomocy dla Rolnictwa (FAPA). Kierował nią wiceminister w resorcie Artur Ławniczak. W zarządzie zasiadała m.in. Magdalena Kosel z gabinetu politycznego ministra Sawickiego, a w fundacji pracowali działacze PSL.

Jak odkryli eksperci NIK, fundacja odgrywała kluczową rolę w podziale środków pomocowych na rybołówstwo. I została wybrana arbitralnie, bez dopuszczenia konkurencji.

Minister nie podjął czynności w celu wykazania, że oferta fundacji była najkorzystniejsza. Nie poinformował ani nie zaprosił innych jednostek sektora publicznego lub fundacji do przesyłania ofert w związku z możliwością ubiegania się o wykonywanie tych zadań – napisali inspektorzy w informacji pokontrolnej, która trafiła do prezydenta, premiera, ministrów i Sejmu.

Na podstawie umowy z ministrem fundacja otrzymała 750 tys. zł, a w zamian podjęła się realizacji 26 zadań, m.in. przyjmowania, oceny i weryfikacji wniosków o płatności. W rzeczywistości nie wywiązała się niemal z żadnych obietnic i – wg NIK – powinna zwrócić niemal 600 tys. zł, które poszły w całości na wynagrodzenia. Minister Sawicki pozytywnie dla fundacji rozliczył dotację i nakazał zwrot jedynie ok. 52 tys. zł.

Inny problem wykryty przez NIK dotyczył kwoty 3,2 mln zł. To środki budżetowe, którymi w latach 2008 – 2010 opłacono pracę urzędników resortu na rzecz programów UE. W ocenie kontrolerów źle lub nierzetelnie dokumentowano czas poświęcony na wykonywanie tych zadań.

Nie wiadomo, czy niektórzy z nich cokolwiek zrobili, choć brali pieniądze. Efektem tych błędów będzie nieuznanie tych wydatków przez Brukselę – mówi jeden z ważnych urzędników Izby. Takie działania nie były przestępstwem, ale łamały ustawę o finansach publicznych i stały się podstawą do skierowania informacji o złamaniu dyscypliny budżetowej przez byłego już ministra i jego urzędników.