We wtorek Sąd Okręgowy w Warszawie zakończył trwający od zeszłego roku proces o ochronę dóbr osobistych wytoczony przez Makowskiego. Żąda on przeprosin od pozwanych w trzech telewizjach i dwóch gazetach oraz symbolicznej złotówki. Prokuratoria Generalna Skarbu Państwa chce oddalenia pozwu. Wyrok sąd ogłosi 11 września. Nomen omen - przyznał Makowski w rozmowie z PAP, nawiązując do symboliki dnia, w którym 11 lat temu doszło do zamachu na World Trade Center w Nowym Jorku, który dał początek wojnie z terroryzmem.

Reklama

Operacja "Zen" była najbardziej sensacyjną sprawą ujawnioną w raporcie, upublicznionym w lutym 2007 r. przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Makowski miał mówić m.in. o możliwości ujęcia w niej Osamy bin Ladena. We wtorek w sądzie przyznał, że w 2006 r. uczestniczył we wspólnej z CIA operacji mającej na celu wyeliminowanie, czyli zabicie członka kierownictwa Al-Kaidy, za co CIA przewidywała 25 mln dolarów nagrody.

W raporcie pisano, że Makowski chciał wyłudzić od sojuszników pieniądze i wprowadzał w błąd najwyższe osoby w państwie. W sprawie "Zen" służby, działając na zlecenie hochsztaplera, okradały państwo polskie i były gotowe narazić polskich żołnierzy i zwierzchników sił zbrojnych na najwyższe niebezpieczeństwo i międzynarodową kompromitację - napisano. Makowski - przesłuchany we wtorek przez sąd - zaprzeczył tym słowom i podkreślił, że nie przedstawiono mu żadnych zarzutów w tej sprawie.

Zdradzono mnie i oszukano. Zdradzono, bo ujawniono fakt współpracy i tożsamość obcym wywiadom, a oszukano, bo we współpracy z agentem każda służba i państwo zobowiązuje się wieczyście strzec jego tożsamości i faktu współpracy. Zdrada i oszustwo zawsze niosą dla zdradzonego i oszukanego wielką dolegliwość psychiczną, moralną i fizyczną - czy to w stosunkach małżeńskich, biznesowych czy międzyludzkich - mówił w sądzie Makowski.

Jak dodał, w 2007 r. Polska, jej siły zbrojne w ramach koalicji NATO, były w stanie wojny z reżimem talibów, który działa do dziś, a także ze strukturami Al-Kaidy. W stanie wojny ujawniono operację Wojska Polskiego, żołnierzy i agentów biorących w niej udział, wrogowi - wywiadowi talibów i innym wywiadom. W mojej ocenie to przestępstwo udziału w obcym wywiadzie. Coś takiego robią zdrajcy - powiedział Makowski.

Odnosząc się do zarzutu Prokuratorii, że pozew skierował cztery lata po publikacji raportu, zatem skutki tej publikacji nie były dolegliwe, Makowski podkreślił, że zwlekał z pozwem, bo w pierwszej kolejności myślał o bezpieczeństwie swych źródeł w Afganistanie. Obecnie część z tych osób nie żyje, a część nie przebywa na terenie Afganistanu. Dopiero potem mogłem występować z roszczeniem. Swych współpracowników nie ujawniam, bo są to źródła wywiadu wojskowego - bez względu na to, czy został on rozwiązany czy nie, to ich tożsamość musi pozostać tajemnicą. Nie śmiem nawet zakładać, że Prokuratoria żądając tych danych namawia mnie do złamania prawa - oświadczył Makowski.

Zdaniem Macierewicza już sama operacja "Zen" uzasadnia likwidację WSI. Krótko przed ujawnieniem raportu Radosław Sikorski odszedł z funkcji szefa MON w rządzie PiS. Uznał, że jego spór z Macierewiczem zagraża bezpieczeństwu polskich żołnierzy w Afganistanie - Sikorski chciał jego dymisji.

Ujawnienie akcji Sikorski nazwał "ciężkim błędem". Niezależnie bowiem od ocen szans powodzenia, sam fakt jej prowadzenia miał być - zgodnie z poleceniem prezydenta RP - jedną z tych tajemnic stanu, które zabiera się do grobu - oświadczył. Według Sikorskiego, ewentualny sukces akcji byłby tak ważny, że usprawiedliwiłby zaangażowanie osób wątpliwego autoramentu.

Sam Makowski - który w PRL rozpracowywał Radio Wolna Europa, był też zastępcą szefa wywiadu - oświadczył po upublicznieniu raportu, że ujawnienie akcji służy jedynie organizacjom i osobom, przeciwko którym były skierowane.

Sprawa "Zen" była przedmiotem jednego ze śledztw, wszczętych w 2007 r. przez wojskową prokuraturę z zawiadomienia Macierewicza. Makowski ma w nim status pokrzywdzonego - ujawnił we wtorek jego pełnomocnik, mec. Piotr Dewiński.

Prezydent nie musiał publikować raportu - nie miał takiego obowiązku, a jedynie możliwość. Aneksu już nie opublikował. Premier też nie musiał składać kontrasygnaty. Dlatego te instytucje również zostały pozwane - dodał Dewiński.

Pełnomocnik Prokuratorii mec. Marta Kęcka-Iwan, podtrzymując wniosek o oddalenie pozwu podkreślała, że raport - jako dokument urzędowy - korzysta z domniemania prawdziwości, a Makowski nie udowodnił, że poniósł szkodę w związku z jego publikacją.