Rzecz działa się jeszcze w zeszłym roku podczas przygotowań do Międzynarodowych Mistrzostw Parlamentarzystów. Na warszawskim stadionie Polonii, kontuzjowany został Łukasz Zbonikowski. Poseł PiS zerwał ścięgno Achillesa. Polityk Uznał, że należy mu się odszkodowanie i ruszył na wojnę z Kancelarią Sejmu.

Najpierw zgłosił swój wypadek w Biurze Obsługi Posłów, później sprawa trafiła do Biura Analiz Sejmowych. Okazało się wówczas, że ochrona nie obejmuje działań wykraczających poza ramy funkcji posła i kwalifikowanych tym samym jako należące do sfery spraw prywatnych, jak np. udział w imprezach sportowych. To jednak nie usatysfakcjonowało posła PiS.

Na początku tego roku Łukasz Zbonikowski wysłał pismo do Kancelarii Sejmu, w którym przekonywał, że jego zdaniem trening odbywał się w ramach prac Parlamentarnego Zespołu Sportowego, a praca w zespołach jest jednym z podstawowych elementów wykonywania mandatu posła.

Tymczasem podczas kolejnej wymiany korespondencji, wyszło m.in. na jaw, że podczas wypadku Łukasz Zbonikowski nie wchodził w skład Parlamentarnego Zespołu Sportowego - wstąpił do niego cztery miesiące po wypadku.

O tym, że nie jestem formalnie członkiem zespołu, dowiedziałem się ze zdziwieniem. To jakieś niedopatrzenie, bo od roku uczestniczyłem w treningach i wystąpiłem w kilku meczach - tłumaczył ”Rzeczpospolitej". I zastrzegł przy tym, że nie robił nic niestosownego.

Po prostu starałem się ustalić, czy w takim przypadku posłowi należy się odszkodowanie. Myślę, że taka wiedza przyda się również innym parlamentarzystom - przekonywał.

Taką argumentacją zdziwiony był szef sejmowego Zespołu Sportowego Andrzej Czerwiński. Każdy poseł ma prawo dochodzić swoich uprawnień. Jednak w zespole kontuzje zdarzają się regularnie i nie przypominam sobie, by ktokolwiek starał się o takie odszkodowanie. Chyba będziemy musieli uściślić regulamin - mówił.