Samorządowcy wypowiadają otwartą wojnę PiS-owi. Wszyscy są zgodni - takiego zjazdu w wolnej Polsce jeszcze nie było. Z całego kraju do Warszawy zjechali przedstawiciele gmin, powiatów i województw.
Włodarze sprzeciwiają się wprowadzeniu zasady limitu dwóch kadencji, które PiS chce wdrożyć jak najszybciej, a najlepiej już od przyszłorocznych wyborów lokalnych. Wówczas samorządowcy z co najmniej dwiema kadencjami na koncie nie mogliby wystartować, co zdaniem części ekspertów i opozycji sejmowej jest niekonstytucyjne. Wątpliwości są nawet w obozie rządzącym (głośno o nich mówi np. Jarosław Gowin).
Ale sprzeciw wójtów i burmistrzów dotyczy także podbierania im kompetencji przez rząd Beaty Szydło i dążenia do centralizacji zadań. Aktualnie największe emocje budzi plan rządu prowadzący do faktycznego odebrania samorządom władztwa nad wojewódzkimi funduszami ochrony środowiska, które co roku obracają kwotami rzędu 8 mld zł.
- stwierdził przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP Marek Olszewski, otwierając obrady. - wskazał Olszewski.
-- dodał.
Przytoczono również dane, które w opinii uczestników spotkania, świadczą o tym, że limit kadencji nie jest potrzebny, bo działa mechanizm samoregulacji. Jest tylko 5 proc. wójtów siedmiokadencyjnych. Pozostałe 95 proc. weryfikują demokratyczne wybory - wskazują samorządowcy. Przykładowo, w ostatniej elekcji (w 2014 roku) wyborcy podziękowali ok. 30 procentom włodarzy. Wśród nich był m.in. wieloletni prezydent Poznania Ryszard Grobelny.
Samorządowcy oskarżają rząd o to, że ten ich oczernia i posługuje się fałszywymi tezami. - - stwierdził Zygmunt Frankiewicz, prezes Związku Miast Polskich (korporacji zrzeszającej ok. 300 miast) oraz wieloletni prezydent Gliwic.
Pojawiły się też bardziej enigmatyczne zapowiedzi. - - stwierdził Frankiewicz.
Słowa te można odczytać na dwa sposoby. Albo jest to zapowiedź tego, że dwukadencyjni wójtowie, burmistrzowie i prezydenci, których dosięgnie wyborczy topór, masowo wystartują w wyborach parlamentarnych (i tym samym zrobią sporą konkurencję obecnym posłom i senatorom), albo nawiązanie do plotek krążących w środowisku samorządowym o konieczności powołania partii politycznej (na razie pojawiła się oddolna inicjatywa kilkudziesięciu włodarzy, którzy powołali w tym tygodniu ruch "Bezpartyjni"). Tak czy inaczej - nie jest to dobra wiadomość dla obecnych parlamentarzystów, zarówno tych z opozycji, jak i większości rządzącej.
W słowach nie przebierał też Olgierd Geblewicz, marszałek woj. zachodniopomorskiego i prezes Związku Województw RP. - - stwierdził marszałek.
Do walki samorządowców zagrzewał także Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli i przedstawiciel Ogólnopolskiego Porozumienia Organizacji Samorządowych, zrzeszającego ok. tysiąca gmin w Polsce. -- wskazał. -- zaapelował Wadim Tyszkiewicz.
Propozycję zawieszenia prac Komisji Wspólnej wsparł Jacek Karnowski, prezydent Sopotu. - wskazał.
Jak ustaliliśmy, samorządowy komitet protestacyjny zajmie się zbieraniem funduszy, m.in. od chętnych mieszkańców, na ogólnopolską kampanię informacyjną, która ma pokazać Polskę lokalną w innym świetle niż przedstawia to PiS.
Głos zabrał też wiceprezydent Warszawy Michał Olszewski. - przestrzegł wiceprezydent.
Samorządowców wsparł Jerzy Stępień, jeden z twórców polskich reform samorządowych z lat 90., a także były prezes TK. - - przekonywał prezes Stępień. Dostało się zresztą nie tylko trybunałowi. - - wymieniał Jerzy Stępień.
Na zjazd zaproszeni byli przedstawiciele wszystkich partii politycznych. Pojawili się przedstawiciele tylko trzech klubów - PO (m.in. Tomasz Siemoniak), PSL (m.in. Władysław Kosiniak-Kamysz) i Nowoczesnej (Marek Sowa). Przedstawiciele PiS nie skorzystali z zaproszenia.
W dzisiejszym wydaniu „Dziennika Gazety Prawnej” opublikowaliśmy zapis z debaty, którą 9 marca br. zorganizowaliśmy w naszej redakcji. Dyskusja dotyczyła przyszłości polskich samorządów. Udział w niej wzięli przedstawiciele PiS, PO, Kukiz’15, a także samorządowcy i eksperci. Jak reform szykowanych przez PiS bronił przedstawiciel tej partii, poseł Szymon Szynkowski vel Sęk? Poniżej prezentujemy jego kluczowe wypowiedzi:
Szymon Szynkowski vel Sęk, poseł PiS: Zmiany przez nas proponowane nie powinny być dla nikogo zaskoczeniem. Jako były radny Poznania byłem jedną z osób, które pracowały nad programem PiS w zakresie samorządowym. Znajduje się tam postulat ograniczenia liczby kadencji sprawowanych przez wójtów, burmistrzów i prezydentów, wzmocnienia rad gmin i miast w zakresie możliwości kontrolowania władz wykonawczych. Oczywiście pewne postulaty trzeba adaptować do aktualnej sytuacji, ale ogólny kierunek jest właśnie taki. Z jednej strony chcemy oddać obywatelom większą kontrolę nad władzami gmin. Z drugiej - dać możliwość „odrdzewienia” mechanizmu samorządów. Warto dać wyborcom możliwość sprawdzenia innego rozwiązania, podobnie jak to ma miejsce przy prezydencie RP.
Czy jest już decyzja, jak wprowadzić zasadę dwukadencyjności?
Szymon Szynkowski vel Sęk, poseł PiS: Jesteśmy na początku tej dyskusji, nie przesądzałbym ostatecznych rozwiązań, choć skłaniamy się ku temu, by nie odsuwać tej reformy zbyt daleko w czasie, w związku z czym zaczęłaby de facto funkcjonować dopiero po ośmiu latach licząc od 2018 r. Wyborcy oczekują od nas szybkich działań, dlatego nie ma powodu, by czekać.
Czas na końcowe wnioski.
W dyskusji pojawiały się zarzuty dotyczące niekonstytucyjności proponowanych przez nas rozwiązań, zwłaszcza w kwestii dwukadencyjności. Chodzi o zarzut rzekomego naruszenia zasady, że prawo nie działa wstecz i naruszenie biernego prawa wyborczego. Jeśli chodzi o prawo do bycia wybranym - w przeciwieństwie do czynnego prawa wyborczego, bierne prawo nie ma zagwarantowanej konstytucyjnie powszechności i ochrony. Przede wszystkim dlatego, że na poziomie ustawowym wprowadzono zasadę, że kandydować można dopiero po ukończeniu 25. roku życia. Co do działania prawa wstecz - ewentualna reforma ma mieć wpływ nie na działania z przeszłości, lecz na to, co wydarzy się w wyborach w 2018 roku. Nie anuluje przecież wyniku wcześniejszych wyborów. Samorząd to dobro mieszkańców, a nie własność wójtów.