Rada Ministrów przyjęła wczoraj dokument "Przegląd systemów wsparcia rodzin" podsumowujący działania świadczenia wychowawczego 500 plus i innych segmentów polityki rodzinnej.

Rząd zaciera ręce

Stwierdza on, że osiągnięte zostały zakładane cele 500 plus: redukcja ubóstwa wśród najmłodszych, inwestycje w kapitał ludzki i poprawa sytuacji demograficznej Polski. Liczba dzieci objętych pomocą państwa wzrosła z 2,5 mln do 3,8 mln. Zdaniem resortu rodziny ogólny wskaźnik zagrożenia ubóstwem może dzięki 500 plus spaść o prawie 4 pkt proc. (z poziomu 17 proc. do 13,3 proc.), tj. o blisko 1,4 mln osób. Jak wskazuje dokument, pieniądze ze świadczenia wydawane są na potrzeby rodzin, polepszenie standardu życia dzieci czy oszczędzane. Resort uważa, że dane z końca zeszłego roku pokazujące wzrost urodzeń świadczą o demograficznym sukcesie 500 plus. Zdaniem autorów dokumentu nie potwierdziły się obawy dotyczące programu. Na przykład, że rodzice wydadzą pieniądze na siebie lub wręcz je przepiją. Jak podkreśla resort, tylko 670 świadczeń jest wypłacanych w formie rzeczowej. Raport mówi także, że nie widać bezpośredniego wpływu 500 plus na bierność zawodową kobiet, choć go nie wyklucza.
Przegląd zawiera rekomendacje niewielkich zmian. O większości z nich pisaliśmy już w zeszłym tygodniu, na bazie wywiadu z minister Elżbietą Rafalską. Są one korektami, które mają uszczelnić system i utrudnić pobieranie świadczenia na pierwsze dziecko osobom nieuprawnionym oraz usprawnić działanie świadczenia wychowawczego, a nie je zmienić. – Nie szukamy oszczędności, ale chcemy, by przepisy były jasne i jednoznaczne i nie nastręczały trudności interpretacyjnych – zapewniała wczoraj minister Rafalska.
Reklama
Jeden z głównych celów to minimalizacja nadużyć ze strony przedsiębiorców. Chodzi o osoby rozliczające się ryczałtem lub kartą podatkową. Rozwiązanie ma wyeliminować zaniżanie dochodu, by spełnić kryterium na pierwsze dziecko. Dziś nie ma możliwości weryfikacji ich dochodu, dlatego zdarza się, że osoby o milionowym przychodzie zgłaszają się po 500 plus na pierwsze dziecko, twierdząc, że mają bardzo niski dochód lub nie mają go wcale.
Rząd chce również doprecyzowania zasad poboru świadczenia przy opiece naprzemiennej. Tam, gdzie w przypadku rozwodu lub separacji sąd ją orzekł, dziecko z pierwszego związku wliczane jest do nowych rodzin obu rodziców. Przez co łatwiej spełnić kryterium dochodowe. Z kolei doprecyzowanie utraty dochodu ma wyeliminować sytuację, w której jest on fikcyjnie zaniżany, by spełnić kryterium dochodowe do wypłaty świadczenia na pierwsze dziecko. Jak pisaliśmy, jednym z pomysłów ma być przepis, że przynajmniej przez jakiś czas nie może liczyć na takie świadczenie ten, kto zwolnił się, a potem ponownie zatrudnił z niższą pensją u tego samego pracodawcy. Resort rodziny chce wreszcie wprowadzić jednolity termin składania wniosków do świadczeń rodzinnych i wychowawczego, co ma ułatwić sytuację rodzin, które ubiegają się o oba świadczenia i do tej pory musiały składać wnioski w innych terminach.

Nie wszystko działa bez zarzutu

Poza wspomnianym programem ministerstwo przeanalizowało także pozostałe formy wsparcia kierowane do rodzin. Wśród nich działanie świadczeń rodzinnych i Funduszu Alimentacyjnego. Najważniejszy punkt przeglądu w części poświęconej świadczeniom to propozycja przeanalizowania sposobu funkcjonowania zasady "złotówka za złotówkę". Choć zaczęła obowiązywać od początku 2016 r., to wprowadził ją jeszcze rząd PO-PSL. Jej celem było wyeliminowanie efektu odcięcia od pomocy rodzin, w których dochody nieznacznie przekraczały próg uprawniający do pobierania zasiłków. Zasada działa w ten sposób, że proporcjonalnie zmniejsza wielkość świadczenia wraz ze wzrostem dochodu.
Autorzy przeglądu, powołując się na sygnały z samorządów, twierdzą, że stosowanie tego mechanizmu jest skomplikowane i kosztowne. Na przykład przy każdej zmianie dochodów rodziny trzeba je na nowo przeliczać i ustalać wysokość przysługujących świadczeń. W ciągu jednego okresu zasiłkowego takie decyzje trzeba czasem podejmować wiele razy. Jednak najważniejszy argument to mała efektywność: dzięki nowej zasadzie miała się zwiększyć dostępność wsparcia, miało z niego skorzystać 300 tys. dzieci. Resort rodziny i pracy twierdzi, że skorzystało 75 tys. Poza tym wielkość świadczeń wypłacanych w trybie "złotówka za złotówkę" często jest bardzo niska (może wynosić zaledwie 20 zł miesięcznie) i nie przekłada się na poprawę sytuacji materialnej rodzin.
Rząd zamierza także na poważnie zabrać się do walki z dłużnikami alimentacyjnymi. Za część tych, którzy nie łożą na utrzymanie swoich dzieci, świadczenia wypłaca państwowy Fundusz Alimentacyjny i to on staje się wierzycielem. Według resortu długi alimentacyjne wobec Skarbu Państwa to już ponad 10 mld zł. Dla przykładu w 2015 r. na świadczenia z Funduszu Alimentacyjnego wypłacono prawie 1,5 mld zł, podczas gdy dłużnicy zwrócili funduszowi tylko ok. 193 mln zł.

Kto nie płacił, zapłaci

Resort pracy rekomenduje więc przyjęcie pakietu alimentacyjnego, którego głównym celem będzie poprawa ich ściągalności. Najważniejsze propozycje to możliwość egzekucji długu z innych świadczeń pobieranych przez dłużnika na jego dzieci z innego związku. Alimenty mogłyby więc być ściągane m.in. z 500 plus. Dotyczyć to będzie jedynie tych dłużników, którzy otrzymali ofertę pracy i nie skorzystali z niej.
Inny pomysł to zakaz korzystania ze środków UE, który miałby objąć wszystkich dłużników alimentacyjnych (np. prowadzących działalność gospodarczą), oraz stworzenie czarnej listy zalegających z płatnościami. Miałaby ona działać tak jak każda inna lista dłużników, czyli utrudniać wpisanej na nią osobie np. zaciąganie kredytów czy zawieranie umów z firmami telekomunikacyjnymi.
Do poprawy ściągalności alimentów MRPiPS chce też wykorzystać komercyjnie działające firmy windykacyjne. Resort proponuje umożliwienie zlecania tym przedsiębiorstwom dochodzenia należności alimentacyjnych budżetu państwa w zamian za – na przykład – część odzyskanej należności. Skarb Państwa, jako wierzyciel, będzie mógł sprzedawać te wierzytelności na rynku. Taką możliwość będą miały też osoby uprawnione do alimentów.
Autorzy pakietu chcieliby też lepszej aktywizacji zawodowej dłużników, wychodząc z założenia, że dzięki dochodom z pracy łatwiej będzie im uregulować zaległości. Pomysł to skierowanie 10 proc. kwoty na aktywizację zawodową bezrobotnych, którą dysponują powiatowe urzędy pracy, do gmin. Z nich mogłyby być sfinansowane roboty publiczne, przy których pracowaliby dłużnicy zarejestrowani w urzędzie pracy. Byliby oni kierowani do tych prac – projekt jest pomyślany jako sankcja za ukrywanie dochodów i unikanie w ten sposób wywiązywania się z obowiązków wobec swoich dzieci.