Największą barierą dla pomysłu referendum konsultacyjnego w sprawie konstytucji jest to, że temat ten słabo istnieje w publicznej debacie. Gdy na początku maja przeprowadziliśmy sondaż, niespełna 58 proc. pytanych zdawało sobie sprawę, że prezydent planuje przeprowadzenie takiego plebiscytu.
Od tego czasu dużo się nie zmieniło. Otoczenie prezydenta i on sam zdają sobie sprawę, że to ostatni dzwonek, by nagłośnić i uruchomić referendalną debatę. Dlatego bardzo ważne będą pytania, które dziś ma przedstawić prezydent.
– – mówi jeden z ministrów z kancelarii.
Wiadomo, że w dużej części mogą pokrywać się z zapowiedziami z konwencji konstytucyjnej na Stadionie Narodowym. Prezydent wymienił wówczas siedem obszarów, m.in. kwestię referendum zatwierdzającego najważniejsze decyzje parlamentu, zapisanie relacji prawa unijnego do polskiej konstytucji, kwestie ojcostwa, podział terytorialny czy wzajemne relacje wewnątrz władzy wykonawczej.
Pytania powstały na podstawie spotkań i efektów konsultacji zespołu roboczego. Urzędnicy Andrzeja Dudy nie chcą jednak mówić o szczegółach, zanim nie przedstawi ich prezydent na posiedzeniu Narodowej Rady Rozwoju. To ma być początek dyskusji.
– – mówi DGP prezydencki minister Paweł Mucha, który odpowiada za przygotowanie referendum.
Jedną z barier jest zainteresowanie opinii publicznej, które można rozbudzić pytaniami, ale kolejną może być polityczne poparcie tego projektu. Jak na razie otwarcie sprzyja mu jedynie Kukiz’15.
– – podkreśla poseł Kukiz’15 Marek Jakubiak.
Przeciwna inicjatywie jest na pewno największa partia opozycyjna. – – mówi szef klubu PO Sławomir Neumann.
W PiS też nie ma entuzjazmu. Tym bardziej że zastrzeżenia budzi proponowany termin głosowania, czyli 10 i 11 listopada.
– – mówi senator Jan Maria Jackowski.
Ministrowie prezydenta nie wyobrażają sobie jednak, by PiS powiedział Andrzejowi Dudzie w tej sprawie „nie”. – – podkreśla jeden z ministrów Andrzeja Dudy. I termin, i pytania mogą stać się przedmiotem negocjacji między PiS a prezydentem.
– – deklaruje marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Na dyskusję zostało około miesiąca. – – podkreśla Paweł Mucha.
Trzecią barierą dla referendum mogą okazać się pieniądze. Obecnie w rezerwie celowej budżetu państwa, z której finansowane są wszelkie akcje wyborcze czy referendalne, znajduje się ok. 454 mln zł. Krajowe Biuro Wyborcze (KBW) szacuje, że ta kwota wystarczy jedynie na przeprowadzenie jesiennych wyborów samorządowych.
– – informuje nas biuro prasowe Kancelarii Prezydenta.
Z analiz przeprowadzonych przez KBW wynika, że koszt dwudniowego referendum w sprawie zmian w ustawie zasadniczej wyniesie dokładnie 170,7 mln zł. Mniej więcej taką kwotę rząd musiałby dosypać prezydentowi, by jego inicjatywa się sfinalizowała. Z punktu widzenia finansów publicznych to możliwe, bo sytuacja budżetu jest dobra.
Do tej pory tylko jedno referendum w Polsce – akcesyjne z 2003 r. – miało wymagany próg frekwencyjny.