Monika Żelazik już w rozmowie z money.pl zapowiadała, że z LOT-em spotka się w sądzie. Dodawała, że spółki skarbu państwa mają wieloletnią tradycję zwalniania związkowców.
Potwierdzała tym samym, że w spółce już nie pracuje, a od firmy będzie się domagała przywrócenia do pracy lub przynajmniej należnych jej odpraw. Mówiła również, że o zwolnieniu dowiedziała się od przedstawicieli działu kadr.
– – potwierdza Żelazik w rozmowie ze strajk.eu. – – wyjaśnia związkowczyni.
- – dodaje przewodnicząca.
Żelazik przyznaje również, że jest rozczarowana całą sytuacją jako obywatelka. – – oznajmia w rozmowie ze strajk.eu. – – zauważa była liderka strajku
– – pyta Żelazik. – – zaznacza.
Żelazik podkreśla także, że przez cały czas swojego 25-letniej pracy w Polskich Liniach Lotniczych była dumna zarówno z firmy, jak i pracy swojej oraz pozostałych członków personelu. – – mówi. – – podsumowuje.
Monika Żelazik jest szefową Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego. Była też jedną z inicjatorek i prowadzących referendum strajkowe w spółce. Do czasu zwolnienia pracowała jako stewardesa obsługująca połączenia LOT. Latała także podczas strajku. W sobotę wysłała do załogi wiadomość: "".
Jak informował portal money.pl, tydzień wcześniej do związków zgodnie z obowiązującymi przepisami przyszło zapytanie o zgodę na zwolnienie jej bez wypowiedzenia. Związek zgody jednak nie wyraził.
Oficjalnie LOT chciał skorzystać z art. 52 Kodeksu Pracy, który mówi o ciężkim naruszeniu przez pracownika podstawowych obowiązków pracowniczych. Żelazik miała stworzyć zagrożenie dla bezpieczeństwa pracowników i pasażerów. Miał to być mail, którego wysłała kilka dni przed planowanym strajkiem.
"" - pisała w nim.