- Anna Walentynowicz jest obecna na tej wystawie, więc nie bardzo rozumiem, o co chodzi. To jakby próba wstawienia do ECS jakiejś eksterytorialnej jednostki, która ma rozsadzić to muzeum, rozbićje od wewnątrz. To kompletne nieporozumienie - ocenia prof. Andrzej Friszke w TVN24. - Ono oczywiście wynika z tego, że jest pewna grupa polityczna i jakiś krąg dawnych działaczy "S", którzy nie akceptują normalnej historii "Solidarności", którą znamy, która jest opisana, która jest obecna w dokumentach, także dokumentach UB-eckich. I sobie budują osobną, własną narrację.

Jego zdaniem, chcą napisać w ogóle inną historię. - Mówiąc wprost sfałszować historię i stworzyć alternatywną wizję – dodaje.

Gliński: Nie ma mowy o przejęciu czy ręcznym sterowaniu

- Nie ma mowy o przejęciu czy ręcznym sterowaniu Europejskim Centrum Solidarności - zapewnił z kolei wcześniej w rozmowie z portalem wPolityce.pl. wicepremier, minister kultury Piotr Gliński. Wskazał, że dobrze by było, by w instytucji dot. ogólnopolskiego dziedzictwa były reprezentowane różne wrażliwości.

We wtorek w siedzibie MKiDN odbyło się spotkanie ws. Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku, w którym uczestniczyli wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński, wiceminister kultury Jarosław Sellin, p.o. prezydenta Gdańska Aleksandra Dulkiewicz oraz marszałek województwa pomorskiego Mieczysław Struk. Podczas spotkania ministerstwo przedstawiło swoje propozycje w sprawie przyszłości ECS; resort stoi na stanowisku, że organizatorzy ECS powinni mieć wpływ na sposób funkcjonowania tej instytucji "stosownie do ich zaangażowania finansowego w jej prowadzenie" (miasto Gdańsk, MKiDN, woj. pomorskie).

P.o. prezydenta Gdańska Aleksandra Dulkiewicz przyznała w środę w Polsat News, że propozycje ministerstwa są dla pozostałych organizatorów ECS "trudne do przyjęcia". - Zasadniczy kłopot to jest kwestia niezależności tej instytucji i to niezależności od jakichkolwiek polityków, a niestety dzisiaj w Polsce mamy trochę do czynienia z ręcznym sterowaniem szeroko rozumianą kulturą. Na pewno w Gdańsku w przypadku Europejskiego Centrum Solidarności do tego nie dopuścimy - zaznaczyła Dulkiewicz.

Gliński odnosząc się do tej wypowiedzi podkreślił, że "nie ma mowy o przejęciu tej instytucji, ręcznym sterowaniu czy >opowiadaniu historii po swojemu<". - A takie zarzuty, niestety, pojawiają się w przestrzeni publicznej. Stanowczo je dementuję. Polska jest w tej chwili silnie podzielona i dobrze by było, by w instytucji dotyczącej ogólnopolskiego dziedzictwa były reprezentowane różne wrażliwości - dodał.

Szef resortu kultury przypomniał, w rozmowie z portalem, propozycje złożone przez MKiDN. - Nasze propozycje są jasne. Proponujemy utworzenie stanowiska wicedyrektora, którego powoływał będzie minister kultury i dziedzictwa narodowego, oraz Działu im. Anny Walentynowicz. Ten dział miałby liczyć ok. 10 pracowników (obecnie w ECS pracuje ponad 60 osób).

Jak mówił, ECS nie jest dzisiaj instytucją, której działalność byłaby akceptowana przez wszystkich spadkobierców idei "Solidarności", m.in. przez liderów tego ruchu, takich jak małżeństwo Andrzeja i Joanny Gwiazdów, Krzysztofa Wyszkowskiego, Andrzeja Kołodzieja i wielu innych. Chcemy ją otworzyć także dla tego nurtu "Solidarności", który jest teraz wykluczony - dodał.

Zwrócił uwagę, że wspomniane osoby "nie przychodzą do tego Centrum, nie uważają go za swoje miejsce". - Dlatego proponujemy bardziej sprawiedliwy z punktu widzenia dziedzictwa "Solidarności" ich udział w funkcjonowaniu tej instytucji. ECS nie powinna, nie może być zawłaszczana przez część polskiej opinii publicznej, bo tradycja "Solidarności" jest nasza wspólna. Takie intencje nam przyświecają - wyjaśnił minister kultury.

Zdaniem wicepremiera Glińskiego ocena bieżącej działalności ECS "nie może być pozytywna". - Przede wszystkim dlatego, że tam prowadzona jest działalność partyjno-polityczna, co jest niezgodne ze statutem tej instytucji. Chcemy zmienić tę sytuację i uważamy, że nasza propozycja jest dobrym rozwiązaniem. Nie ma mowy o zawłaszczeniu czy ręcznym sterowaniu. Chodzi o stworzenie przestrzeni dla tych, którzy dzisiaj są z tej instytucji wykluczeni - powtórzył szef MKiDN.

Zaznaczył jednak, że nie ocenia "działalności merytorycznej i samej wystawy", ale "Centrum jest przestrzenią publiczną, w której pojawiają się różnego typu wydarzenia polityczne. I w stu procentach są to wydarzenia polityczne związane z opozycją, często z tą radykalną opozycją. Odbywały się tam przecież wydarzenia z udziałem tzw. Komitetu Obrony Demokracji".

Minister kultury w rozmowie z portalem wPolityce.pl odniósł się również do sprawy wysokości dotacji dla ECS. - Dotacja została obniżona zgodnie z prawem. Umowa zobowiązuje Ministerstwo do finansowania ECS na poziomie czterech milionów złotych. W czasie, gdy w Polsce mieliśmy do czynienia z monopolem politycznym i wszystkie instytucje były kontrolowane przez jedną opcję, budżet podzielono tak, że zmniejszono sumy przekazywane przez miasto i marszałka, a dodano pieniądze z budżetu centralnego, nie zmieniając uprawnień stron, a największe uprawnienia ma miasto Gdańsk - tłumaczył Gliński.

Nie uważamy, by było to racjonale. Umowa mówi jasno, że Ministerstwo przeznacza na Centrum 4 miliony. Uważamy, że nie powinniśmy płacić najwięcej na instytucję, w której nasz głos jest marginalizowany. Mamy za to uwagi, i to mocno uzasadnione, co do kształtu i funkcjonowania tej instytucji. Miliony Polaków, którzy mają inną opinię, są z jej działalności wykluczeni. Nawet postaci tak symboliczne jak wspomniani przeze mnie liderzy "Solidarności" - dodał.

Jak mówił dziwi się, że pojawiają się informacje o rzekomych zagrożeniach dla ECS, skoro ich propozycje były sformułowane jasno i ministerstwo przedstawiło je publicznie, "właśnie po to by uniknąć kontrowersji". - Mówimy o wielkiej instytucji, w której proponujemy jeden dział im. Anny Walentynowicz i stanowisko wicedyrektora. A powoływany przez miasto dyrektor tej instytucji, co wynika ze statutu, ma niemalże jedynowładczą pozycję - zauważył minister kultury.

Dulkiewicz poinformowała w czwartek, że w sobotę odbędzie się nadzwyczajne posiedzenie Rady Europejskiego Centrum Solidarności, podczas którego - z marszałkiem województwa - przedstawią szczegóły propozycji MKDiN odnośnie ECS. Zapowiedziała też, że w piątek ma ruszyć społeczna zbiórka pieniędzy na funkcjonowanie ECS. Ma ją zorganizować pochodząca z gminy Pruszcz Gd. Patrycja Krzymińska, która po tragicznej śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza zainicjowała spontanicznie na Facebooku akcję zbiórki do wirtualnej "puszki prezydenta". Zebrano w ten sposób 16 mln zł.

Z listem do premiera Mateusza Morawieckiego o pilne podjęcie decyzji ws. sprawie przywrócenia dotychczasowego dofinansowania przez budżet państwa działalności ECS zwróciło się w środę kilkunastu parlamentarzystów oraz europosłów PO i Nowoczesnej z Pomorza.

W październiku ub.r. resort kultury i dziedzictwa narodowego podjął decyzję o powrocie w 2019 r. do podstawowej kwoty dotacji podmiotowej dla Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku w wysokości 4 mln zł. Jak uzasadniano - taka kwota jest zapisana w umowie o współprowadzeniu ECS. Instytucja w ostatnich latach otrzymywała dotację podmiotową na poziomie ponad 7 mln zł.