- Poradziliśmy sobie z komuną, to poradzimy sobie z Glińskim. Niezależnie jakie podejmie decyzje, to obronimy to miejsce i dziedzictwo Solidarności. Może nam utrudniać, ale znajdziemy rozwiązanie. Niech się dalej wygłupia on i cała ta ekipa - tak Lech Wałęsa skomentował Wirtualnej Polsce informacje o zmniejszeniu dotacji przez wicepremiera Glińskiego dla Europejskiego Centrum Solidarności.

W podobnym tonie odniósł się do doniesień, że Sławomir Cenckiewicz mógłby mieć jakiś wpływ na wystawę ECS. - Jeśli Cenckiewicz tu przychodzi, to ja, wobec całego świata, stąd wychodzę. Kaczyńscy nawet dobrych historyków przerobili na tych papierach esbeckich. Ci ludzie w to uwierzyli. Ale się z tego wycofają, tylko na to potrzeba czasu. A IPN trzeba rozwiązać, bo kombinuje esbeckimi materiałami. Albo trzeba tam postawić ludzi, którzy nie będą zaangażowani i będą robić faktyczną robotę historyczną, a nie polityczną - ocenił.

Równie krytyczny był wobec pomysłu, by więcej miejsca w ECS poświęcić Annie Walentynowicz.

- Niech popatrzą dobrze, to zobaczą, że Walentynowicz zrobiła więcej złego jak esbecja - mówił. - Ona od środka rozwalała, burzyła. Nie można było osiągnąć wiele rzeczy przez nią. Oczywiście, ukrywaliśmy to wtedy, bo to nieładnie wyglądało. Oczywiście, miała też wielkie zasługi w walce – to nie ulega wątpliwości. Ale potem zbłądziła. Dlatego szkodziła, utrudniała, rozbijała jedność. Nie można było więcej osiągnąć, bo krecią robotę robiła. Ona, Gwiazda i jeszcze paru. Więc PiS stawia na niewłaściwych bohaterów. Tam jest dużo więcej kobiet i mężczyzn, którzy napracowali się i coś osiągnęli. Ale na pewno nie Walentynowicz i bracia Kaczyńscy. Nie byli wtedy bohaterami. Teraz Kaczyński wycina innych, by siebie osadzić i swoich tchórzliwych ludzi, którzy wtedy nie istnieli, albo kiepsko istnieli. Teraz tamto wielkie zwycięstwo chcą przypisać sobie.

Były prezydent odniósł się do spotkania, które we wtorek odbyło się w siedzibie resortu kultury w Warszawie. Uczestniczyli w nim wicepremier, szef MKiDN Piotr Gliński, wiceminister kultury Jarosław Sellin, Aleksandra Dulkiewicz oraz marszałek województwa pomorskiego Mieczysław Struk. Ministerstwo przedstawiło swoje propozycje w sprawie przyszłości Europejskiego Centrum Solidarności - instytucji w Gdańsku, której misją jest kultywowanie pamięci o ruchu Solidarności i jego ideałach.

- W najbliższą sobotę o godz. 12 zostało zwołane specjalne, nadzwyczajne posiedzenie rady Europejskiego Centrum Solidarności podczas, którego wspólnie z panem marszałkiem przedstawimy szczegóły propozycji jednego z organizatorów (ECS), czyli ministra kultury i dziedzictwa narodowego - powiedziała na czwartkowej konferencji prasowej Dulkiewicz.

Przypomniała, że marszałek Struk jako jeden z organizatorów instytucji zwiększył dotację na Europejskie Centrum Solidarności o 200 tys. zł. Poinformowała też, że miasto Gdańsk zwiększa swoją dotację o pół miliona złotych, by "dać dobry przykład".

Europejskie Centrum Solidarności w ostatnich latach otrzymywało dotację podmiotową na poziomie ponad 7 mln zł. W październiku ub. roku resort kultury podjął decyzję o powrocie w 2019 r. do podstawowej kwoty dotacji w wysokości 4 mln zł, uzasadniając że taka kwota jest zapisana w umowie o współprowadzeniu instytucji i zgodna z aneksem z 2013 r.

W środę resort wskazał, że zwiększenie dotacji dla ECS będzie możliwe poprzez podpisanie nowego aneksu do umowy założycielskiej. Dodano, że w trakcie obowiązywania umowy, aneksem z 2013 r., pozostali współorganizatorzy obniżyli swoje obligatoryjne zaangażowanie na rzecz ECS (w tym miasto Gdańsk - z 4,5 mln do 3,5 mln zł).