Pytania w tych sprawach kierował nie tylko DGP. Od jesieni ubiegłego roku możliwe nieprawidłowości sygnalizowała Izabela Mrzygłocka, członkini Rady Ochrony Pracy przy Sejmie (ROP to organ nadzorujący działanie PIP).

Również po wczorajszej naszej publikacji (DGP nr 120, „PIP – Praca i Przyjaciele”), która potwierdziła wątpliwe praktyki kadrowe w inspekcji, komentarza w tej sprawie do zamknięcia wydania gazety nie udzielił ani Janusz Śniadek (PiS), przewodniczący ROP, ani Wojciech Szarama (PiS), przewodniczący sejmowej komisji do spraw kontroli państwowej. Ten pierwszy zapewnia, że przedstawi go w najbliższym czasie. Wszystko wskazuje więc na to, że instytucja, która kontroluje warunki pracy w firmach i powinna być apolityczna, sama w praktyce podlega co najwyżej ograniczonemu nadzorowi. A główny inspektor pracy może dalej zatrudniać i awansować wybranych, ale niekoniecznie najlepszych pracowników.

Sejm milczy w sprawie Państwowej Inspekcji Pracy

Po wczorajszej publikacji DGP dotyczącej wątpliwych praktyk kadrowych w Państwowej Inspekcji Pracy („PIP – Praca i Przyjaciele”, DGP nr 120/2019) żadnego stanowiska nie przedstawiły organy Sejmu, któremu podlega inspekcja. DGP udało się skontaktować z Januszem Śniadkiem, przewodniczącym Rady Ochrony Pracy przy Sejmie RP. Poprosił on jednak o czas na zapoznanie się z wczorajszą publikacją oraz przygotowanie komentarza (ze względu na liczne podróże służbowe). Pomimo prób nie uzyskaliśmy opinii od Wojciecha Szaramy, przewodniczącego sejmowej komisji ds. kontroli państwowej (obaj przewodniczący są posłami PiS; kierowane przez nich jednostki nadzorują działalność PIP). Do momentu zamknięcia wydania praktyk kadrowych w PIP – pomimo prośby DGP – nie skomentowało też Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Inspekcja mu nie podlega, ale w praktyce – ze względu na cele działania i rodzaj zadań – obie instytucje muszą ze sobą blisko współpracować.

We wczorajszym wydaniu DGP opisaliśmy m.in. przypadki zatrudnienia w centrali PIP osób, które prowadzą aktywność polityczną (są radnymi z ramienia PiS) oraz szybkie awanse pracowników, którzy niedawno rozpoczęli zatrudnienie w inspekcji. Dla wybranych pracowników główny inspektorat zorganizował też w ubiegłym roku zaoczną, trzymiesięczną aplikację inspektorską (zwykły kurs trwa rok; kandydatów wskazywał sam główny inspektor i szefowie okręgowych inspektoratów). Organy nadzorujące działalność PIP mogły nie mieć pełnej wiedzy w tym zakresie, ale sygnały o wątpliwych praktykach kadrowych w inspekcji docierały do nich już wcześniej. Pytania w tej sprawie na posiedzeniach ROP, w tym m.in. te o zatrudnienie konkretnych osób w centrali PIP oraz o przyspieszony kurs inspektorski zadawała Izabela Mrzygłocka, posłanka PO-KO, członkini rady.

Zaczęłam je zadawać od września ubiegłego roku. Łącznie było to kilkadziesiąt szczegółowych pytań dotyczących działalności inspekcji i prowadzonej polityki kadrowej. Otrzymywałam bardzo ogólne odpowiedzi, z których nic nie wynika. To żenujący sposób postępowania – wskazuje.

Jej zdaniem poprzez ostatnie działania PIP traci wiarygodność i wypracowywany latami autorytet. – Inspekcja jest upartyjniana. Organy nadzorujące jej działalność w razie sygnałów o możliwych nieprawidłowościach mają obowiązek o nie pytać, a nie bagatelizować sprawę – dodaje.

W trakcie zbierania materiałów do opublikowanego wczoraj tekstu wystąpiliśmy z pytaniami do ROP (m.in. czy do rady, jako organu nadzorującego PIP, trafiały skargi dotyczące zatrudniania osób wymienionych w tekście DGP). W oficjalnej odpowiedzi z 10 kwietnia 2019 r. Janusz Śniadek wskazał że od czerwca 2018 r. do ROP nie trafiła żadna skarga dotycząca sytuacji kadrowej w inspekcji. Przyznał jednocześnie, że niektóre kwestie, o które zapytał DGP, były przedmiotem pytań posłanki Mrzygłockiej do głównego inspektora pracy, na które odpowiadał on zarówno ustnie (w trakcie posiedzeń rady) jak i na piśmie. ROP zdecydowała, że jej interwencja będzie zasadna wówczas, gdy wątpliwości poruszone w pytaniach nie zostaną wyjaśnione, a ewentualne nieprawidłowości – potwierdzone. Uznała, że dotychczasowe wyjaśnienia udzielane przez GIP na posiedzeniach rady nie dają podstaw do twierdzenia, że wystąpiły nieprawidłowości, które uzasadniają podjęcie interwencji. Jednocześnie rada podkreśliła, że organem właściwym w kwestiach kadrowych PIP jest główny inspektor pracy, który ponosi odpowiedzialność za funkcjonowanie urzędu.

Opinia ta została jednak sformułowana jeszcze przed publikacją DGP, która zawiera wiele informacji potwierdzających wątpliwe praktyki kadrowe w GIP. Głos organów nadzorujących działalność inspekcji jest w tej sprawie potrzebny. W przeciwnym razie obywatele mogą mieć wrażenie, że instytucja, której celem jest kontrolowanie warunków pracy, sama nie podlega żadnemu nadzorowi.