Podczas niedzielnych uroczystości na pl. Piłsudskiego w Warszawie głos zabrali: prezydenci Polski Andrzej Duda i Niemiec Frank-Walter Steinmeier oraz wiceprezydent USA Mike Pence.
Wiceszef PO ocenił, że w stolicy padły w niedzielę bardzo ważne słowa adresowane nie tylko do polskiej opinii publicznej, ale też do przywódców państw, którzy przyjechali do stolicy na obchody 80-lecia wybuchu II wojny światowej.
- powiedział PAP Siemoniak.
Jak dodał, to pokolenie niemieckich polityków, które uosabiają prezydent Steinmeier i kanclerz Angela Merkel, bardzo mocno podkreśla niemiecką winę i odpowiedzialność za wybuch II wojny światowej. - uważa wiceszef PO.
Zwrócił ponadto uwagę, że prezydent Niemiec podkreślał też więzi transatlantyckie. - powiedział Siemoniak.
Według niego wiceprezydent Mike Pence znalazł się w niedzielę w trudnej sytuacji, ponieważ spodziewana była obecność w Warszawie prezydenta USA Donalda Trumpa. - powiedział Siemoniak.
Jak dodał, nie należało się raczej spodziewać, że z ust Mike'a Pence'a padną deklaracje związane z polsko-amerykańskim sojuszem. - stwierdził Siemoniak.
W jego ocenie "wszystko co trzeba, co historyczne" zostało ujęte w wystąpieniu amerykańskiego wiceprezydenta. - zaznaczył wiceprzewodniczący PO.
Wyraził też żal, że główne uroczystości państwowe dla upamiętnienia 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej nie odbyły się na Westerplatte. - powiedział Siemoniak.