Wcześniej - we wtorek - nad ustawą, zgodnie z którą m.in. premier, ministrowie, posłowie, senatorowie, europosłowie, prezesi TK, NSA i SN mają mieć obowiązek ujawnić majątek odrębny swych małżonków i dzieci, debatowała senacka Komisja Regulaminowa, Etyki i Spraw Senatorskich. Komisja, na posiedzeniu której tego dnia większość mieli senatorowie PO, zarekomendowała odrzucenie ustawy w całości.

Senator PiS Konstanty Radziwiłł, który podczas środowej debaty w Senacie, występował jako sprawozdawca komisji, podkreślał, że uważa ustawę za potrzebną. Według niego, nowe przepisy prowadzą do zwiększenia transparentności dzielności polityków i odpowiada na oczekiwanie społeczeństwa, tak żeby informacje również o majątkach rodzin polityków zostały ujawnione.

Innego zdania byli senatorowie Platformy Obywatelskiej, którzy ostro krytykowali nowe przepisy, uchwalone przez Sejm 11 września. Sławomir Rybicki (PO) wyraził pogląd, że nowe prawo to efekt "niefrasobliwości i wpadki" premiera Mateusza Morawieckiego z zakupem przed laty działki od Kościoła.

Ocenił też, że ustawa jest zła, niedoskonała, niezgodna z konstytucją, której "druzgocącą" opinię wystawiło senackie Biuro Legislacyjne. Rybicki przekonywał, że nowe przepisy nie mają szans na osiągnięcie zakładanego w nich celu. Oświadczenie zobowiązanego senatora czy posła jest nie do wykonania w razie odmowy lub braku zainteresowania syna, córki czy innego członka rodziny, który w ustawie jest wymieniony - mówił senator PO.

Dlatego też Rybicki zgłosił do ustawy 12 poprawek, które - według niego - mają ją "ucywilizować". Będą łagodzić daleko idące, do końca nieprzewidziane skutki tej ustawy. Poprawki w dużej mierze ograniczają zakres podawanych w oświadczeniu informacji o sytuacji majątkowej dzieci własnych, dzieci małżonka, dzieci przysposobionych do przypadków, w których dzieci pozostają we wspólnym gospodarstwie domowym z osobą zobowiązaną do złożenia oświadczenia - powiedział Rybicki. Dodał, że poprawki mają sprawić, że nowe prawo będzie "zrozumiałe, przejrzyste i do wykonania".

Ustawę krytykował też senator Aleksander Bobko, któremu PiS w sierpniu wycofało rekomendację do startu w październikowych wyborach parlamentarnych. Wcześniej polityk krytykował m.in. postawę ówczesnego marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego w związku z podróżami samolotami rządowymi, podczas których towarzyszyli mu na pokładzie np. członkowie rodziny.

Bobko ocenił, że ustawa, która powstała w kancelarii premiera, to przykład "gorszącego populizmu". Tę ustawę tworzyli ludzie w jakimś politycznym amoku - widzą świat przez pryzmat słupków wyborczych, kampanii wyborczej, a nie patrzą na realne skutki swoich działań - powiedział senator.

Przekonywał, że nie widzi żadnego realnego związku pomiędzy jawnością oświadczeń majątkowych polityków i transparentnością życia publicznego. Nie widzę, żeby służyło jawności i transparentności życia publicznego to, że dzieciaki mogą sobie wejść na internet i bawić się analizowaniem, wyśmiewaniem się z informacji z majątków osób publicznych w państwie - mówił senator.

Jego zdaniem oświadczenia takie powinny być składane, być dostępne dla odpowiednich służb, by zapobiegać korupcji, ale nie powinny być powszechnie dostępne.

Po serii krytycznych uwag pod adresem ustawy głos jeszcze raz zabrał senator Radziwiłł, który zarzucił przeciwnikom ustawy, że zachowywali się "jak członkowie związku zawodowego senatorów". Zaangażowanie w tę ustawę znacznie przekracza jej rangę państwową. To jest coś bardzo niedobrego, bo to jest taki sygnał, który idzie z tej sali, żeby nas tutaj nie tykać - ocenił senator PiS.

Jak podkreślił, podobna sytuacja miała miejsce w przypadku debaty np. nad ustawą, która obniżała uposażenia parlamentarzystów. Moim zdaniem powinniśmy być wszyscy, bez względu na przynależność partyjną, niezwykle ostrożni w tym zakresie. Powinniśmy z pokorą pochylić głowy, że wchodząc w politykę, w odpowiedzialność za państwo, nie robimy tego, żeby dorobić się dużych pieniędzy, nie robimy tego, żeby uciec od odpowiedzialności karnej i ponosimy tego również inne koszty, także rodzinne, domowe, towarzyskie, jak m.in. kwestia jawności naszych majątków - wskazywał Radziwiłł.

Projekt ustawy w sprawie jawności majątku rodzin najważniejszych urzędników państwowych powstał w kancelarii premiera. Przewiduje ona zmiany w pięciu ustawach: ustawie o wykonywaniu mandatu posła i senatora, ustawy o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne, ustawie o uposażeniu posłów do Parlamentu Europejskiego wybranych w RP, ustawie o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym oraz ustawie o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

Przepisy zakładają, że m.in. premier, ministrowie, posłowie, posłowie do PE, senatorowie, prezesi: Trybunału Konstytucyjnego, Naczelnego Sądu Administracyjnego i Sądu Najwyższego, a także osoby stojące na czele innych instytucji państwowych będą zobowiązane do umieszczania w oświadczeniu majątkowym informacji o majątku osobistym małżonków, dzieci i osób pozostających we wspólnym pożyciu. Zgodnie z nowelizacją obowiązek złożenia takiego oświadczenia majątkowego dotyczy w sumie blisko 30 różnych urzędników, w tym marszałków i wicemarszałków Sejmu i Senatu, prezesów Najwyższej Izby Kontroli i Narodowego Banku Polskiego, sekretarzy i podsekretarzy stanu, przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego, wojewodów, prezesów zarządów: Narodowego Funduszu Zdrowia, Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Agencji Mienia Wojskowego, Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości i Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Przygotowanie ustawy, na podstawie której ujawnione byłyby majątki – i ich źródła - współmałżonków polityków, osób pozostających we wspólnym pożyciu oraz ich dorosłych dzieci, zapowiedział pod koniec maja prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Sprawa jawności majątków małżonków polityków pojawiła się, gdy "Gazeta Wyborcza" napisała, że premier Mateusz Morawiecki wraz z żoną w 2002 r. kupili 15 ha gruntów za 700 tys. zł od Kościoła we Wrocławiu, podczas gdy nieruchomość miała już w 1999 r. być warta prawie 4 mln zł, a obecnie ok. 70 mln zł. Premier Morawiecki informował, że "GW" sprostowała wysokość kwoty, jaka miałaby obecnie odpowiadać wartości działki. Według przedstawionej w sprostowaniu wyceny obecna wartość nieruchomości to ok. 14,3 mln zł.