Wicemarszałek Senatu szacuje, że ma 5 takich opinii.

Reklama

Na uwagę prowadzącej rozmowę, że Główny Inspektor Pracy i Ministerstwo Zdrowia uznali, że płatne dyżury na bezpłatnym urlopie są niedopuszczalne Karczewski odpowiedział: Absolutnie są dopuszczalne, tylko każdy przypadek należy traktować indywidualnie, a nie ogólnie. Jaki zakres pracy, w jakim terminie. To są prawne szczegóły wyjaśnione przez prawników. Zatrudniłem prawników i wszystko zostało bardzo wnikliwie wyjaśnione – zapewniał w Radiu ZET.

Wszystko, co miałem do powiedzenia, powiedziałem państwa dziennikarzowi. Nic nie zmienię w tym, co powiedziałem, nawet jednego słowa - tłumaczył wicemarszałek Karczewski reporterowi TVN24. Podkreślił, że sam "nie ma żadnych wątpliwości" w tej kwestii.

Platforma Obywatelska ma. Wiem, że wystąpili z interpelacjami, pytaniami do Ministerstwa Zdrowia i Głównego Inspektora Pracy - i mają prawo do tego - zaznaczył wicemarszałek.

Dodał, że w związku ze swoją pracą w czasie bezpłatnego urlopu "ma wielką satysfakcję". - W tym czasie uratowałem życie bardzo wielu osobom. Pracowałem bardzo ciężko i nie mam nic sobie do zarzucenia. Było to zgodne z przepisami prawa - podkreślił Karczewski. Tłumaczył, że jest ordynatorem, a "nie wykonywał pracy związanej z ordynowaniem". - Pracowałem na dyżurze. To tak, jakby dziennikarz wziął urlop bezpłatny i od czasu do czasu napisał jakiś artykuł do gazety. Tak sobie to wyobrażam - mówił. - Miałem zupełnie z innego obszaru urlop bezpłatny i w innym obszarze wykonywałem świadczenia - powtórzył wicemarszałek Senatu.

Portal TVN24.pl ujawnił, że Karczewski jako senator, a potem wicemarszałek Senatu, w latach 2009-2015 zarobił ponad 400 tys. zł, odbywając płatne dyżury w szpitalu, w którym był na bezpłatnym urlopie na czas wykonywania mandatu senatora. Z dokumentów, do których dotarł TVN24.pl, wynika, że Ministerstwo Zdrowia uznało wtedy taką sytuację za niedopuszczalną. Podobną opinię wyrazili eksperci oraz Główny Inspektor Pracy.

- Miałem pełne przeświadczenie, że robię wszystko zgodnie z prawem, dlatego że miałem opinię prawników Kancelarii Senatu, iż jest to zgodnie z prawem - zaznaczył sam Karczewski. Robiłem to przez wiele lat, będąc przekonany o tym, że jest to korzystne i z punktu widzenia społecznego, i dozwolone z punktu widzenia prawa - dodał.

Wicemarszałek Senatu podkreślił, że od ponad czterech lat nie prowadzi już działalności lekarskiej. Dodał, że jako wicemarszałek Senatu VIII kadencji (2011-15) nie chciał tracić prawa wykonywania zawodu do którego jest bardzo przywiązany. Lekarz traci uprawnienia, jeśli nie praktykuje 5 lat. Stąd praca w formie wolontariatu przez wiele lat - podkreślił. W chwili, gdy lekarze poprosili mnie, żebym wzmocnił ich w dyżurach, postanowiłem również dyżurować - dodał Karczewski.

Jak zauważył, takie dyżury odbywają się kosztem rodziny, świąt, niedziel, stąd pobierał za nie wynagrodzenie. Poinformował, że za godzinę na takim dyżurze dostawał najwyżej 65 zł. Karczewski odniósł się do informacji TVN24.pl, że przez kilka lat zarobił na dyżurach ok. 400 tys. złotych. Przeliczając to na miesiące wychodzi ok. 3 tys. miesięcznie - mówił.

Były marszałek Senatu odniósł się też do zarzutu, że łączył urlop bezpłatny z pracą na umowę o dzieło w tym samym zakładzie pracy. Miałem urlop bezpłatny ze stosunku pracy jako ordynator, a dyżurowałem nie jako ordynator, tylko jako po prostu lekarz. To jest zupełnie inna forma umowy i dodatkowa praca - wyjaśnił. Wiadomo, że lekarzy jest za mało, więc każdy ośrodek chętnie przyjmie lekarza na dyżury - dodał.

Reklama

KO: Karczewski złamał prawo

Innego zdania są posłowie Koalicji Obywatelskiej: Monika Wielichowska i Michał Szczerba, którzy przekonywali na piątkowej konferencji prasowej, że senator PiS złamał prawo. Wszyscy pamiętamy tą pyszałkowatą wypowiedź marszałka Karczewskiego, który mówił, że warto pracować dla idei. Niewiele z tej wypowiedzi zostało - otóż okazuje się, że pan wicemarszałek Karczewski nie pracował dla idei, ale pracował za grube tysiące złotych, w tym samym czasie łamiąc prawo - powiedział Szczerba.

Jak tłumaczył, ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora zobowiązuje m.in. senatora do tego, aby w swoim dotychczasowym miejscu pracy wziął bezpłatny urlop. On mimo tego, że dysponował opinią Kancelarii Senatu, która zezwalała wyłącznie na pracę w charakterze wolontariatu, podpisał taką umowę dotyczącą wolontariatu, ale jednocześnie podpisał umowę cywilno-prawną ze szpitalem. To jest sytuacja skandaliczna - ocenił poseł KO.

Dlatego też - jak zapowiedziała Wielichowska - Koalicja Obywatelska skieruje w tej sprawie kilka pism do: Kancelarii Senatu, resortów: zdrowia i pracy, Generalnego Inspektoratu Pracy oraz Naczelnej Izby Lekarskiej. Według niej, Karczewski mógł złamać nie tylko przepisy ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora, ale też ustawy o działalności leczniczej i Kodeksu Pracy.

Wielichowska również przypomniała słowa Karczewskiego sprzed paru miesięcy, kiedy w całym kraju trwał strajk nauczycieli. "Ja pracowałem dla idei, pracuję dla idei i będę pracować dla idei"- tak Stanisław Karczewski, polityk PiS, senator, (ówczesny) marszałek Senatu mówił nie tak dawno do strajkujących nauczycieli. Wtedy nie wspomniał, że dla pracy dla idei pobierał wynagrodzenie (...), ale nie wspomniał również, i to jest najważniejsze, że w czasie kiedy był senatorem, kiedy był wicemarszałkiem Senatu, będąc na bezpłatnym urlopie w szpitalu pełnił płatne dyżury, na których zarobił przez kilka lat 400 tys. złotych - powiedziała posłanka KO.

Dodała, że o tych zarobkach Karczewski nie wspomniał też swym młodszym kolegom, lekarzom rezydentom, którzy jakiś czas temu także strajkowali, upominając się o wyższe pensje. Miał za to dla nich dobre słowo i mówił: sam w tej chwili zarabiam zdecydowanie mniej niż bym zarabiał jako dyrektor czy ordynator w szpitalu; pieniądze naprawdę nie są najważniejsze w życiu - zaznaczyła Wielichowska, cytując słowa ówczesnego marszałka Senatu.