"PiS, jak przystało na desperatów, gra ostro" - pisze Lis w Wirtualnej Polsce, też nie przebierając w słowach. "Donald Tusk niemal znokautował Jarosława Kaczyńskiego, ale mamy teraz wyścig w obrzucaniu się, pardon, gównem, więc już za sekundę mało kto będzie pewnie pamiętał o debacie i diabli wiedzą, co wyniknie z sondażu, którego wyniki poznamy za kilkadziesiąt godzin" - dodaje.
Lis przypomina historię z kampanii wyborczej w Stanach Zjednoczonych. "Gdy w republikańskich prawyborach w 2000 roku John McCain niemal wyeliminował z gry młodego Busha, ludzie przyszłego prezydenta poszli na całego. W Południowej Karolinie, gdzie odbywały się prawybory będące dla Busha ostatnią szansą, zaczęli dzwonić do porządnych obywateli, przedstawiając się jako biuro badające opinię publiczną. Niby-ankieterzy zadawali jedno pytanie: Czy głosowałbyś na McCaina, gdybyś wiedział, że ma nieślubne dziecko? Drobiazg, że McCain żadnego nieślubnego dziecka nie miał. Wątpliwości zasiano. McCain przegrał".
Tomasz Lis nie zdradza wprost, na kogo będzie głosował. Apeluje tylko do wyborców, by w niedzielę poszli głosować.