Takiego przedstawienia Sejm jeszcze nie widział. Płacząc, histeryzując, przyłapana na korupcji poseł Beata Sawicka błagała szefa CBA, by jej nie linczował. "Proszę mnie nie niszczyć. Wybrano dwie posłanki, jedna się zabiła, a druga walczy o życie tutaj" - szlochała posłanka. "Chcecie wygrać wybory, zabijając ludzi. Mnie już nie ma" - krzyczała. Na koniec zasłabła. Koledzy wzięli ją pod ramiona i wyprowadzili. Trafiła do szpitala.
Beata Sawicka zaczęła od kajania się za swoje postępowanie. "Za swoją słabość przepraszam wszystkich, których dotknęło moje zachowanie" - mówiła jeszcze spokojnie. Wymieniła rodzinę i kolegów z byłej partii. Wspomniała też z imienia i nazwiska Donalda Tuska. "Zostałam zabita, ukamienowana za życia" - mówiła. Prosiła o uczciwy proces.
Potem zaczęła oskarżać CBA. "To wszystko było misternie zaplanowaną prowokacją, obliczoną na rok, a jej kulminacja niestety przypadła w momencie tuż przed wyborami. Nie odczytuję tego jako zwykłego zbiegu okoliczności" - przekonywała. "Chciano uderzyć w PO" - mówiła pewnie.
Agent, który miał coś w sobie
Ale byłej posłance PO nerwy puściły, gdy zaczęła opowiadać o kulisach akcji CBA. Spotkałam człowieka, który udawał przyjaźń, udawał uczucie, był młodym przedsiębiorcą. Chciał wrócić z Wiednia do Polski, roztaczał plany. Tu chciał odprowadzać podatki. Prosił mnie o pomoc. Nie widziałam w tym żadnych złych znamion. Byłam dla niego koleżanką. A okazało się, że to była ukartowana gra - opowiadała swoją historię znajomości z młodym przedsiębiorcą, który okazał się agentem CBA. To on prosił ją o pomoc w interesach, w zamian za co ona chciała łapówki na kampanię wyborczą.
Jestem dobrym człowiekiem, otwartym, chcącym pracować dla dobra kraju. Upominki, jakie dostawałam, były związane z moimi urodzinami i imieninami - tłumaczyła.
"Miał coś w sobie, jakoś tak się składało, że przyjeżdżał z Wiednia, kiedy miałam posiedzenia w Sejmie. Przyznaję, że i ja chciałam zaimponować temu człowiekowi. To się źle dla mnie skończyło. Byłam osobą, która może wiele pomóc w tym, o co prosił. Przykładem są nieszczęsne rozmowy o służbie zdrowia. Miałam dostęp do zwykłych informacji o planowanych reformach. Byłam pilnym słuchaczem tego, co mówił minister, że będzie prywatyzacja. Jeśli mówi mi biznesmen, że chce wyremontować sanatorium, to dlaczego miałam w to nie uwierzyć? Wierzyłam, że warto coś w kraju zmienić, zrobić coś dobrego" - mówiła przez łzy Sawicka.
"Chciałam się uczyć"
Przeanalizowałam wypowiedzi przedstawicieli ministerstwa, stenogramy, i wiedziałam, jakie będą konsekwencje. Ale moje słowa zostały wyrwane z kontekstu i przedstawione państwu. Rozmawialiśmy o wspomnieniach z kursu. Ja na ten kurs poszłam się uczyć. Okazało się, że z uczciwego człowieka można zrobić w tym kraju przestępcę. Przepraszam moich kolegów i koleżanki z ugrupowania. Dziś wiem, że to uderzenie zostało skierowanie przeciwko nim. W sensie politycznym i żeby mnie zniszczyć jako człowieka - posłanka załamuje głos i wybucha płaczem.
"Nie doprowadzajcie mnie do utraty życia"
Zwracam się do Pana ministra Kamińskiego z błaganiem o to, by mnie nie linczował. Nie pokazywał publicznie tych materiałów. Proszę udostępnić moją osobę prokuraturze. Proszę dać mi szansę obrony, proszę mnie nie niszczyć. Tak jedna osoba się zabiła, druga walczy o życie tutaj - dramatyzowała Sawicka.
Słowa posłanki były coraz bardziej chaotyczne. Znów zaczęła przepraszać. Przepraszam wszystkich ludzi w moim regionie. I przepraszam moją rodzinę. Pochodzę z patriotycznej rodziny, dziadek mnie uczył o Katyniu - opowiadała historię swojej rodziny. I nagle zwróciła się wprost do szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Chcecie wygrać wybory, zabijając ludzi. Mnie już nie ma, ja wam nie zagrażam. Ale jak będę miała zaszczyt spotkać się z dziećmi Blidy, powiem, jakie to uczucie zaszczutego człowieka. Proszę o to, by szanować godność człowieka - apelowała, cały czas płacząc.
Nie mogę państwu odpowiedzieć na żadne pytanie, bo jest prowadzone postępowanie przeciwko mnie. Wierzę, że być może zmieni się coś w tym kraju, proszę was, bo każdy z nas, dziś poseł, jutro każdy, będzie podsłuchiwany, tutaj, w Warszawie, wszędzie. Okazałam słabość, za którą przepraszam. Jestem tylko człowiekiem, nie o to walczyłam jako pedagog, pracując z dziećmi. Słabo się czuję, przepraszam - spuściła głowę i zachwiała się. Podtrzymali ją koledzy, wzięli pod ręce i wyprowadzili.
Niepozostawiające wątpliwości dowody korupcji Beaty Sawickiej, byłej poseł PO - nagrania wideo, jak brała łapówkę i podsłuchy rozmów telefonicznych, w których żądała pieniędzy na wybory - ujawnił wczoraj szef CBA Mariusz Kamiński.